Layout by Raion

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Mordimera

Helena prawie padła Mordimerowi do stup. - Stokrotne dzięki przyjacielu!
- Taaa, teraz to przyjacielu, a wcześniej to "zabij go". No co się tak na mnie patrzysz? Jan wszystko mi wyśpiewał! - Och, Ravanhael tak uwielbia wnerwiać swoją szefową. Kobiety się tak słodko wkurzają. - No ale młodemu przyznać trzeba, firanka ładna.
Tym razem Pani domu zignorowała tamtych dwóch całkowicie. Asmitus i Boreasz niech zajmą się sobą, ona zaopiekuje się gościem wartym uwagi. Lekko skłoniła się mu i jego zjawie (ignorując wcześniejsze "małżonka"). - Bardzo wam dziękuję. Cieszę się, że ten świat nie jest skazany na idiotów, ignorantów i kobieciarzy.
- To chyba była insynuacja do nas - powiedział Boreasz rozsiadając się w rozklekotanym fotelu.
- Nieeee, mówiłam o tym facecie zajmującym się stajnią. I kucharz. Oraz Mr. Vi. Oni to wszyscy straszni ignoranci!
- Piękny sarkazm moja droga. To jak, pijemy w końcu? Nie przyjechałem tu siedzieć.
- Przyjechałeś tu pracować Boreaszu. A jeżeli chcesz pić to sam coś przynieść, cała służba uciekła.
Mag uśmiechnął się pod nosem kierując się do innej części domu. I tak wygląda jego praca od czasu pojawienia się tych dwóch - przynieś alkohol. Nie wiedział czy jest zadowolony, czy zażenowany. Chyba jednak trzeba będzie zrobić tu porządek. Za coś mu płacą. No ale to nie teraz, teraz trzeba wypić. Obgadać. Poznać się lepiej.
***
Wrócił w pięć minut z czterema kieliszkami i czystą wódką przywiezioną... no, nie ważne skąd, ważne że mocna. To dopiero będzie zabawa.
Butelkę postawił przed Asmistusem. - Polewaj.

<Mordimer?> 

niedziela, 21 czerwca 2015

Dd Sakrag'a - Cd. Keiry

Podszedł do dziewczyny. Straciła przytomność.
- Ugh... Znowu się spotykamy... - Spojrzał na nią.- Hmmm... Dobić czy czekać aż się wykrwawi? - Uniósł brew. A może ją przesłuchać? Taa...
Podniusł ją i położył obok ogniska. Opatrzył i związał... tak na wszelki wypadek. Rozejrzał się. Cięciwa kuszy była mokra, więc o polowaniu mógł zapomnieć.
***
Nazajutrz Keira odzyskała świadomość. Było przedpołudnie i piękna pogoda. Rozejrzała się. Na gałęzi na przeciwko wisiała skóra pumy, dokładnie oprawiona. Nad ogniskiem była pieczeń. A ona sama czuła się słabo i była związana. Sakrag, leżący na gałęzi tuż nad nią, zastanawiał się czy go zauważy. Chyba nie, bo próbowała się uwolnić.
- Pomóc w czymś? - Nachylił się nad nią. Ona aż podskoczyła zaskoczona.
- Tyy... - Spojrzała na niego mrużąc oczy.
- Jaaa... c: - Zaskoczył z drzewa. Być może wkurzanie jej będzie o wiele lepsze niż jej dobicie.
- Wypuść mnie albo wydrapię ci te "śliczne" oczka.
- Powodzenia. Powinnaś się cieszyć, że cie nie dobiłem i nie zostawiłem na rozszarpanie kotkowi. - Skinął na skórę
- Rozwiąż mnie! - Mimo zawrotów głowy zaczęła się szarpać.
- hahaheh... Nope. - Przykucnął przy ognisku

<Keira? xd trzeba się postarać o sojusz xd >

Od Keiry - Cd. Sakrag'a

Patrzyła w stronę uciekającego przeciwnika, zaczęła wyklinać na głos. Wyjęła strzały i przykucnęła na ziemię. Była z lekka zmęczona walką, ale musiała go wytropić. Szukała bandaży w torbie. Gdy je znalazła opatrzyła się.

* * *

Rozpaliła ognisko, gdy niebo zalała ciemność. Wysepka po środku jeziorka była idealna by chwilę odetchnąć. Podeszła do brzegu. Zdjęła opancerzenie jakie miała na sobie. Usłyszała jakby mruczenie. Z krzaków niespodziewanie wyskoczyła puma, rzuciła się na Keirę, raniąc ją dość mocno. Odetchnęła od siebie kota i chwyciła za noże. Rzuciła w nią nimi po czym odsunęła się. Kot o dziwo uciekł, rezygnując z dalszej potyczki. Keira osunęła się na miękki piach. Zrobiło jej się słabo. Straciła już dziś za dużo krwi a rany były głębokie. Mimo to starała się wstać. Zauważyła postać idącą w jej stronę. Odsunęła się trochę.
- Nie zbliżaj się- warknęła, oddychając ciężko. Chwyciła za sztylet. Była przerażona choć nie okazywała tego. Postać była jeszcze bliżej. Kawce obraz rozmazywał się przed oczami. Nie rozpoznała kto to.


<Sakrag? Wiem, do dupy :v >

Od Lavender - Cd. Asmistusa

Widok tunelu napełnił ją pewnego rodzaju ulgą. Lavender spodziewała się gorszych widoków, a zobaczyła najzwyczajniejsze w świecie zejście do piwnic. Nic strasznego, zapewne tylko sprawia takie złe wrażenie. Wsunęła lekkie, skórzane buty. Oczywiście na zewnątrz obuwie było nie do końca wyschnięte i pokryte błotem, ale z uwagi na materiał woda nie przedostała się do środka. Kiedy stała tuż za progiem wejścia, uświadomiła sobie, że wciąż trzyma w dłoni kubek herbaty. Prędko odwróciła się i umieściła naczynie na stole, po czym dołączyła do dwuosobowej grupki złożonej z demona oraz towarzyszącego mu goblina. Kojo wyglądał na przestraszonego. Natychmiast zapragnęła nieco podnieść go na duchu.
- Spokojnie, kochany. Będzie dobrze - zapewniła radośnie. Naturalnie nigdy jeszcze nie miała okazji zwiedzić podziemnej części posiadłości, ale nie wiedzieć czemu ufała w swoje słowa i zabrzmiało to całkiem wiarygodnie.
- W takim razie możemy ruszać - zwróciła się do mężczyzny, wstępując na pierwszy stopień. Jednocześnie uświadomiła sobie, że skoro podwładny Asmistusa odczuwa coś na kształt przerażenia spowodowanego rozkazem wejścia do tunelu, to ten strach musi być w jakiś sposób uzasadniony.
- Czy tutaj... jest bardzo strasznie? - spytała, idąc u jego boku. - To znaczy, ja się oczywiście nie boję. Chodzi mi o goblina. Sprawia wrażenie nieco... onieśmielonego - wyjaśniła przyciszonym głosem, zerkając za siebie w kierunku stworzenia.

<Asmistus? Wybacz, że tak długo czekałaś ^^>

Od Cacerdotisy c.d Asmistusa

To było niespodziewane jednak nagle do całej owej sytuacji przyłączył się jak widać przyjaciel demona. Tisa trochę nie nadążała co się dzieje, po chwili otrzęsła się gdy spostrzegła że obcy jej mężczyzna spogląda na nią.
-Nie Panie, ja jestem Cacerdotisa des Longoria.- wstała i lekko się skłoniła okazując szacunek obcemu. Także schyliła się nad pijanym mężczyzną i wzięła trochę proszku który osadził się na jego twarzy. Spojrzała na niego badawczym wzrokiem i powąchała.
-Niesamowite! Sproszkowany elfi korzeń i czy to nie kryształowa gracja? Jest bardzo rzadka, to niesamowite że ją znalazłeś! Ja szukałam jej, jednak nie mogłam nic znaleźć...- powiedziała zachwycona a po jej ciele przechodziły dreszcze szczęścia. Mężczyźni na nią spojrzeli.
-Ona tak często ma?- zapytał Mordimer.
-Tak..- prychnął Asmistus.
-To niesamowite! Zapraszam do siebie Panów... Chciałabym porozmawiać w bardziej spokojnym i bezpiecznym miejscu.- spojrzała na mężczyznę który powoli się wybudzał. Wstała a demony razem z nią, wyszli z tawerny. Tisa zatrzymała się na chwilę i wyciągnęła z torby mapę miasta, od razu ruszyła w stronę swojego domu.
-Po co Ci ta mapa?- zapytał jeden z nich.
-O ja nie mam orientacji w terenie wiec potrzebuje map by się nie zgubić...- po chwili stanęli przed starą kamieniczką, obrastały ja rośliny które wspinały się w stronę dachu. Z domu wyszedł jej sługa.
-Witam Panienkę w domu, widzę że przyprowadziłaś gości..- otworzył drzwi i wpuścił ich do środka.
-Uważajcie jak chodzicie, przepraszam za bałagan.-przeli do wielkiego pokoju dziennego gdzie na podłodze leżały księgi i notatki dziewczyny. Wosk z świec powoli spływał na dębowe drewno, na pułkach były wszelkie rośliny, flakoniki lub słoiki z różnorodnościami. Na suficie wisiały szkielety różnych zwierząt, Tisa rzuciła torbę na stare biurko na którym leżał moździerz i garnuszki.
-Rozgośćcie się~ powiedziała szczęśliwa.

<Asmistus?>

piątek, 19 czerwca 2015

Od Asmistusa - Cd. Cacerdotisy

Asmistus oparł głowę na dłoni i słuchał z zainteresowaniem. Czy udawał? Zapewne. Grunt jednak, że sprawiał odpowiednie wrażenie. W między czasie ładna dziewczyna przyniosła zamówione jedzenie. Posłała demonowi zalotne spojrzenie. Zapewne uciekłaby z krzykiem gdyby miał odkryte skrzydła. Zignorował ją, zajęty towarzyszką. Gdy trzasnęła dłonią w blat omal nie wylała piwa. Asmistus przyglądał się temu z lekkim pobłażaniem. Jakby była podopieczną której właśnie puściły nerwy. Dryblas był jednak innego zdania. Przechodził akurat i dostał dłonią w wielki brzuchol. Zapewne Tisę bardziej zabolało, gdyż nosił stary, ale całkiem porządny napierśnik. Spojrzał wściekły, podchodząc i chwytając ją mocno za ramiona. Uniósł z łatwością, potrząsając.
- Uważaj co robisz głupia! - puścił ją brutalnie aż ponownie usiadła.
Zaśmiał paskudnie. Jakby z tylko dla siebie słyszalnego żartu. Spojrzał niepewnie na siedzącego demona.
- A ty co się gapisz? - splunął, ocierając czerwoną twarz.
- Na kompletnego idiotę, zapewne nie potrafiącego zrozumieć co mówię. - stwierdził z lekkim uśmieszkiem, splatając dłonie przed sobą.
Wojownik zrobił się jeszcze bardziej czerwony.  Warknął coś niezrozumiale, trzasnął dłonią w blat, wylewając piwo.
- Co!?
Asmistus uśmiechnął się porozumiewawczo do dziewczyny. A jednak miał rację. Przeciwnik nie grzeszył rozumem.
- Zrobię ci przysługę, chcesz?
Dryblas podrapał się po głowie. Nie zdążyłby nawet pisnąć, ale wtrącił się ktoś jeszcze. Słychać było tylko ciche puff, gdy chmura ziół została zdmuchnięta prosto w nos przeciwnika. Kichnął, zachwiał się i runął jak długi. Za nim stał młody chłopak z szerokim uśmiechem.
- Asmistusie, znowu ratuję ci życie. - stwierdził dosiadając się do stołu.
- Nie mi, raczej im.
- No... na jedno wychodzi. - spojrzał na dziewczynę i skłonił głowę. - Mordimer Laime. Witam. Czy ten demon Panienkę drażnił?
- Jak każdego. - mruknął w odpowiedzi, niepytany. - Ale jeszcze nie uciekła.

<Cacerdotisy? :D >

Od Mordimera - Cd. Heleny

Asmistus odłożył miotłę i usiadł na rozchybotanej sofie. Nogą odtrącił spory kawałek gruzu.
- Coś mocnego.
- Źle kończysz pijąc. - mruknął nekromanta spoglądając na resztki zasłon.
- Nie, nie mój drogi Mordimerze. To ONI źle kończą.
Odpowiedzią było głośne westchnienie.
- Dwóch mistrzów magii siedzi jak kury na grzędzie i mam uwierzyć, że nie potraficie doprowadzić tego przeklętego salonu do stanu sprzed kataklizmu? - zmrużył oczy obserwując uważnie.
- Nie zrzędź tylko chodź.
- Ja nie... - warknął tłumiąc przekleństwa.
Wiedział, że z demonem trzeba ostrożnie. W przeciwnym razie wszyscy zamienią się w kupki popiołów.
- To może chociaż napraw stolik?
Asmistus skrzywił się nieco. Dotknął mebel palcem. Zachybotał się grożąc natychmiastowym upadkiem.
- Nieee. No zobacz jak ładnie stoi.
- Ja z wami zwariuję! Mam przywołać nieumarłych? Zrobią porządek lepiej od was!
- Ależ proszę cię bardzo. Chętnie popatrzę. - rozsiadł się wygodnie, z irytującym uśmieszkiem.
Mordimer zawahał się nieco. Nie wiedział co knuje przeciwnik.
- Świetnie! - podszedł do jednego z niewielu całych jeszcze okien.
Otworzył, wyglądając na zdemolowany ogród. Rzucił woreczek z ziołami niewiadomego pochodzenia, szepcząc słowa zaklęcia. Po zaledwie kilku chwilach ziemia nieco się wzburzyła. Ze szczelin wypływał zielony opar. Drgał i falował jakby miał umysł. W mgnieniu oka uformował się w coś na kształt zjawy. Skłonił się przed Mordimerem i spojrzał z cierpliwością nieumarłych na pozostałych. Gdy przemówił, szept przypominał powiew wiatru.
- Panie?
- Czy mógłbyś pomóc w sprzątaniu? Jesteś...a raczej byłeś, no...
- Mógłbym. To twoja małżonka? - wskazał Helenę.
Nekromanta zachłysnął się zaskoczony.
- NIE! Em... tylko...no...
- Rozumiem. Nie musisz się tłumaczyć. - puścił mu porozumiewawczo oczko, wpływając do salonu.
Musnął dłonią zasłonkę a ta ponownie nabrała dawnych kształtów i barw.

<Helenko? ;) >