Helena prawie padła Mordimerowi do stup. - Stokrotne dzięki przyjacielu!
- Taaa, teraz to przyjacielu, a wcześniej to "zabij go". No co się tak na mnie patrzysz? Jan wszystko mi wyśpiewał! - Och, Ravanhael tak uwielbia wnerwiać swoją szefową. Kobiety się tak słodko wkurzają. - No ale młodemu przyznać trzeba, firanka ładna.
Tym razem Pani domu zignorowała tamtych dwóch całkowicie. Asmitus i Boreasz niech zajmą się sobą, ona zaopiekuje się gościem wartym uwagi. Lekko skłoniła się mu i jego zjawie (ignorując wcześniejsze "małżonka"). - Bardzo wam dziękuję. Cieszę się, że ten świat nie jest skazany na idiotów, ignorantów i kobieciarzy.
- To chyba była insynuacja do nas - powiedział Boreasz rozsiadając się w rozklekotanym fotelu.
- Nieeee, mówiłam o tym facecie zajmującym się stajnią. I kucharz. Oraz Mr. Vi. Oni to wszyscy straszni ignoranci!
- Piękny sarkazm moja droga. To jak, pijemy w końcu? Nie przyjechałem tu siedzieć.
- Przyjechałeś tu pracować Boreaszu. A jeżeli chcesz pić to sam coś przynieść, cała służba uciekła.
Mag uśmiechnął się pod nosem kierując się do innej części domu. I tak wygląda jego praca od czasu pojawienia się tych dwóch - przynieś alkohol. Nie wiedział czy jest zadowolony, czy zażenowany. Chyba jednak trzeba będzie zrobić tu porządek. Za coś mu płacą. No ale to nie teraz, teraz trzeba wypić. Obgadać. Poznać się lepiej.
***
Wrócił w pięć minut z czterema kieliszkami i czystą wódką przywiezioną... no, nie ważne skąd, ważne że mocna. To dopiero będzie zabawa.
Butelkę postawił przed Asmistusem. - Polewaj.
<Mordimer?>
- Taaa, teraz to przyjacielu, a wcześniej to "zabij go". No co się tak na mnie patrzysz? Jan wszystko mi wyśpiewał! - Och, Ravanhael tak uwielbia wnerwiać swoją szefową. Kobiety się tak słodko wkurzają. - No ale młodemu przyznać trzeba, firanka ładna.
Tym razem Pani domu zignorowała tamtych dwóch całkowicie. Asmitus i Boreasz niech zajmą się sobą, ona zaopiekuje się gościem wartym uwagi. Lekko skłoniła się mu i jego zjawie (ignorując wcześniejsze "małżonka"). - Bardzo wam dziękuję. Cieszę się, że ten świat nie jest skazany na idiotów, ignorantów i kobieciarzy.
- To chyba była insynuacja do nas - powiedział Boreasz rozsiadając się w rozklekotanym fotelu.
- Nieeee, mówiłam o tym facecie zajmującym się stajnią. I kucharz. Oraz Mr. Vi. Oni to wszyscy straszni ignoranci!
- Piękny sarkazm moja droga. To jak, pijemy w końcu? Nie przyjechałem tu siedzieć.
- Przyjechałeś tu pracować Boreaszu. A jeżeli chcesz pić to sam coś przynieść, cała służba uciekła.
Mag uśmiechnął się pod nosem kierując się do innej części domu. I tak wygląda jego praca od czasu pojawienia się tych dwóch - przynieś alkohol. Nie wiedział czy jest zadowolony, czy zażenowany. Chyba jednak trzeba będzie zrobić tu porządek. Za coś mu płacą. No ale to nie teraz, teraz trzeba wypić. Obgadać. Poznać się lepiej.
***
Wrócił w pięć minut z czterema kieliszkami i czystą wódką przywiezioną... no, nie ważne skąd, ważne że mocna. To dopiero będzie zabawa.
Butelkę postawił przed Asmistusem. - Polewaj.
<Mordimer?>