Goblin aż sapnął zaskoczony. Nie był przyzwyczajony do dziękowania.
Zdumiony niezmiernie zamarł, wpatrzony w nią z szeroko otwartą buzią.
Spojrzał na Mistrza jakby oczekując reakcji. Asmistus też wydawał się
nieco zdziwiony. Uznał jednak, że to normalne zachowanie obłożnie
chorej. W końcu kto normalny był tak miły dla demona? Albo zwyczajnie
nie wiedziała, na swą zgubę, z czym ma do czynienia. Uznał jednocześnie,
że dość ciekawie będzie poudawać miłego i troskliwego dżina. Poza tym
musiał przyznać, zafascynowała go lodowym oddechem. Wstał z ociąganiem.
Zdjął wielki, czarny płaszcz i zarzucił na jej drobne ramiona. Skrzydła
jednak trzymał tak aby jak najmniej było widać. A przez półmrok
pomieszczenia i czarne pióra mógł liczyć na odpowiedni efekt. Może ich
nie zauważy.
- Ubrania raczej ci się nie spodobają. Ale w sumie... - odparł z lekkim uśmiechem mającym w sobie nieco więcej psotności niż chciał przyznać.
Podszedł do pobliskiej wielkiej szafy. Jednocześnie zdawało się, że nie było jej jeszcze chwilę wcześniej. Choć w dziwnej atmosferze pokoju wszystko zdawało się majaczeniem. Zaczął wyrzucać ubranie za siebie, dołączając do ogólnego bałaganu na podłodze.
- To za duże... z tym nie bardzo... a to? - zadumał się nad czymś niemal niewidocznym. - Odgryzie jej głowę, ech...
Po chwili podszedł do dziewczyny z ładnie złożoną, białą koszulą swobodnie mogącą służyć za sukienkę. Podał, siadając naprzeciw i czekając na przyjemne dla oka widowisko. Dotknął palcem filiżanki tak, że lód z nagłym sykiem zamienił się na powrót we wrzącą wodę.
- Ciekawą masz umiejętność. Lód to piękny żywioł. Ze swoim okrucieństwem i nieuniknioną mocą jest niemal doskonały. No? Na co czekasz. Rozbieraj się.
<Lavender?>
- Ubrania raczej ci się nie spodobają. Ale w sumie... - odparł z lekkim uśmiechem mającym w sobie nieco więcej psotności niż chciał przyznać.
Podszedł do pobliskiej wielkiej szafy. Jednocześnie zdawało się, że nie było jej jeszcze chwilę wcześniej. Choć w dziwnej atmosferze pokoju wszystko zdawało się majaczeniem. Zaczął wyrzucać ubranie za siebie, dołączając do ogólnego bałaganu na podłodze.
- To za duże... z tym nie bardzo... a to? - zadumał się nad czymś niemal niewidocznym. - Odgryzie jej głowę, ech...
Po chwili podszedł do dziewczyny z ładnie złożoną, białą koszulą swobodnie mogącą służyć za sukienkę. Podał, siadając naprzeciw i czekając na przyjemne dla oka widowisko. Dotknął palcem filiżanki tak, że lód z nagłym sykiem zamienił się na powrót we wrzącą wodę.
- Ciekawą masz umiejętność. Lód to piękny żywioł. Ze swoim okrucieństwem i nieuniknioną mocą jest niemal doskonały. No? Na co czekasz. Rozbieraj się.
<Lavender?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz