Spojrzałam w stronę, z której dobiegł nieznany głos. Ujrzałam
oświetlonego blaskiem księżyca długowłosego mężczyznę. Podniosłam się i
podeszłam bliżej czarnowłosego.
-Nie zwalisz winy na kolegę. Tobie też się za nią dostanie- uprzedziłam.
-To nie jest mój kolega- prychnął.
Podniosłam przewrócone krzesło i usiadłam na nim. Założyłam nogę na nogę. Dopiero teraz, gdy moje oczy przyzwyczaiły się do półmroku, zauważyłam, że mężczyźni zamienili mój pokój w niewielkie pobojowisko. Poprzewracane krzesła i stół, już nie wspominając o tej nieszczęsnej szybie.
-Załatwimy to teraz, czy poczekamy, aż Twój kolega się obudzi?- zapytałam.
-Powtarzam ostatni raz. To nie jest mój znajomy. Poza tym minie trochę czasu nim wstanie- wyjaśnił.
-Super. Uznajmy, że Ci wierzę. Proszę, popilnuj go przez chwilę, a ja się ubiorę- poprosiłam chłopaka i podeszłam do komody, by wyciągnąć ubranie.
Wyszłam z pokoju i ubrałam bieliznę oraz trochę przydługą bluzkę. Wróciłam do czarnowłosego i jego leżącego kompana. Jeden z nich nadal leżał nieruchomo na ziemi, natomiast drugi usiadł na podniesionym wcześniej krześle. Podeszłam do leżącego, by jeszcze raz mu się przyjrzeć.
-Coś Ty mu tak właściwie zrobił? Już jakąś chwilę temu powinien wstać.
<Mordimer?>
-Nie zwalisz winy na kolegę. Tobie też się za nią dostanie- uprzedziłam.
-To nie jest mój kolega- prychnął.
Podniosłam przewrócone krzesło i usiadłam na nim. Założyłam nogę na nogę. Dopiero teraz, gdy moje oczy przyzwyczaiły się do półmroku, zauważyłam, że mężczyźni zamienili mój pokój w niewielkie pobojowisko. Poprzewracane krzesła i stół, już nie wspominając o tej nieszczęsnej szybie.
-Załatwimy to teraz, czy poczekamy, aż Twój kolega się obudzi?- zapytałam.
-Powtarzam ostatni raz. To nie jest mój znajomy. Poza tym minie trochę czasu nim wstanie- wyjaśnił.
-Super. Uznajmy, że Ci wierzę. Proszę, popilnuj go przez chwilę, a ja się ubiorę- poprosiłam chłopaka i podeszłam do komody, by wyciągnąć ubranie.
Wyszłam z pokoju i ubrałam bieliznę oraz trochę przydługą bluzkę. Wróciłam do czarnowłosego i jego leżącego kompana. Jeden z nich nadal leżał nieruchomo na ziemi, natomiast drugi usiadł na podniesionym wcześniej krześle. Podeszłam do leżącego, by jeszcze raz mu się przyjrzeć.
-Coś Ty mu tak właściwie zrobił? Już jakąś chwilę temu powinien wstać.
<Mordimer?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz