Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie? Co to będzie?
Nic nie będzie. No właśnie - nic. Zero. Brak postępów. Brak nowych danych. To powoli staje się irytujące. Czemu do tej pory nic nie wie?
Agares rozejrzał się po pomieszczeniu oświetlonym jedną, małą lampką. Mrok go uspokajał. W nim nie musiał myśleć. W nim nie musiał się ukrywać. To naprawdę wspaniałe uczucie.
- Kebos - powiedział wstając od biurka. Przejrzał szybko kilka kartek, jedną podpisał, dwie kolejne wyrzucił do śmieci.
Do pomieszczenia wczłapał 4-metrowy stwór przypominający krokodyla. Krok miał ciężki. Przy każdym spotkaniu jego łapy z twardą podłogą rozchodził się dziwny dźwięk przypominający odgłos jaki wydaje upadający kamień. Łup. Łup. Łup.
- Taaak? - Nie dość, że chłop jak dąb(stuletni) to jeszcze głos jak uderzenie pioruna. Z nim można dostać zawału! Agares wziął głęboki wdech. Spokojnie, spokojnie, za to go szanujesz.
- Wezwij tą dziewczynę... jak jej tam? Nymeria. Trzeba ją sprawdzić.
- Sprawdzić panie?
- Sprawdzić. Przetestować. Poobserwować.
- Czy coś jej przekazać?
- Jedynie aby przyszła na dzieciniec. Załatwimy dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Dwie pieczenie. Tak panie.
Krokodyl odwrócił się i ruszył ku wyjściu. Był bardzo pomocnym pupilem. Sprawny w walce, posłuszny i czasem bardzo błyskotliwy. Agares czekał na jego powrót, miał nadzieję, ba!, oczekiwał że zobaczy go z nową podwładną. Zamierza wziąć ją na "obchód" północnej granicy, zwanej też Okropną. Zobaczy w jakim stopniu może na niej polegać.
<Nymeria?>
Nic nie będzie. No właśnie - nic. Zero. Brak postępów. Brak nowych danych. To powoli staje się irytujące. Czemu do tej pory nic nie wie?
Agares rozejrzał się po pomieszczeniu oświetlonym jedną, małą lampką. Mrok go uspokajał. W nim nie musiał myśleć. W nim nie musiał się ukrywać. To naprawdę wspaniałe uczucie.
- Kebos - powiedział wstając od biurka. Przejrzał szybko kilka kartek, jedną podpisał, dwie kolejne wyrzucił do śmieci.
Do pomieszczenia wczłapał 4-metrowy stwór przypominający krokodyla. Krok miał ciężki. Przy każdym spotkaniu jego łapy z twardą podłogą rozchodził się dziwny dźwięk przypominający odgłos jaki wydaje upadający kamień. Łup. Łup. Łup.
- Taaak? - Nie dość, że chłop jak dąb(stuletni) to jeszcze głos jak uderzenie pioruna. Z nim można dostać zawału! Agares wziął głęboki wdech. Spokojnie, spokojnie, za to go szanujesz.
- Wezwij tą dziewczynę... jak jej tam? Nymeria. Trzeba ją sprawdzić.
- Sprawdzić panie?
- Sprawdzić. Przetestować. Poobserwować.
- Czy coś jej przekazać?
- Jedynie aby przyszła na dzieciniec. Załatwimy dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Dwie pieczenie. Tak panie.
Krokodyl odwrócił się i ruszył ku wyjściu. Był bardzo pomocnym pupilem. Sprawny w walce, posłuszny i czasem bardzo błyskotliwy. Agares czekał na jego powrót, miał nadzieję, ba!, oczekiwał że zobaczy go z nową podwładną. Zamierza wziąć ją na "obchód" północnej granicy, zwanej też Okropną. Zobaczy w jakim stopniu może na niej polegać.
<Nymeria?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz