To było niespodziewane jednak nagle do całej owej sytuacji przyłączył
się jak widać przyjaciel demona. Tisa trochę nie nadążała co się dzieje,
po chwili otrzęsła się gdy spostrzegła że obcy jej mężczyzna spogląda
na nią.
-Nie Panie, ja jestem Cacerdotisa des Longoria.- wstała i lekko się skłoniła okazując szacunek obcemu. Także schyliła się nad pijanym mężczyzną i wzięła trochę proszku który osadził się na jego twarzy. Spojrzała na niego badawczym wzrokiem i powąchała.
-Niesamowite! Sproszkowany elfi korzeń i czy to nie kryształowa gracja? Jest bardzo rzadka, to niesamowite że ją znalazłeś! Ja szukałam jej, jednak nie mogłam nic znaleźć...- powiedziała zachwycona a po jej ciele przechodziły dreszcze szczęścia. Mężczyźni na nią spojrzeli.
-Ona tak często ma?- zapytał Mordimer.
-Tak..- prychnął Asmistus.
-To niesamowite! Zapraszam do siebie Panów... Chciałabym porozmawiać w bardziej spokojnym i bezpiecznym miejscu.- spojrzała na mężczyznę który powoli się wybudzał. Wstała a demony razem z nią, wyszli z tawerny. Tisa zatrzymała się na chwilę i wyciągnęła z torby mapę miasta, od razu ruszyła w stronę swojego domu.
-Po co Ci ta mapa?- zapytał jeden z nich.
-O ja nie mam orientacji w terenie wiec potrzebuje map by się nie zgubić...- po chwili stanęli przed starą kamieniczką, obrastały ja rośliny które wspinały się w stronę dachu. Z domu wyszedł jej sługa.
-Witam Panienkę w domu, widzę że przyprowadziłaś gości..- otworzył drzwi i wpuścił ich do środka.
-Uważajcie jak chodzicie, przepraszam za bałagan.-przeli do wielkiego pokoju dziennego gdzie na podłodze leżały księgi i notatki dziewczyny. Wosk z świec powoli spływał na dębowe drewno, na pułkach były wszelkie rośliny, flakoniki lub słoiki z różnorodnościami. Na suficie wisiały szkielety różnych zwierząt, Tisa rzuciła torbę na stare biurko na którym leżał moździerz i garnuszki.
-Rozgośćcie się~ powiedziała szczęśliwa.
<Asmistus?>
-Nie Panie, ja jestem Cacerdotisa des Longoria.- wstała i lekko się skłoniła okazując szacunek obcemu. Także schyliła się nad pijanym mężczyzną i wzięła trochę proszku który osadził się na jego twarzy. Spojrzała na niego badawczym wzrokiem i powąchała.
-Niesamowite! Sproszkowany elfi korzeń i czy to nie kryształowa gracja? Jest bardzo rzadka, to niesamowite że ją znalazłeś! Ja szukałam jej, jednak nie mogłam nic znaleźć...- powiedziała zachwycona a po jej ciele przechodziły dreszcze szczęścia. Mężczyźni na nią spojrzeli.
-Ona tak często ma?- zapytał Mordimer.
-Tak..- prychnął Asmistus.
-To niesamowite! Zapraszam do siebie Panów... Chciałabym porozmawiać w bardziej spokojnym i bezpiecznym miejscu.- spojrzała na mężczyznę który powoli się wybudzał. Wstała a demony razem z nią, wyszli z tawerny. Tisa zatrzymała się na chwilę i wyciągnęła z torby mapę miasta, od razu ruszyła w stronę swojego domu.
-Po co Ci ta mapa?- zapytał jeden z nich.
-O ja nie mam orientacji w terenie wiec potrzebuje map by się nie zgubić...- po chwili stanęli przed starą kamieniczką, obrastały ja rośliny które wspinały się w stronę dachu. Z domu wyszedł jej sługa.
-Witam Panienkę w domu, widzę że przyprowadziłaś gości..- otworzył drzwi i wpuścił ich do środka.
-Uważajcie jak chodzicie, przepraszam za bałagan.-przeli do wielkiego pokoju dziennego gdzie na podłodze leżały księgi i notatki dziewczyny. Wosk z świec powoli spływał na dębowe drewno, na pułkach były wszelkie rośliny, flakoniki lub słoiki z różnorodnościami. Na suficie wisiały szkielety różnych zwierząt, Tisa rzuciła torbę na stare biurko na którym leżał moździerz i garnuszki.
-Rozgośćcie się~ powiedziała szczęśliwa.
<Asmistus?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz