Layout by Raion
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Satrina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Satrina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 czerwca 2015

Od Satriny Cd. Asmodeusza

Przycupnąwszy na schodach, obok mężczyzny, wsłuchiwałam się uważnie w jego słowa. Nie chciałam, żeby cokolwiek mi umknęło. Śpiewałam? Tańczyłam? Wyrywałam facetów? Hmm... nie mogłam zaprzeczyć, gdyż takie rzeczy robiłam nawet na trzeźwo. Ale ciasta? Żeby bredzić coś o ciastach, to naprawdę musiałabym być nieźle upita. Przecież rzeczywistość była taka, że prędzej spaliłabym całą wioskę niż upiekła coś jadalnego. Mogłam jeść - w porządku. Ale sama coś zrobić... niekoniecznie. W dodatku As chyba coraz bardziej się rozkręcał. Mówił prawdę, czy był tak dobrym aktorem? To pytanie wciąż krążyło mi po głowie.
- Wieeesz... - zaczęłam, uśmiechając się nieznacznie. - O cieście możesz raczej zapomnieć.
- A to niby czemu?
Wyglądał na naprawdę oburzonego...
- To znaczy, przynajmniej o takim zrobionym przeze mnie. Raczej nie jestem tym typem dziewczyny. Od gotowania i pieczenia wolę... no cóż, nieco inne zajęcia. Jeśli chcesz, mogę ci co najwyżej załatwić jakieś od kogoś innego.
Oparłam podbródek na dłoni zwiniętej w pięść. Zastanawiałam się, o co mogłabym go zapytać, aby ewentualnie potwierdził rzekome wydarzenia z imprezy Lucyfera.
- Hmm... A powiedz mi... Skoro ze mną tańczyłeś i w ogóle... pamiętasz może czy mówiłam coś jeszcze? Albo czy doszło między mną a kimś do czegokolwiek? Niekoniecznie musi to być to, co pierwsze przychodzi ci do głowy... - zastrzegłam. - Ale to też. Wiesz, lepiej wiedzieć, czy mam się w najbliższym czasie spodziewać jakichś odwiedzin, kłótni, gróźb, zażaleń i tym podobnych.

<Asmodeuszu? :3>

niedziela, 14 czerwca 2015

Od Satriny Cd. Asmodeusza

Niegdyś bardzo bliski Lucyferowi, zwany przez niego Asem, co? Zaczynało mi już świtać, z kim właśnie mam do czynienia, ale postanowiłam się z tym nie zdradzać. Zawsze można trochę poudawać głupiutką, niezorientowaną w świecie dziewczynę. Ponoć takie pociągały część facetów. Chociaż szczerze mówiąc, nie wiem co oni w takich widzieli. Sama byłam dziewczyną i z ręką na sercu mogłam przyznać, że takie typy działały mi na nerwy. Ale czego nie zrobi się dla zabawy? A zapowiadało się coraz ciekawiej.
Z każdą chwilą miałam większe wątpliwości, co do mojego rzekomego upicia się na imprezie u Lucyfera, ale z tym również wolałam się nie wychylać. Chciałąm pograć jeszcze chwilę w tę grę zaczętą przez mężczyznę, gdyż zżerała mnie ciekawość. Straszliwie chciałam wiedzieć, co on takiego jest jeszcze w stanie wymyślić. A poza tym, interesowało mnie również to, skąd zna moje imię, bo mi samej nie wydawało się, żebyśmy się kiedyś spotkali, a przynajmniej nie na tyle długo, by wymienić się informacjami o sobie. Chyba, że impreza u Lucyfera była prawdą... Argh! Tyle pytań! Nie pozostawało mi nic innego, jak cierpliwie zaczekać na dalszy rozwój wypadków.
- Więc prowadź, mój drogi partnerze do tańca - powiedziałam, uśmiechając się do niego szeroko.

<Asie? default smiley xd>

czwartek, 11 czerwca 2015

Od Satriny - Cd. Asmodeusza

Czując nacisk dłoni mężczyzny na plecach, ruszyłam powoli z miejsca. Obserwowałam go ze skrywanym w większym lub mniejszym stopniu zainteresowaniem. Impreza u Lucyfera, hę? To prawda, że było to wydarzenie, na którym nie można by było się nie pojawić, będąc demonem. W końcu Lucyfer, już nawet pomijając jego pozycję, miał prawdziwy talent do urządzania najróżniejszych imprez. Oczywiście, nie brakowało na nich alkoholu. A ja lubiłam zarówno dobrą zabawę, jak i alkohol. Zresztą, jaki głupi nie lubi? Jednak rzadko zdarzało mi się przesadzić z procentami na tyle, by urwał mi się film. Zazwyczaj miałam raczej mocną głowę do picia. Więc czy to możliwe, żebym naprawdę aż tak się upiła, aby nic nie pamiętać? Powątpiewałam w to, chociaż nie mogłam również jednoznacznie stwierdzić, że mężczyzna kłamie mi w żywe oczy.
Jako, że i tak szukałam jakiegoś zajęcia na noc, postanowiłam dać szansę mojemu nowemu towarzyszowi. Kto wie, może wyniknie z tego coś ciekawego? Miałam taką nadzieję. Uśmiechnęłam się nieznacznie pod nosem.
- Masz rację, z przyjemnością posłucham, co ja nawyprawiałam na tej imprezie, będąc pod wpływem. To gdzie o tym porozmawiamy?
- Gdziekolwiek chcesz - odpowiedział, uśmiechając się szeroko.
- O nie, nie ma tak łatwo - pogroziłam mu palcem. - Skoro już wyciągasz bezbronną dziewczynę - to mówiąc, zatrzepotałam teatralnie rzęsami - gdzieś w środku nocy, to chociaż wybierz konkretne miejsce.
Uśmiechnęłam się zadowolona z siebie, jednocześnie puszczając do niego oczko.
- Ach! I mógłbyś się wreszcie przedstawić - dodałam, splatając dłonie za plecami.


<Szefunciu? Ciekawe, jak to się skończy xD>

wtorek, 9 czerwca 2015

Od Satriny

Słońce powoli chowało się za horyzontem, oddając swoje miejsce na niebiańskiej scenie księżycowi. Cienie coraz bardziej się wydłużały niemal całkowicie pochłaniając w mroku wszystko na swej drodze. Ludzie pospiesznie gnali w jedynie sobie znanych kierunkach, spiesząc się zanim w pełni nastanie noc.
Siedziałam właśnie na dachu jednego z budynków, z nogami spuszczonymi poza jego krawędź. Odetchnęłam głęboko, wpuszczając chłodne powietrze do swoich płuc. Opuściłam nieznacznie powieki, obserwując ludzi w dole. Szukałam czegoś interesującego. Zresztą jak zwykle. Byłam osobą, która po prostu potrzebowała jakiejś rozrywki. Chociażby właśnie w takiej postaci, jak obserwowanie ludzkich problemów, zmartwień, przeżyć i tym podobnych.
Objęłam się ramionami, chociaż wcale nie odczuwałam w tej chwili zimna. Pogładziłam dłońmi rękawy czarnej sukni, bawiąc się przyszytymi do nich srebrnymi wstążkami. Znowu napadło mnie to dziwne uczucie. Dziwne ssanie w środku, coś jak głód lecz nie taki, który można zaspokoić pożywieniem. Było zupełnie tak, jakby czegoś mi brakowało. Ale czego?
Westchnęłam cicho, nie znając odpowiedzi na to pytanie, które uporczywie dręczyło mnie, dając o sobie znać raz na jakiś czas.
Podniosłam się, stając na krawędzi dachu. Nagły podmuch wiatru poruszył moimi włosami. Przymknęłam oczy, po czym odwróciłam się na pięcie. Wróciłam tą samą drogą, którą przyszłam - zeskoczyłam na niższą przybudówkę, później na równy stos drewnianych skrzyń, aż wreszcie prosto na ziemię.
Otrzepałam swoją suknię z niewidzialnych pyłków i ruszyłam przed siebie. Nie uszłam jednak daleko, gdy wyczułam za sobą czyjąś obecność. Postanowiłam to zignorować, jednak kroki za moimi plecami nie opuszczały mnie aż do końca uliczki. Wreszcie zatrzymałam się.
- To czysty przypadek, czy może mnie śledzisz? - Zapytałam, odwracając się powoli.

<Kto chciałby dokończyć? :3>