Słońce powoli chowało się za horyzontem, oddając swoje miejsce na
niebiańskiej scenie księżycowi. Cienie coraz bardziej się wydłużały
niemal całkowicie pochłaniając w mroku wszystko na swej drodze. Ludzie
pospiesznie gnali w jedynie sobie znanych kierunkach, spiesząc się zanim
w pełni nastanie noc.
Siedziałam właśnie na dachu jednego z budynków, z nogami spuszczonymi poza jego krawędź. Odetchnęłam głęboko, wpuszczając chłodne powietrze do swoich płuc. Opuściłam nieznacznie powieki, obserwując ludzi w dole. Szukałam czegoś interesującego. Zresztą jak zwykle. Byłam osobą, która po prostu potrzebowała jakiejś rozrywki. Chociażby właśnie w takiej postaci, jak obserwowanie ludzkich problemów, zmartwień, przeżyć i tym podobnych.
Objęłam się ramionami, chociaż wcale nie odczuwałam w tej chwili zimna. Pogładziłam dłońmi rękawy czarnej sukni, bawiąc się przyszytymi do nich srebrnymi wstążkami. Znowu napadło mnie to dziwne uczucie. Dziwne ssanie w środku, coś jak głód lecz nie taki, który można zaspokoić pożywieniem. Było zupełnie tak, jakby czegoś mi brakowało. Ale czego?
Westchnęłam cicho, nie znając odpowiedzi na to pytanie, które uporczywie dręczyło mnie, dając o sobie znać raz na jakiś czas.
Podniosłam się, stając na krawędzi dachu. Nagły podmuch wiatru poruszył moimi włosami. Przymknęłam oczy, po czym odwróciłam się na pięcie. Wróciłam tą samą drogą, którą przyszłam - zeskoczyłam na niższą przybudówkę, później na równy stos drewnianych skrzyń, aż wreszcie prosto na ziemię.
Otrzepałam swoją suknię z niewidzialnych pyłków i ruszyłam przed siebie. Nie uszłam jednak daleko, gdy wyczułam za sobą czyjąś obecność. Postanowiłam to zignorować, jednak kroki za moimi plecami nie opuszczały mnie aż do końca uliczki. Wreszcie zatrzymałam się.
- To czysty przypadek, czy może mnie śledzisz? - Zapytałam, odwracając się powoli.
<Kto chciałby dokończyć? :3>
Siedziałam właśnie na dachu jednego z budynków, z nogami spuszczonymi poza jego krawędź. Odetchnęłam głęboko, wpuszczając chłodne powietrze do swoich płuc. Opuściłam nieznacznie powieki, obserwując ludzi w dole. Szukałam czegoś interesującego. Zresztą jak zwykle. Byłam osobą, która po prostu potrzebowała jakiejś rozrywki. Chociażby właśnie w takiej postaci, jak obserwowanie ludzkich problemów, zmartwień, przeżyć i tym podobnych.
Objęłam się ramionami, chociaż wcale nie odczuwałam w tej chwili zimna. Pogładziłam dłońmi rękawy czarnej sukni, bawiąc się przyszytymi do nich srebrnymi wstążkami. Znowu napadło mnie to dziwne uczucie. Dziwne ssanie w środku, coś jak głód lecz nie taki, który można zaspokoić pożywieniem. Było zupełnie tak, jakby czegoś mi brakowało. Ale czego?
Westchnęłam cicho, nie znając odpowiedzi na to pytanie, które uporczywie dręczyło mnie, dając o sobie znać raz na jakiś czas.
Podniosłam się, stając na krawędzi dachu. Nagły podmuch wiatru poruszył moimi włosami. Przymknęłam oczy, po czym odwróciłam się na pięcie. Wróciłam tą samą drogą, którą przyszłam - zeskoczyłam na niższą przybudówkę, później na równy stos drewnianych skrzyń, aż wreszcie prosto na ziemię.
Otrzepałam swoją suknię z niewidzialnych pyłków i ruszyłam przed siebie. Nie uszłam jednak daleko, gdy wyczułam za sobą czyjąś obecność. Postanowiłam to zignorować, jednak kroki za moimi plecami nie opuszczały mnie aż do końca uliczki. Wreszcie zatrzymałam się.
- To czysty przypadek, czy może mnie śledzisz? - Zapytałam, odwracając się powoli.
<Kto chciałby dokończyć? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz