- Janie... - Helena odwróciła się na pięcie do swojego wiernego sługi.
- Tak pani?
- Przygotuj grubą linę, stołek i hak na jakieś 60 kilogramów. Albo lepiej 70, dla bezpieczeństwa. - Wiecie, nigdy nie wiadomo ile waży suknia, biżuteria i cała reszta niepotrzebnych ozdób. - Każ wbić go w belkę na strychu.
- Tak pani. Coś jeszcze?
- Czarna suknia. Niech mnie w niej pochowają. O! I jeszcze ten wisior z onyksem w środku.
- Ten on Pani pana ojca?
- Tak, tak, ten. Pamiętasz wytyczne?
- Dębowa trumna. Marmurowa posadzka. Napis "I teraz pisze wśród aniołów".
- O czymś zapomniałeś.
- Po pani śmierci spalić wszystkie powieści.
- Dokładnie, och Janie! Służyłeś mi wiernie - powiedziała ze wzruszeniem kładąc dłoń na jego starym ranieniu. - I wiernie służyłeś memu ojcu. I babce... i prababce...
On naprawdę jest tak stary? Lady zmarszczyła czoło próbując sobie przypomnieć datę urodzenia lokaja No ale mniejsza o to, mamy tu poważniejsze sprawy, a mianowicie - przygotowanie pogrzebu.
Helena ruszyła w stronę Asmitusa rozwalonego jak pan i władca. Usiadła patrząc na niego ze wzruszeniem godnym wieloletniej kochanki. - Luby od pięciu minut. Ignorancie, którego poznałam pięć GODZIN temu. Cholerny demonie, którego zdążyłam szczerze znielubić - położyła dłoń na ramieniu Nevalosa - mianuję cię mym zastępcą. Bądź dzielny w walce z Asmodeuszem i Agaresem. Głoś pokój. Niszcz... aaaa, pokój. Rób co tylko chcesz, byleby wygrać. Będę cię obserwować z niebios.
Wstała. Przyszedł czas na Mordimera. Panna Wetherban wzięła jego dłonie w swoje. - A ty odważny i młody... Pilnuj go. Proszę, pilnuj go. Nie chcę żeby sfajczył mi zastawę.
Następnie podeszła do drzwi. - Panowie... idę się wieszać! Idziemy Janie. - I sajonara amigo.
<Mordimer? Asmi? To gra aktorska na granicy z prawdą xD>
- Tak pani?
- Przygotuj grubą linę, stołek i hak na jakieś 60 kilogramów. Albo lepiej 70, dla bezpieczeństwa. - Wiecie, nigdy nie wiadomo ile waży suknia, biżuteria i cała reszta niepotrzebnych ozdób. - Każ wbić go w belkę na strychu.
- Tak pani. Coś jeszcze?
- Czarna suknia. Niech mnie w niej pochowają. O! I jeszcze ten wisior z onyksem w środku.
- Ten on Pani pana ojca?
- Tak, tak, ten. Pamiętasz wytyczne?
- Dębowa trumna. Marmurowa posadzka. Napis "I teraz pisze wśród aniołów".
- O czymś zapomniałeś.
- Po pani śmierci spalić wszystkie powieści.
- Dokładnie, och Janie! Służyłeś mi wiernie - powiedziała ze wzruszeniem kładąc dłoń na jego starym ranieniu. - I wiernie służyłeś memu ojcu. I babce... i prababce...
On naprawdę jest tak stary? Lady zmarszczyła czoło próbując sobie przypomnieć datę urodzenia lokaja No ale mniejsza o to, mamy tu poważniejsze sprawy, a mianowicie - przygotowanie pogrzebu.
Helena ruszyła w stronę Asmitusa rozwalonego jak pan i władca. Usiadła patrząc na niego ze wzruszeniem godnym wieloletniej kochanki. - Luby od pięciu minut. Ignorancie, którego poznałam pięć GODZIN temu. Cholerny demonie, którego zdążyłam szczerze znielubić - położyła dłoń na ramieniu Nevalosa - mianuję cię mym zastępcą. Bądź dzielny w walce z Asmodeuszem i Agaresem. Głoś pokój. Niszcz... aaaa, pokój. Rób co tylko chcesz, byleby wygrać. Będę cię obserwować z niebios.
Wstała. Przyszedł czas na Mordimera. Panna Wetherban wzięła jego dłonie w swoje. - A ty odważny i młody... Pilnuj go. Proszę, pilnuj go. Nie chcę żeby sfajczył mi zastawę.
Następnie podeszła do drzwi. - Panowie... idę się wieszać! Idziemy Janie. - I sajonara amigo.
<Mordimer? Asmi? To gra aktorska na granicy z prawdą xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz