Asmistus odłożył miotłę i usiadł na rozchybotanej sofie. Nogą odtrącił spory kawałek gruzu.
- Coś mocnego.
- Źle kończysz pijąc. - mruknął nekromanta spoglądając na resztki zasłon.
- Nie, nie mój drogi Mordimerze. To ONI źle kończą.
Odpowiedzią było głośne westchnienie.
- Dwóch mistrzów magii siedzi jak kury na grzędzie i mam uwierzyć, że nie potraficie doprowadzić tego przeklętego salonu do stanu sprzed kataklizmu? - zmrużył oczy obserwując uważnie.
- Nie zrzędź tylko chodź.
- Ja nie... - warknął tłumiąc przekleństwa.
Wiedział, że z demonem trzeba ostrożnie. W przeciwnym razie wszyscy zamienią się w kupki popiołów.
- To może chociaż napraw stolik?
Asmistus skrzywił się nieco. Dotknął mebel palcem. Zachybotał się grożąc natychmiastowym upadkiem.
- Nieee. No zobacz jak ładnie stoi.
- Ja z wami zwariuję! Mam przywołać nieumarłych? Zrobią porządek lepiej od was!
- Ależ proszę cię bardzo. Chętnie popatrzę. - rozsiadł się wygodnie, z irytującym uśmieszkiem.
Mordimer zawahał się nieco. Nie wiedział co knuje przeciwnik.
- Świetnie! - podszedł do jednego z niewielu całych jeszcze okien.
Otworzył, wyglądając na zdemolowany ogród. Rzucił woreczek z ziołami niewiadomego pochodzenia, szepcząc słowa zaklęcia. Po zaledwie kilku chwilach ziemia nieco się wzburzyła. Ze szczelin wypływał zielony opar. Drgał i falował jakby miał umysł. W mgnieniu oka uformował się w coś na kształt zjawy. Skłonił się przed Mordimerem i spojrzał z cierpliwością nieumarłych na pozostałych. Gdy przemówił, szept przypominał powiew wiatru.
- Panie?
- Czy mógłbyś pomóc w sprzątaniu? Jesteś...a raczej byłeś, no...
- Mógłbym. To twoja małżonka? - wskazał Helenę.
Nekromanta zachłysnął się zaskoczony.
- NIE! Em... tylko...no...
- Rozumiem. Nie musisz się tłumaczyć. - puścił mu porozumiewawczo oczko, wpływając do salonu.
Musnął dłonią zasłonkę a ta ponownie nabrała dawnych kształtów i barw.
<Helenko? ;) >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mordimer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mordimer. Pokaż wszystkie posty
piątek, 19 czerwca 2015
czwartek, 18 czerwca 2015
Od Mordimera - Cd. Elizabeth
Mordimer skradał się niczym kot wzdłuż budynku. Noc była jego sprzymierzeńcem. Idealnie kryła wszelkie ruchy i wiele niedociągnięć. Co innego odgłosy. Nieszczęśnik nie znał się za bardzo na skradaniu i co chwila wpadał w coś hałaśliwego. Tylko szczęśliwemu zrządzeniu losu zawdzięczał nieodkrycie. Śledził pewnego wielkiego jegomościa. Zapewne złodzieja, który nieco wcześniej miał czelność obrabować jego pokój.
Nekromanta zacisnął zęby w grymasie.
- Jeszcze mnie popamięta.
Gdy spostrzegł, że nieznajomy zwinnie znika w oknie, podkradł się bliżej. Zajrzał niepewnie do mrocznego, ale ładnego pokoju. W dłoni ściskał woreczek z alchemiczną mieszanką którą miał zamiar obezwładnić ofiarę. A potem... na twarz wyszedł straszliwy uśmiech.
Zwinnie niczym kulawy kot wszedł do pokoju. Potknął się o stolik, upadł jak długi, klnąc w niebo głosy. W porę wykonał unik widząc zarys złodzieja. Wielki nieznajomy przypominał raczej górę z dłońmi jak kamienie. Jeden trzask po głowie i żegnaj Mordimerze. Nie mógł dać się bardziej zaskoczyć, dla własnego dobra.
Złodziej ruszył niczym pociąg, chcąc jak najszybciej pozbyć się przeszkody. W dłoni błysnęło ostrze. Ciął szybko, klnąc cicho pod nosem.
- I po co mnie śledziłeś głupcze. - wyszeptał.
Nekromanta zbierając się w sobie kopnął przeciwnika który jakimś cudem potknął się o krzesło. Rozległ się nieprzyjemny dźwięk tłuczonej szyby gdy sztylet poleciał w nieodpowiednim kierunku. Mordimer siebie rzucił mu w twarz woreczkiem. W tym jednym był dobry. Dość dziwna broń odbiła się od bulwiastego nosa rozpryskując pył. Drab padł z zaledwie jednym jękiem na ustach.
- No w końcu. - sapnął siadając pod ścianą.
Miał nadzieję, że go nie zabił. Musiał przeżyć jeszcze trochę. Dopiero teraz spostrzegł drobną osóbkę w ręczniku. Chciał coś powiedzieć, ale najwyraźniej go nie spostrzegła. Przyglądał się jak kuca i dotyka draba, szepcząc coś mogącego uchodzić za groźbę.
- Szyba to nic, nie wiadomo co chciał zrobić w rzeczywistości. - powiedział uśmiechając się niepewnie. - A przy okazji... ładny ręcznik.
<Elizabeth? ;) >
Nekromanta zacisnął zęby w grymasie.
- Jeszcze mnie popamięta.
Gdy spostrzegł, że nieznajomy zwinnie znika w oknie, podkradł się bliżej. Zajrzał niepewnie do mrocznego, ale ładnego pokoju. W dłoni ściskał woreczek z alchemiczną mieszanką którą miał zamiar obezwładnić ofiarę. A potem... na twarz wyszedł straszliwy uśmiech.
Zwinnie niczym kulawy kot wszedł do pokoju. Potknął się o stolik, upadł jak długi, klnąc w niebo głosy. W porę wykonał unik widząc zarys złodzieja. Wielki nieznajomy przypominał raczej górę z dłońmi jak kamienie. Jeden trzask po głowie i żegnaj Mordimerze. Nie mógł dać się bardziej zaskoczyć, dla własnego dobra.
Złodziej ruszył niczym pociąg, chcąc jak najszybciej pozbyć się przeszkody. W dłoni błysnęło ostrze. Ciął szybko, klnąc cicho pod nosem.
- I po co mnie śledziłeś głupcze. - wyszeptał.
Nekromanta zbierając się w sobie kopnął przeciwnika który jakimś cudem potknął się o krzesło. Rozległ się nieprzyjemny dźwięk tłuczonej szyby gdy sztylet poleciał w nieodpowiednim kierunku. Mordimer siebie rzucił mu w twarz woreczkiem. W tym jednym był dobry. Dość dziwna broń odbiła się od bulwiastego nosa rozpryskując pył. Drab padł z zaledwie jednym jękiem na ustach.
- No w końcu. - sapnął siadając pod ścianą.
Miał nadzieję, że go nie zabił. Musiał przeżyć jeszcze trochę. Dopiero teraz spostrzegł drobną osóbkę w ręczniku. Chciał coś powiedzieć, ale najwyraźniej go nie spostrzegła. Przyglądał się jak kuca i dotyka draba, szepcząc coś mogącego uchodzić za groźbę.
- Szyba to nic, nie wiadomo co chciał zrobić w rzeczywistości. - powiedział uśmiechając się niepewnie. - A przy okazji... ładny ręcznik.
<Elizabeth? ;) >
środa, 17 czerwca 2015
Od Mordimera - Cd. Heleny
Mordimer zatrzymał się niepewnie, widząc co się dzieje. Miał dość trudny dylemat. Rąbnąć to wszystko we wszystkie diabły i wracać do karczmy gdzie czekał wynajęty pokój. Do świętego spokoju i z dala od czarowników z irytującym humorem. Albo... spojrzał niepewnie w stronę zgromadzenia. Asmistus ruszył z tym nowym, białowłosym do resztek salonu, a Helena? Czy ona właśnie położyła się na trawie i...
Zawrócił na pięcie w jej kierunku. Z każdym krokiem był jednak coraz mniej pewny.
- W co ja się pakuję? Przecież to jasne, że jestem piątym kołem u wozu. Zupełnie nie potrzebny i...
- Mordi! - wrzasnął uradowany Asmistus.
Chłopak aż się wzdrygnął na dźwięk znienawidzonego skrótu.
- Nie jestem... - zazgrzytał zębami stając w wielkiej dziurze będącej kiedyś oknem, nieopodal leżącej Heleny.
- Nie biadol tylko pomóż.
- Co? Ja tego nie zepsułem.
- Znasz sposób na mokrego psa? - kontynuował demon.
- Zabić go?
- I to jest mój nekromanta! - poklepał go po ramieniu. - Uwielbiam twój czarny humor. Już ci lepiej?
- Nie. - warknął.
Czarownik kiwnął głową.
- Czyli lepiej. - zbliżył się do Boreasza. - Młodzieńcze zakochania. - szepnął niezbyt cicho.
Mordimer zrobił się czerwony i drgnął zdenerwowany.
- Nie jestem... nekromanci są ponad to. - stwierdził z dumą.
- Mhm. Bierz szczotę "panie odseparowany od uczuć". - podał miotłę.
- No chyba ktoś cię kopnął za słabo. - w oczach zamigotały zielone ogniki nekromancji.
- Nie lubisz sprzątać? Trudno. - gwiżdżąc pod nosem zaczął zamiatać salon. - Trochę zajmie, ale niebawem wypijemy coś dobrego.
<Helenko? ;) >
Zawrócił na pięcie w jej kierunku. Z każdym krokiem był jednak coraz mniej pewny.
- W co ja się pakuję? Przecież to jasne, że jestem piątym kołem u wozu. Zupełnie nie potrzebny i...
- Mordi! - wrzasnął uradowany Asmistus.
Chłopak aż się wzdrygnął na dźwięk znienawidzonego skrótu.
- Nie jestem... - zazgrzytał zębami stając w wielkiej dziurze będącej kiedyś oknem, nieopodal leżącej Heleny.
- Nie biadol tylko pomóż.
- Co? Ja tego nie zepsułem.
- Znasz sposób na mokrego psa? - kontynuował demon.
- Zabić go?
- I to jest mój nekromanta! - poklepał go po ramieniu. - Uwielbiam twój czarny humor. Już ci lepiej?
- Nie. - warknął.
Czarownik kiwnął głową.
- Czyli lepiej. - zbliżył się do Boreasza. - Młodzieńcze zakochania. - szepnął niezbyt cicho.
Mordimer zrobił się czerwony i drgnął zdenerwowany.
- Nie jestem... nekromanci są ponad to. - stwierdził z dumą.
- Mhm. Bierz szczotę "panie odseparowany od uczuć". - podał miotłę.
- No chyba ktoś cię kopnął za słabo. - w oczach zamigotały zielone ogniki nekromancji.
- Nie lubisz sprzątać? Trudno. - gwiżdżąc pod nosem zaczął zamiatać salon. - Trochę zajmie, ale niebawem wypijemy coś dobrego.
<Helenko? ;) >
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Od Mordimera - Cd. Heleny
Mordimer stał przez chwilę z coraz bardziej czerwoną twarzą. Nie wiedział co powiedzieć. Tymczasem demon prychnął rozbawiony i wyciągnął się wygodnie. Podłożył ręce pod głowę.
- Cudnie, zostałem zastępcą. Wolałbym przywódcą, ale jeśli się powiesi, w sumie też będzie awans. Jak miło.
- C...co?! Jak tak możesz! - warknął nekromanta odprowadzając Helenę wzrokiem. - Nie możesz jej na to pozwolić.
- Właśnie to robię. - spojrzał na swoje paznokcie z przejęciem. - Jedna dusza więcej w czeluściach piekieł.
- Chyba mówiła coś o aniołach.
- Taaa. Jak każdy.
Mordimer prychnął wściekle, idąc za kobietą. Nie miał zamiaru pozwolić na coś takiego. Już niemal ją dogonił, gdy poczuł rękę na ramieniu. Demon kroczył tuż obok z dziwnym uśmiechem.
- Co. Zmieniłeś zdanie? Pomożesz mi? - zapytał Mordi.
- Nie. - podbiegł do kobiety zrównując się. - Wiesz... musimy tyle dopilnować. Masz testament? Musisz co nieco zmienić, w końcu komu zapiszesz dom? Ja mam go tylko zdemolować i spalić do cna. A! I nie martw się. Zajmę się duszyczkami z organizacji. Zrobimy piękną imprezę pożegnalną. Przez tydzień nikt nie będzie trzeźwy.
- Jesteś potworem! - warknął z tyłu Mordimer.
- Dopiero teraz to wiesz? Demonem, gwoli ścisłości. - ponownie spojrzał na Helenę. - W sumie szkoda cię będzie. Nie jesteś aż tak brzydka. Spalę dom dopiero po pogrzebie. Obiecuję. - skłamał zwinnie.
Najwyraźniej aż za dobrze się bawił. Mordimer natomiast wprost przeciwnie. Potraktował słowa dziewczyny śmiertelnie poważnie i zaszedł jej drogę.
- Nie możesz tego zrobić Pani. On właśnie tego chce. Nie będziesz jego pierwszą ofiarą. Po śmierci staniesz się sługą demonów, gdyż to z jego powodu popełniłaś samobójstwo. - klasnął jej przed nosem. - I nici z pisania wśród aniołów. A jeśli nie... - zastanowił się co jeszcze zrobić byle ją ocalić. - O! Ożywię cię i będziesz rozkładającym się zombie. - skrzyżował ręce na piersi. - Daję słowo.
<Helenko? ;) >
- Cudnie, zostałem zastępcą. Wolałbym przywódcą, ale jeśli się powiesi, w sumie też będzie awans. Jak miło.
- C...co?! Jak tak możesz! - warknął nekromanta odprowadzając Helenę wzrokiem. - Nie możesz jej na to pozwolić.
- Właśnie to robię. - spojrzał na swoje paznokcie z przejęciem. - Jedna dusza więcej w czeluściach piekieł.
- Chyba mówiła coś o aniołach.
- Taaa. Jak każdy.
Mordimer prychnął wściekle, idąc za kobietą. Nie miał zamiaru pozwolić na coś takiego. Już niemal ją dogonił, gdy poczuł rękę na ramieniu. Demon kroczył tuż obok z dziwnym uśmiechem.
- Co. Zmieniłeś zdanie? Pomożesz mi? - zapytał Mordi.
- Nie. - podbiegł do kobiety zrównując się. - Wiesz... musimy tyle dopilnować. Masz testament? Musisz co nieco zmienić, w końcu komu zapiszesz dom? Ja mam go tylko zdemolować i spalić do cna. A! I nie martw się. Zajmę się duszyczkami z organizacji. Zrobimy piękną imprezę pożegnalną. Przez tydzień nikt nie będzie trzeźwy.
- Jesteś potworem! - warknął z tyłu Mordimer.
- Dopiero teraz to wiesz? Demonem, gwoli ścisłości. - ponownie spojrzał na Helenę. - W sumie szkoda cię będzie. Nie jesteś aż tak brzydka. Spalę dom dopiero po pogrzebie. Obiecuję. - skłamał zwinnie.
Najwyraźniej aż za dobrze się bawił. Mordimer natomiast wprost przeciwnie. Potraktował słowa dziewczyny śmiertelnie poważnie i zaszedł jej drogę.
- Nie możesz tego zrobić Pani. On właśnie tego chce. Nie będziesz jego pierwszą ofiarą. Po śmierci staniesz się sługą demonów, gdyż to z jego powodu popełniłaś samobójstwo. - klasnął jej przed nosem. - I nici z pisania wśród aniołów. A jeśli nie... - zastanowił się co jeszcze zrobić byle ją ocalić. - O! Ożywię cię i będziesz rozkładającym się zombie. - skrzyżował ręce na piersi. - Daję słowo.
<Helenko? ;) >
Od Mordimera - Cd. Heleny
W tym czasie pozostawieni sami sobie mężczyźni stali przez krótką chwilę w niemal absolutnej ciszy. Oczywiście demon nie wytrzymał i jako pierwszy parsknął niepowstrzymanym śmiechem.
- Koronki? Rany, sam chciałem je zobaczyć. - schował broń, idąc w kierunku drzwi przedpokoju.
Mordimer stał zdumiony, zasłaniając się niewielkim talizmanem jak wszechpotężną tarczą. Dopiero potem doszły go słowa.
- Zaraz, zaraz. Czyli wy jesteście?
- No.
- Niemożliwe. - pokręcił głową z niedowierzaniem. - Miałbyś się z kimkolwiek wiązać?
Asmistus wzruszył ramionami, wychodząc na korytarz.
- Dlaczego nie? Widziałeś jakie ona ma nogi?
- Jakoś... nie spojrzałem. - odparł zażenowany.
- Boś głupi. - stwierdził demon wspinając się po schodach.
- Nie...nie jestem! - Mordi pobiegł w ślad za nim.
Wciąż był przygotowany na niespodziewany atak. Wiadomo, z Asmistusem zawsze trzeba mieć się na baczności.
- Czyli nie chcesz jej zabić? - zapytał znacznie ciszej, gdyż zbliżali się do pokoju Heleny.
Demon przystanął, jakby się zastanawiając.
- Tego nie powiedziałem. - wszedł do komnaty podziwiając ładny wystrój. Też lubił otaczać się pięknem. Co prawda nie tak jak pewien znajomy którego bardzo nie chciałby teraz spotkać, ale jednak. - Ładniutko. Dobrze, że nic nie ukradli. - stwierdził opierając się o ścianę.
Mordimer zajrzał niepewnie.
- Em... wszczęłaś Pani pościg? Bo jak nie to ja mogę...
- Trzymaj z dala zombie. Pokażę jak to się robi. - Asmistus wzniósł dłonie, jak do zaklęcia. Otoczyła go czerwona łuna podobna do ognia. Zewsząd dobiegały cichutkie szepty, rozbrzmiewające ze wzrastającą siłą. Po chwili opuścił ręce i z rozpędu rzucił się na łoże Heleny. - Nieee. Jednak zmieniłem zdanie. Zasyp ją zombie. Ja sobie poleżę. - poklepał miejsce obok. - Słoneczko, chyba nie chcesz tak tu sterczeć? W końcu to twoja sypialnia. Pokaż jak przywódczyni się złości i ściga złodziei.
<Helenko? xD >
- Koronki? Rany, sam chciałem je zobaczyć. - schował broń, idąc w kierunku drzwi przedpokoju.
Mordimer stał zdumiony, zasłaniając się niewielkim talizmanem jak wszechpotężną tarczą. Dopiero potem doszły go słowa.
- Zaraz, zaraz. Czyli wy jesteście?
- No.
- Niemożliwe. - pokręcił głową z niedowierzaniem. - Miałbyś się z kimkolwiek wiązać?
Asmistus wzruszył ramionami, wychodząc na korytarz.
- Dlaczego nie? Widziałeś jakie ona ma nogi?
- Jakoś... nie spojrzałem. - odparł zażenowany.
- Boś głupi. - stwierdził demon wspinając się po schodach.
- Nie...nie jestem! - Mordi pobiegł w ślad za nim.
Wciąż był przygotowany na niespodziewany atak. Wiadomo, z Asmistusem zawsze trzeba mieć się na baczności.
- Czyli nie chcesz jej zabić? - zapytał znacznie ciszej, gdyż zbliżali się do pokoju Heleny.
Demon przystanął, jakby się zastanawiając.
- Tego nie powiedziałem. - wszedł do komnaty podziwiając ładny wystrój. Też lubił otaczać się pięknem. Co prawda nie tak jak pewien znajomy którego bardzo nie chciałby teraz spotkać, ale jednak. - Ładniutko. Dobrze, że nic nie ukradli. - stwierdził opierając się o ścianę.
Mordimer zajrzał niepewnie.
- Em... wszczęłaś Pani pościg? Bo jak nie to ja mogę...
- Trzymaj z dala zombie. Pokażę jak to się robi. - Asmistus wzniósł dłonie, jak do zaklęcia. Otoczyła go czerwona łuna podobna do ognia. Zewsząd dobiegały cichutkie szepty, rozbrzmiewające ze wzrastającą siłą. Po chwili opuścił ręce i z rozpędu rzucił się na łoże Heleny. - Nieee. Jednak zmieniłem zdanie. Zasyp ją zombie. Ja sobie poleżę. - poklepał miejsce obok. - Słoneczko, chyba nie chcesz tak tu sterczeć? W końcu to twoja sypialnia. Pokaż jak przywódczyni się złości i ściga złodziei.
<Helenko? xD >
niedziela, 14 czerwca 2015
Od Mordimera - Cd. Heleny
Asmistus uśmiechnął się jak tylko demon potrafi. Zmierzył dziewczynę
uważnym spojrzeniem, podziwiając zarówno wygląd władczyni jak i ton
głosu. Nim ktokolwiek zdołał zareagować, w dłoni pojawiło się czarne
ostrze.
- Mogę zrobić cokolwiek. - mlasnął zadowolony.
Mordimer zasłonił się talizmanem.
- Nawet o tym nie myśl.
- To instynkt chłopcze. Zawsze mi przeszkadzałeś. To było dość... irytujące.
Medyk spojrzał nieco zaniepokojony w stronę Heleny.
- Na prawdę chcesz byśmy zdemolowali dom? Wiesz... - udał pewność siebie. Jednocześnie drugą dłoń zanurzył w kieszeni płaszcza, zaciskając kurczowo palce na woreczku pełnym dziwnych ziół i kości sług. Miał zamiar zaraz zrobić małe piekiełko. Szkoda tylko podłogi. W sumie całkiem niezły wystrój. Wszystko będzie zniszczone. Przyjrzał się uważnie kobiecie. - Posłuchaj Pani. Na jedno moje skinienie w ogródku zaroi się od nieumarłych. Wybiją dziury w podłodze byle tylko odpowiedzieć na wezwanie. Ruszą do ataku a zapewniam, że ten demon. - wskazał Asmistusa. - Nie należy do subtelnych. Już zniszczył obraz... pomyśl co zrobi w obronie?
Przestąpił z nogi na nogę by rozluźnić skołatane nerwy. Mięśnie mu zdrętwiały. Wyczuwał zaniepokojenie dusz. Tylko czekały by powstać i rozerwać na strzępy wszystko wokół. Urodzona destrukcja.
- Pani. - kontynuował. - Nie zabiłem strażników. Nie jestem tu w tym celu. Chcę tylko pomóc.
<Heleno?>
- Mogę zrobić cokolwiek. - mlasnął zadowolony.
Mordimer zasłonił się talizmanem.
- Nawet o tym nie myśl.
- To instynkt chłopcze. Zawsze mi przeszkadzałeś. To było dość... irytujące.
Medyk spojrzał nieco zaniepokojony w stronę Heleny.
- Na prawdę chcesz byśmy zdemolowali dom? Wiesz... - udał pewność siebie. Jednocześnie drugą dłoń zanurzył w kieszeni płaszcza, zaciskając kurczowo palce na woreczku pełnym dziwnych ziół i kości sług. Miał zamiar zaraz zrobić małe piekiełko. Szkoda tylko podłogi. W sumie całkiem niezły wystrój. Wszystko będzie zniszczone. Przyjrzał się uważnie kobiecie. - Posłuchaj Pani. Na jedno moje skinienie w ogródku zaroi się od nieumarłych. Wybiją dziury w podłodze byle tylko odpowiedzieć na wezwanie. Ruszą do ataku a zapewniam, że ten demon. - wskazał Asmistusa. - Nie należy do subtelnych. Już zniszczył obraz... pomyśl co zrobi w obronie?
Przestąpił z nogi na nogę by rozluźnić skołatane nerwy. Mięśnie mu zdrętwiały. Wyczuwał zaniepokojenie dusz. Tylko czekały by powstać i rozerwać na strzępy wszystko wokół. Urodzona destrukcja.
- Pani. - kontynuował. - Nie zabiłem strażników. Nie jestem tu w tym celu. Chcę tylko pomóc.
<Heleno?>
piątek, 12 czerwca 2015
Od Mordimera - Cd. Heleny
Mordimer sapnął zaskoczony.
- J...ja z nim?! Z NIM?! - wrzasnął odgradzając się talizmanem. - Prędzej wolałbym pocałować jaszczurkę!
- No skoro już o tym mowa... - zaczął Asmistus. - Ciesz się, że nie jadłeś jej pieczeni.
Obaj spojrzeli jakoś dziwnie na kobietę. Ale to Asmistus pierwszy zareagował. Uśmiechnął lekko kpiąco, oglądając ją sobie od stóp do głowy.
- Śliczna piżamka.
Mordimer odchrząknął zakłopotany. Ustawił się tak by być pomiędzy demonem i dziewczyną.
- Wydaje mi się, że właśnie wychodziłeś?
- Nie. Byłem tu pierwszy.
- Co mnie to obchodzi? To nie znaczy, że pozwolę ci zrobić z niej... - nie dokończył dgyż został zaatakowany wielką kulą ognia.
- Nie zapominaj z kim masz do czynienia. Poza tym nie chcę jej zabić. W teorii... i tylko tam, jest moją szefową. - powiedział szybko, jakby nie chciał by ktokolwiek usłyszał koniec zdania. - A ty drogi nekromanto znalazłeś się w domu przywódczyni wrogiej organizacji. Będzie bardzo właściwe gdy się poddasz. - zatarł ręce zadowolony.
- C...co? Ja? No chyba cię coś... - wysyczał a dzięki talizmanowi sprawnie odbił zaklęcie. Ucierpiał niestety kolejny obraz. - To nie tak. Nie jestem szpiegiem ani... zabójcą.
- Widzisz? Już się właściwie przyznał. - dodał Asmistus, wyraźnie starając się zachować powagę. Łatwo nie było.
- Przybyłem by pokrzyżować plany pewnego demona. - spojrzał znacząco na stojącego naprzeciw mężczyznę.
- Nie ufaj mu. To kłamca i nekrofil. Kto normalny ożywia zwłoki?
Mordimer prychnął bledszy niż zazwyczaj.
- Gdybym chciał ją skrzywdzić już bym to zrobił. I nie jestem...!
- Mogę go związać jeśli chcesz. - przerwał Asmistus, poruszając szybko skrzydłami. - Wystarczy słowo a zrobię z niego kurczaka.
<Helena?>
- J...ja z nim?! Z NIM?! - wrzasnął odgradzając się talizmanem. - Prędzej wolałbym pocałować jaszczurkę!
- No skoro już o tym mowa... - zaczął Asmistus. - Ciesz się, że nie jadłeś jej pieczeni.
Obaj spojrzeli jakoś dziwnie na kobietę. Ale to Asmistus pierwszy zareagował. Uśmiechnął lekko kpiąco, oglądając ją sobie od stóp do głowy.
- Śliczna piżamka.
Mordimer odchrząknął zakłopotany. Ustawił się tak by być pomiędzy demonem i dziewczyną.
- Wydaje mi się, że właśnie wychodziłeś?
- Nie. Byłem tu pierwszy.
- Co mnie to obchodzi? To nie znaczy, że pozwolę ci zrobić z niej... - nie dokończył dgyż został zaatakowany wielką kulą ognia.
- Nie zapominaj z kim masz do czynienia. Poza tym nie chcę jej zabić. W teorii... i tylko tam, jest moją szefową. - powiedział szybko, jakby nie chciał by ktokolwiek usłyszał koniec zdania. - A ty drogi nekromanto znalazłeś się w domu przywódczyni wrogiej organizacji. Będzie bardzo właściwe gdy się poddasz. - zatarł ręce zadowolony.
- C...co? Ja? No chyba cię coś... - wysyczał a dzięki talizmanowi sprawnie odbił zaklęcie. Ucierpiał niestety kolejny obraz. - To nie tak. Nie jestem szpiegiem ani... zabójcą.
- Widzisz? Już się właściwie przyznał. - dodał Asmistus, wyraźnie starając się zachować powagę. Łatwo nie było.
- Przybyłem by pokrzyżować plany pewnego demona. - spojrzał znacząco na stojącego naprzeciw mężczyznę.
- Nie ufaj mu. To kłamca i nekrofil. Kto normalny ożywia zwłoki?
Mordimer prychnął bledszy niż zazwyczaj.
- Gdybym chciał ją skrzywdzić już bym to zrobił. I nie jestem...!
- Mogę go związać jeśli chcesz. - przerwał Asmistus, poruszając szybko skrzydłami. - Wystarczy słowo a zrobię z niego kurczaka.
<Helena?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)