Demon uśmiechnął się lekko. Przyjemnie podkręciła jego dumę a nie było
niczego lepszego co mogła uczynić. No może prócz upieczenia ciastek.
Chwycił ją nieco mocniej i okręcił ponownie tak, że znalazła się
naprzeciw. Przyciągnął znacznie bliżej. Przez twarz przeszedł lekki
uśmiech.
- Szkoda, że zaraz skończymy. Nie chcę byś się przeziębiła. - zbliżył usta do jej szyi, ale nie dotknął.
Po chwili odepchnął ją nieco, a deszcz niemal natychmiast przestał padać pozostawiając zaledwie wspomnienie, kałuże i śpiewającego goblina. Stworek przetarł oczy z szerokim uśmiechem. Zapewne już zapomniał o obietnicy Mistrza.
- Głodny jestem. - burknął podchodząc.
Asmistus klasnął uradowany.
- Racja. Musimy coś zjeść i przy okazji załatwimy interes. - podszedł do Tisy chwytając pod rękę i prowadząc w stronę miasteczka. - Słyszałem, że w gospodzie pod księżycem mają genialną pieczeń. Co ty na to moja droga? - oczywiście zupełnie nie miał zamiaru pytać o zdanie. Raczej dawał zwykłą ułudę.
Zwolnił patrząc na goblina.
- Kufer! - syknął, na co stworek nieco się skulił, wracając po bagaż i wlokąc na plecach.
- Taaak Miszczu.
Po zaledwie kilku minutach zbliżyli się do pierwszych zabudowań. Niewielu widać było przechodniów. Większość wciąż kryła się przed widmem deszczu. Niektórzy niestety nie mogli sobie pozwolić na luksus wyboru. Zwykle stali całkowicie przemoczeni przy kolorowych kramach.
- W gospodzie nieco porozmawiamy. Zawsze chętnie poznam innego alchemika. - wymruczał nie puszczając jej.
<Cacerdotisy?>
- Szkoda, że zaraz skończymy. Nie chcę byś się przeziębiła. - zbliżył usta do jej szyi, ale nie dotknął.
Po chwili odepchnął ją nieco, a deszcz niemal natychmiast przestał padać pozostawiając zaledwie wspomnienie, kałuże i śpiewającego goblina. Stworek przetarł oczy z szerokim uśmiechem. Zapewne już zapomniał o obietnicy Mistrza.
- Głodny jestem. - burknął podchodząc.
Asmistus klasnął uradowany.
- Racja. Musimy coś zjeść i przy okazji załatwimy interes. - podszedł do Tisy chwytając pod rękę i prowadząc w stronę miasteczka. - Słyszałem, że w gospodzie pod księżycem mają genialną pieczeń. Co ty na to moja droga? - oczywiście zupełnie nie miał zamiaru pytać o zdanie. Raczej dawał zwykłą ułudę.
Zwolnił patrząc na goblina.
- Kufer! - syknął, na co stworek nieco się skulił, wracając po bagaż i wlokąc na plecach.
- Taaak Miszczu.
Po zaledwie kilku minutach zbliżyli się do pierwszych zabudowań. Niewielu widać było przechodniów. Większość wciąż kryła się przed widmem deszczu. Niektórzy niestety nie mogli sobie pozwolić na luksus wyboru. Zwykle stali całkowicie przemoczeni przy kolorowych kramach.
- W gospodzie nieco porozmawiamy. Zawsze chętnie poznam innego alchemika. - wymruczał nie puszczając jej.
<Cacerdotisy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz