Asmistus siedział w wielkim bujanym fotelu, wpatrzony w smugi deszczu,
swobodnie atakujące jego twarz. Czy się uśmiechał? Trudno rzec.
Wystarczy, że nie zamykał okna. Powoli kiwał się w tył i przód,
wywołując mocne trzeszczenie starych desek podłogi. W pomieszczeniu
panował niemal idealny mrok. Jedynym źródłem światła był połyskujący
medalion zawieszony bezpiecznie na pobliskim lustrze. Błyszczał blado, w
takt uderzeń jego serca.
- M...M...Miszczu?
Drgnęła mu powieka na dźwięk nico szeleszczącego głosiku dobiegającego spod łóżka. Goblin szczękał zębami i wpatrywał z trwogą w zalegające komnatę cienie. Poruszyły się, czy to tylko zwykła gra świateł?
- M...M....
- Słyszałem. - wyszeptał Asmistus nie otwierając oczu.
- Ale...ale...jest z...zimno. I c...c...ciemno.
- O to chodzi.
Stworek stłumił jęk, gramoląc się spod łóżka i podchodząc do okna. Zatoczył wielki krąg, aby na pewno nie wpaść na porozrzucane wokół graty. Położył drżącą łapkę na skrzydle okna, ale zawahał się. Wpatrzył w parę połyskujących, błękitnych oczu. Serce zmroziło mu na ten widok. Niebieski nigdy nie był dobrym kolorem. Szczególnie gdy należał do oczu Mistrza. Reprezentował lód i okrucieństwo zawarte w spokoju, bez jakiejkolwiek litości. Gorsze nawet od czerwieni.
- Kojo. Ubierz się. Jak zachorujesz, będę musiał cię zabić. - stwierdził demon z absolutnym spokojem.
Wstając rozrzucił wokół małe kropelki wody, które zdążyły się zebrać na ubraniu. Wyminął zdrętwiałego goblina, dotykając po drodze jego główki, jakby w pieszczocie. Skierował się do drzwi i zszedł na parter, docierając na pogrążony w mroku korytarz. Chyba musiał coś usłyszeć, gdyż przekrzywił głowę. Musnął palcami klamkę, z zastanowieniem. Zaraz potem ktoś załomotał w wielkie wrota. Demon westchnął, otwierając i obdarzając nowoprzybyłą zdziwionym spojrzeniem.
- W sumie dobry - odparł na przywitanie. Każdy dzień i noc jest według niego dobra pod warunkiem, że leje jak teraz. Na kolejne słowa uniósł brwi i zaprosił dziewczynę do środka.
- Coś dla mnie? Prezent? - zachwycił się nieco. Uwielbiał prezenty. A jeśli to będzie coś ciekawego, nawet jej nie zje.
<Lavender?>
- M...M...Miszczu?
Drgnęła mu powieka na dźwięk nico szeleszczącego głosiku dobiegającego spod łóżka. Goblin szczękał zębami i wpatrywał z trwogą w zalegające komnatę cienie. Poruszyły się, czy to tylko zwykła gra świateł?
- M...M....
- Słyszałem. - wyszeptał Asmistus nie otwierając oczu.
- Ale...ale...jest z...zimno. I c...c...ciemno.
- O to chodzi.
Stworek stłumił jęk, gramoląc się spod łóżka i podchodząc do okna. Zatoczył wielki krąg, aby na pewno nie wpaść na porozrzucane wokół graty. Położył drżącą łapkę na skrzydle okna, ale zawahał się. Wpatrzył w parę połyskujących, błękitnych oczu. Serce zmroziło mu na ten widok. Niebieski nigdy nie był dobrym kolorem. Szczególnie gdy należał do oczu Mistrza. Reprezentował lód i okrucieństwo zawarte w spokoju, bez jakiejkolwiek litości. Gorsze nawet od czerwieni.
- Kojo. Ubierz się. Jak zachorujesz, będę musiał cię zabić. - stwierdził demon z absolutnym spokojem.
Wstając rozrzucił wokół małe kropelki wody, które zdążyły się zebrać na ubraniu. Wyminął zdrętwiałego goblina, dotykając po drodze jego główki, jakby w pieszczocie. Skierował się do drzwi i zszedł na parter, docierając na pogrążony w mroku korytarz. Chyba musiał coś usłyszeć, gdyż przekrzywił głowę. Musnął palcami klamkę, z zastanowieniem. Zaraz potem ktoś załomotał w wielkie wrota. Demon westchnął, otwierając i obdarzając nowoprzybyłą zdziwionym spojrzeniem.
- W sumie dobry - odparł na przywitanie. Każdy dzień i noc jest według niego dobra pod warunkiem, że leje jak teraz. Na kolejne słowa uniósł brwi i zaprosił dziewczynę do środka.
- Coś dla mnie? Prezent? - zachwycił się nieco. Uwielbiał prezenty. A jeśli to będzie coś ciekawego, nawet jej nie zje.
<Lavender?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz