Layout by Raion

piątek, 12 czerwca 2015

Od Asmistusa - Cd. Heleny

Asmistus wyciągnął się z mruczeniem na podłodze obok kominka.
- Tak się składa, że jestem zmęczony. Jak wszyscy diabli po stworzeniu piekła. - ziewnął i skulił w kłębek, nakrywając skrzydłami. - Dobranoc moja droga. Ostrzegam, strasznie chrapię, ciskam kule ognia przez sen i lunatykuje.
Oczywiście nic z tych rzeczy prawdą nie było. Skoro nie mógł już od dawna zasnąć, nie mógł również spełnić tych gróźb. Ale mało kto znał go na tyle. Każdy zdążył już wyzionąć ducha. Kojo tymczasem widząc, że nie zapowiada się na spalenie całej okolicy, wyszedł z ukrycia. Ostrożnie wyminął drzemiącego demona i podszedł do kobiety. Pociągnął za poły sukni.
- Było pyszne. - wyszeptał oblizując się na dokładkę.
Odszedł i ułożył się w nogach swego pana. Zapowiadała się długa noc. Dodatkowo żadna siła nie była w stanie ruszyć Asmistusa z raz zajętego miejsca. O czym szybko przekonał się lokaj.
- Nie! I nie! Nie ruszę się stąd. Jest ogień i niczego więcej nie trzeba. - upierał się z demon trzepiąc wściekle skrzydłami.
Posłał nieszczęśnikowi spojrzenie z rodzaju wyjątkowo okrutnych gróźb. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem było pozostawienie niechcianego gościa we właśnie takim stanie. Gdy wszyscy już opuścili salon, Asmistus westchnął uradowany. Goblin spał jak zabity, mamrocąc przez sen. W takich chwilach czuł do niego tylko nienawiść, zabarwioną odrobinką zazdrości. Zapewne zwyczajnie tęsknił za podobną możliwością. Nie spał od bardzo dawna.
~~*~~
Nie wiedział ile tak leżał, w niemal absolutnym bezruchu. Minęło chyba kilka godzin gdyż zegar wybił kolejną, nic nie znaczącą godzinę. Drgnął słysząc cichutkie kroki. Ktoś najwyraźniej miał ochotę na nocną wizytę w domu lady. Demon nie czekał długo. Skoczył na równe nogi ciskając niemal na oślep kulę ognia która odbiła się od pięknego obrazu. Rozjaśniła jednak widok nie do końca nieznajomego.
- Mordimer? - zdumiał się nieco. - Co ty do diabła wyprawiasz? - skrzyżował ręce na piersi, prychając.
Przed nim stał młody z pozoru mężczyzna, w ciemnym płaszczu ociekającym od deszczu. W dłoni trzymał coś bliżej nieokreślonego, mogącego uchodzić za talizman.
- Ja? Mógłbym cię zapytać o to samo. - odparł poirytowany Mordimer.
- Byłem pierwszy. - demon zmrużył oczy podejrzliwie. - Zaraz, zaraz... Ty przyszedłeś do niej na potajemne spotkanie!? Jesteście parą?
Mordimer sapnął zaskoczony robiąc się czerwony. Potrząsnął amuletem wydającym paskudne grzechotanie.
- No jasne! łażę sobie po nocy, bo nie mam nic innego do roboty. Zaraz...co?! Ja i ona?! Przecież nawet się nie znamy....
I w tym właśnie momencie ktoś zapalił światło.

<Helena?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz