Layout by Raion
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lavender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lavender. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2015

Od Lavender - Cd. Asmistusa

Widok tunelu napełnił ją pewnego rodzaju ulgą. Lavender spodziewała się gorszych widoków, a zobaczyła najzwyczajniejsze w świecie zejście do piwnic. Nic strasznego, zapewne tylko sprawia takie złe wrażenie. Wsunęła lekkie, skórzane buty. Oczywiście na zewnątrz obuwie było nie do końca wyschnięte i pokryte błotem, ale z uwagi na materiał woda nie przedostała się do środka. Kiedy stała tuż za progiem wejścia, uświadomiła sobie, że wciąż trzyma w dłoni kubek herbaty. Prędko odwróciła się i umieściła naczynie na stole, po czym dołączyła do dwuosobowej grupki złożonej z demona oraz towarzyszącego mu goblina. Kojo wyglądał na przestraszonego. Natychmiast zapragnęła nieco podnieść go na duchu.
- Spokojnie, kochany. Będzie dobrze - zapewniła radośnie. Naturalnie nigdy jeszcze nie miała okazji zwiedzić podziemnej części posiadłości, ale nie wiedzieć czemu ufała w swoje słowa i zabrzmiało to całkiem wiarygodnie.
- W takim razie możemy ruszać - zwróciła się do mężczyzny, wstępując na pierwszy stopień. Jednocześnie uświadomiła sobie, że skoro podwładny Asmistusa odczuwa coś na kształt przerażenia spowodowanego rozkazem wejścia do tunelu, to ten strach musi być w jakiś sposób uzasadniony.
- Czy tutaj... jest bardzo strasznie? - spytała, idąc u jego boku. - To znaczy, ja się oczywiście nie boję. Chodzi mi o goblina. Sprawia wrażenie nieco... onieśmielonego - wyjaśniła przyciszonym głosem, zerkając za siebie w kierunku stworzenia.

<Asmistus? Wybacz, że tak długo czekałaś ^^>

niedziela, 14 czerwca 2015

Od Lavender - Cd. Asmistusa

Obserwowała miejsce, w którym zaledwie przed upływem kilku chwil pojawiły się podejrzanie wyglądające ślady pazurów. Ta poszlaka stanowiła niezbity dowód na obecność nieproszonych lokatorów, najprawdopodobniej złodziei fragmentu pergaminu. Nie to jednak przejęło Lavender, bo elfka podczas swego życia miała już do czynienia z rozmaitymi kreaturami. Wzmianka o tajemniczych stworzeniach zamieszkujących okolice piwnic nie wywołała na niej większego wrażenia, może poza lekkim niepokojem. Zaintrygowało ją natomiast coś innego.
- Demonem? - wyrwało jej się bez namysłu. Przez chwilę spoglądała na rozmówcę jakoś inaczej, jakby widziała go po raz pierwszy. - Ma pan na myśli siebie... prawda? - dodała, zadając niezbyt inteligentne pytanie. W pokoju nie było nikogo poza nimi i siedzącego pod ścianą goblina. A ten ostatni na demona raczej nie wyglądał.
- Z resztą, nieważne. Nie chciałam być nieuprzejma ani w jakiś sposób urazić pana uczucia - poprawiła, żeby szybko zatuszować swój błąd. - A wracając do tematu, tak, chodzi o świstek papieru. Nie denerwuję się, skądże... Tylko to takie ważne! I z pewnością nie powinno trafić w niepowołane ręce. Oczywiście, nie mam na myśli nic złego, jestem pewna, że pan ma w tej sprawie dobre intencje, ale... Och... - westchnęła z przejęciem. Podczas wygłaszania swego monologu wstała i zaczęła nerwowo przechadzać się po pokoju. Nie było to celowe posunięcie. Sama nawet nie potrafiłaby dokładnie określić, kiedy bez udziału świadomości opuściła krzesło.
Kiedy Lavender skończyła przemówienie, stanęła pośrodku pomieszczenia i spojrzała w dół na swoje nogi, jakby chciała zweryfikować długość koszuli sięgającej połowy ud. Uznając najwidoczniej, że jej rozmiar dzięki różnicy wzrostu między nią a właścicielem ubrania nie stanowi zbyt wielkiego problemu, zdecydowała się na zadanie kluczowego pytania.
- Hmm... w każdym razie, chyba wspominał pan coś o piwnicach. Nie chciałabym być natrętna, ale czy mogłabym... - urwała, myśląc nad czymś przez chwilę. - Czy moglibyśmy tam pójść? - spytała niepewnie.

<Asmistus?>

piątek, 12 czerwca 2015

Od Lavender Cd. Asmistusa

W pierwszej chwili spojrzała na mężczyznę wzrokiem co najmniej dziwnym, ale też równie szybko opamiętała się i posłała mu delikatny, nieco zakłopotany uśmiech. Nie chciała przecież być niemiła. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że gospodarz tak ciepło ją przyjął. Niewielka część społeczeństwa zareagowałaby w podobny sposób na zupełnie niespodziewaną wizytę, witając nieznajomą osobę z otwartymi ramionami. Niezależnie od tożsamości owej osoby.
Pomijając jednak kwestie związane z wdzięcznością, którą naturalnie odczuwała, Lavender nie była pewna, co powinna zrobić. Miała tak po prostu bezceremonialnie zmienić ubrania, przed kimś, kogo ledwie znała...? A może gospodarz nie do końca oczekiwał takiego obrotu sprawy. Może zwyczajnie wspomniał coś na temat jakiejś łazienki albo innego pomieszczenia w tym rodzaju, a ona takiej informacji nie dosłyszała. Dysponowała jednak dobrym słuchem, co raczej wykluczało ewentualną pomyłkę. Na dodatek sugestia dotarła do niej całkiem wyraźnie.
- Hmm... dziękuję - odparła, niezbyt umiejętnie próbując ukryć zamieszanie. - Za herbatę też - uzupełniła z uśmiechem. Jednocześnie doszła do wniosku, że skoro mężczyzna jakimś niewytłumaczalnym sposobem, nad którym obecnie postanowiła się nie zastanawiać, błyskawicznie przywrócił pierwotną temperaturę napoju, to w zasadzie napar wystarczyłby jej całkowicie, aby choć trochę się rozgrzać.
Tak czy inaczej, teraz już nie mogła zmienić swojego stanowiska w tej sprawie. A przynajmniej tak uważała przez wzgląd na dobre maniery. Kilka dobrych chwil spędziła na obmyśleniu planu działania, po czym przystąpiła do jego realizacji.
Obracając obszerny płaszcz tak, aby zakrywał możliwie największą część sylwetki od przodu, elfka zsunęła z ramion przemoczoną sukienkę. Zawahała się przez moment. Wreszcie to samo uczyniła z halką, która tak czy inaczej była cienka, nasiąknięta wodą i mocno przylegała do ciała, stanowiąc znikome okrycie. Następnie bardzo szybkim ruchem narzuciła na siebie otrzymaną koszulę. Podczas wykonywanych czynności upewniała się, czy aby na pewno płaszcz zasłania to, co ukrywać powinien. Tak na wszelki wypadek. Odsłaniał tylko ramiona oraz obojczyki, ale na to już nic nie mogła poradzić.
W pełni zadowolona z siebie, szarowłosa nagle uświadomiła sobie swoje straszliwe położenie. Plan. Zapomniała o wyjęciu planu. Bez słowa wyjaśnienia dosłownie rzuciła się na stertę leżących nieopodal, przemoczonych ubrań. Ku swojemu przerażeniu, nie odnalazła pożądanego obiektu.
- J-ja chyba coś zgubiłam... To znaczy, chodzi o kartkę pergaminu. Taką przeciętną, z rysunkiem... Pomoże mi pan szukać? - zwróciła się do mężczyzny błagalnym, pełnym desperacji tonem.

<Asmistus? Miało być krótsze, ale nie wyszło :')>

czwartek, 11 czerwca 2015

Od Lavender - Cd. Asmistusa

Odwróciła wzrok od drzwi, za którymi przed kilkoma chwilami zniknęła niewielka, zgarbiona nieco postać goblina i otrząsnęła się z zamyślenia.
- To bardzo miło z pana strony, że dba pan o moje zdrowie - oświadczyła pogodnym tonem. - Ale mi raczej nie grozi przeziębienie. Moja rasa chchch-chyba jest odppporna na tego t-tego typu choroby... - zapewniła niezbyt przekonująco, bowiem w końcowej części wypowiedzi zaczęła wbrew swojej woli szczękać zębami. Postawa Lavender również nie wskazywała na jej dobre samopoczucie; podciągnęła kolana pod brodę, obejmując nogi rękoma. Następnie wyciągnęła smukłą dłoń w kierunku palącej się lampki. Co prawda źródło światła było niewielkie i nie wydzielało zbyt dużo ciepła, ale zawsze coś.
Niemal w tym samym momencie goblin ponownie zawitał do pomieszczenia, z trudem utrzymując w dłoniach dość rozległą, srebrną tacę. Postawił poczęstunek na stole tuż przed elfką.
- Proszę bardzo - mruknął pod nosem stworek. Szarowłosa spojrzała na blat i z zadowoleniem stwierdziła, że sługa jej nowego znajomego przyniósł gliniany kubek wypełniony aromatycznym napojem oraz talerz smakowicie wyglądających ciasteczek.
- To pachnie p-przepysznie - zaopiniowała szczerze. - Naprawdę jestem ci wdzięczna, yyy... eee... Kojo, tak? Spisałeś się świetttnie - pochwaliła z uśmiechem, sięgając równocześnie po kubek. Niestety gdy tylko podniosła naczynie do ust, jego płynna zawartość pod wpływem mocy elfki przeistoczyła się w lód. Westchnęła, postanawiając,że pewnego dnia nauczy się sztuki kontrolowania swych zdolności. Nie chciała po raz kolejny fatygować goblina, ale uczucie zimna stawało się coraz bardziej uciążliwe.
- M-może jedddnak się przebiorę - zmieniła zdanie. - Tylko... yyy... ma pan tu może jakieś suche ubrania? Przepraszam, ale tak się składa, że nie pomyślałam o zabraniu swoich - wyjaśniła.

<Asmistus?>

Od Lavender - Cd. Nitherna

Smukła postać, której sylwetkę prawie całkowicie zakrywał zbyt duży płaszcz, sprężystym krokiem przemierzała kolejne uliczki miasta. Spod obszernego kaptura elfki wystawał luźno spleciony, gruby warkocz. Okrycie szarowłosej delikatnie powiewało na tle jednolicie granatowego, ściemniającego się stopniowo nieba. Nadchodził zmrok. Po kilkunastu minutach nieustannego marszu Lavender dotarła na miejsce.
Odetchnęła głęboko, opierając się o chłodną ścianę. Teraz albo nigdy. Miała tylko wejść, znaleźć odpowiednią osobę i zadać jej jedno, zwyczajne, całkiem taktowne pytanie, od którego zależało tak wiele. A potem wyjść. Nic więcej. To wcale nie takie trudne, jak się wydaje. Sądząc po dobiegających z pomieszczenia odgłosach, jego wnętrze wypełniała całkiem spora gromadka. Jedna osoba więcej czy mniej nie powinna wywołać nadzwyczajnej sensacji. Elfka obróciła się powoli i wyciągnęła dłoń. Klamka pod niewielkim naciskiem ustąpiła.
Momentalnie wyczuła niezbyt przyjemną mieszankę woni alkoholu, potu i krwi. Mimo woli drgnęła, bo znała skądś ten charakterystyczny zapach. I bynajmniej nie kojarzył jej się najlepiej.
Nie miała jednak czasu na kontynuowanie ponurych rozmyślań. Omiotła salę szybkim spojrzeniem, chcąc odszukać wzrokiem szlachcica, z którym pragnęła uciąć sobie krótką pogawędkę, ale nigdzie go nie zobaczyła. Co gorsza, nie podejrzewała, żeby taką osobistość, za jaką powszechnie był uważany mężczyzna cieszyło przebywanie w podobnym zakątku. Chyba popełniła błąd, choć tym razem naprawdę wiedziała, gdzie powinna pójść. Chciała zawrócić i dyskretnie zamknąć za sobą drzwi. Jak dotąd nikt nie zauważył obecności Lavender.
Gdy jednak zaledwie przekroczyła próg, rozemocjonowany tłum wbrew jej woli porwał ją do środka. Było tak ciemno i duszno, że sama nie do końca pojmowała, co dzieje się wokół. Słyszała bełkotanie, śmiechy, głośno wywrzaskiwane przekleństwa. Nagle jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności znalazła się w samym centrum zamieszania. Zobaczyła nad sobą uniesioną rękę, przygotowaną do ciosu. Błyskawicznie zrozumiała znaczenie tego gestu.
- Nie! - krzyknęła odruchowo, najgłośniej jak umiała. Mimo to głos zabrzmiał w jej uszach cicho i delikatnie. Zaraz potem poczuła, jak ktoś popycha ją mocno. Poleciała gwałtownie do przodu, wpadając prosto na stojącego przed nią osobnika. Tego samego, który wcześniej zamierzał ją uderzyć.
- P-przepraszam... - wyszeptała szybko, stojąc bardzo blisko niego - Ja nie przyszłam tutaj, żeby walczyć. To przez przypadek, ja nie... - dalsze słowa Lavender zagłuszyły kolejne okrzyki.

<Nithern?>

środa, 10 czerwca 2015

Od Lavender - Cd. Asmistusa

Prędko przekroczyła próg rezydencji. Nie była pewna, czy aby na pewno trafiła do właściwego miejsca, ale biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne - uznała, że taki szczegół nie ma zbyt wielkiego znaczenia.
- Prezent? - powtórzyła, nieco zbita z tropu osobliwym pytaniem gospodarza.
- Owszem, prezent - oświadczył ze stoickim spokojem - O ile pamięć mnie nie zawodzi, twierdziłaś chyba, że coś mi przyniosłaś?
- Zgadza się, przyniosłam...
- Więc w czym problem, hmm?
- Bo to, co ze sobą wzięłam, chyba niekoniecznie można nazwać prezentem. To znaczy, w pewnym sensie ten plan jest prezentem, tylko... nie wiem jeszcze, czy dla pana - wyjaśniła przepraszającym tonem, spuszczając wzrok.
- Ach tak? Więc rozmawiamy o jakimś planie? - spytał z zainteresowaniem. Równocześnie uświadomił Lavender, że chyba przypadkiem powiedziała zbyt dużo.
- Ciekawe, bardzo ciekawe. Pozwól na górę, omówimy szczegóły - postanowił, nim zdążyła potwierdzić bądź zaprzeczyć. Wskazał zachęcającym gestem schody prowadzące na wyższe piętro. Elfka wiedziała już, że mężczyzna nie ma żadnego pojęcia na temat misji, bo w przeciwnym razie zrozumiałby natychmiast cel jej wizyty. W normalnych warunkach przeprosiłaby taktownie i wyszła, ale na myśl o panujących na zewnątrz warunkach przechodziły ją dreszcze. Zdecydowała się więc na dyplomatyczną zmianę tematu.
- Przepraszam, ale czy ma pan może coś ciepłego do picia? Jest mi trochę zimno... - poprosiła niepewnie, usiłując dyskretnie wykręcić szare, długie włosy ociekające wodą.

< Asmistus? ^^ >

Od Lavender

Lavender ziewnęła przeciągle, po raz kolejny uważnie analizując skomplikowany, schematyczny plan średniej wielkości miasta umieszczony na mahoniowym stoliku tuż przed jej oczami. Wsparła głowę o dłoń. Poprzedniej nocy przespała zaledwie trzy godziny, a taki czas wypoczynku stanowił zdecydowanie zbyt małą liczbę. Tym razem niestety nie miała czasu na dłuższy sen. Podchodziła do powierzonego jej zadania bardzo poważnie i zamierzała wypełnić je perfekcyjnie. Między innymi od strategii ustalonej przez dziewczynę zależało powodzenie misji, która do najłatwiejszych się nie zaliczała. Chodziło o poselstwo do niezbyt dużego miasta opanowanego przez Protestan. Osada dysponowała sporym kapitałem, ponadto pogłoski mówiły o znacznych osobistościach sprzymierzonych głównie z wrogimi siłami zamieszkujących centrum tejże miejscowości. Warunkiem odniesienia sukcesu było, naturalnie, konkretne i przemyślane zaplanowanie akcji. Łącznie z oszukaniem strażników szkolonych od najmłodszych lat życia i odnalezieniem alternatywnego, bocznego wejścia za mury. Nic więc dziwnego, że elfce tak zależało na opracowaniu efektywnego planu działania. Mimo zmęczenia poświęciła temu przedsięwzięciu pełną uwagę.
Podskoczyła na miejscu, zupełnie wytrącona z rytmu, kiedy usłyszała kilkakrotne, natarczywe pukanie do drzwi. Natychmiast zapomniała o zadaniu. Śnieżnobiałe, nakrapiane pióro, które dzierżyła w wąskiej dłoni, swobodnie opadło na skrawek pergaminu, przy okazji tworząc plamę z czarnego atramentu. Nie spodziewała się wizyty właścicieli domu tak wcześnie. Ponoć zamierzali wrócić dopiero za kilka dni. A teraz jej pod żadnym pozorem nie powinno tam być. Musiała podjąć desperacką decyzję. Postanowiła zanieść prawie ukończony plan prosto do siedziby dowództwa, bo drogę pamiętała. Chyba.
Narzuciła na siebie ciemny płaszcz o długości sięgającej kolan, szarej sukienki odsłaniającej ramiona. Poskładała bezcenny pergamin i wsunęła go do obszernej kieszeni. Po chwili wahania sięgnęła po leżący na stole sztylet o inkrustowanej rubinami rękojeści. Ukryła broń pod płaszczem. Nie oczekiwała co prawda konieczności walki, ale zabrała go na wszelki wypadek i wyłącznie w ramach samoobrony. Po przygotowaniach trwających co najwyżej kilka sekund bez trudu wspięła się na parapet. Opuściła budynek, lekkim, płynnym ruchem wyskakując przez otwarte okno.
Już po kilku minutach wędrówki pożałowała, że nie miała czasu, aby ubrać się cieplej. Wiał porywisty wiatr, a deszcz lał się z nieba strumieniami. Przyspieszyła kroku, ale w rezultacie i tak dotarła do celu drżąca z zimną oraz przemoczona do suchej nitki. Zapukała do drzwi kamienicy. Niemal w tym samym momencie ktoś po drugiej stronie otworzył. Zdziwiła się trochę tak błyskawiczną reakcją. Być może dotarła pod niewłaściwy adres? Jej orientacja w terenie zawsze pozostawiała sporo do życzenia.
- Dzień dooobry... - zaczęła niepewnie, zastanawiając się, jak sformułować dalszą część wypowiedzi tak, aby jednocześnie nie wyjawiać zbyt wielu informacji i objaśnić swoje intencje.
- Ja naprawdę, naprawdę nie chciałabym przeszkadzać - kontynuowała - ale... mam coś do przekazania.

< Ktoś dokończy? >