Demon uśmiechnął się leciutko. Jakby sennie i nieco leniwie.
- Kłamałem. - stwierdził z prostotą.
W końcu nie będzie się spowiadał z przeszłości, która powinna pozostać zamknięta na cztery spusty. Jak w kufrze. Otworzył nagle oczy. Usiadł szybko i powiódł rozognionym wzrokiem wokół.
- Gdzie jest kufer?
Kojo przełknął kolejny kęs, masując brzuszek z głośnym czknięciem.
- Ale pyyycha.
- Kufer!
- C...co? - oprzytomniał i zaczął uciekać. Pędem wbiegł pod długie, zapewne drogie zasłony. Spod tkaniny wystawał tylko drżący tyłek. - Miszczu! Mi...miszczu!
- Gdzie on jest! - demon wstał z roziskrzonymi czerwienią oczami. Odpowiedzią były narastające jęki i drżąca dłoń wskazała drzwi. - Niech cię otchłań pochłonie! - wrzasnął przemierzając szybko korytarz.
Można było wyczuć za nim prąd gorącego powietrza, jak w rozgrzanym piecu hutniczym. Na szczęście jeszcze niczego nie spalił. Otworzył drzwi szukając pośród ciemności i kałuż nietypowego skarbu. Odetchnął ledwo zauważalnie. Chwycił olbrzymią skrzynię jakby nic nie ważyła, wnosząc do salonu. Ustawił troskliwie w pobliżu kominka by obeschła. Rzucił jeszcze wściekłe spojrzenie już ciemnych oczu, w stronę goblina. Usiadł pod ścianą oddychając niemal spokojniej.
- Masz szczęście, że się nie obudził. - mruknął. Zerknął kątem oka na Helenę. - Tak swoją drogą. Masz jeszcze trochę tej pieczeni?
<Heleno?>
- Kłamałem. - stwierdził z prostotą.
W końcu nie będzie się spowiadał z przeszłości, która powinna pozostać zamknięta na cztery spusty. Jak w kufrze. Otworzył nagle oczy. Usiadł szybko i powiódł rozognionym wzrokiem wokół.
- Gdzie jest kufer?
Kojo przełknął kolejny kęs, masując brzuszek z głośnym czknięciem.
- Ale pyyycha.
- Kufer!
- C...co? - oprzytomniał i zaczął uciekać. Pędem wbiegł pod długie, zapewne drogie zasłony. Spod tkaniny wystawał tylko drżący tyłek. - Miszczu! Mi...miszczu!
- Gdzie on jest! - demon wstał z roziskrzonymi czerwienią oczami. Odpowiedzią były narastające jęki i drżąca dłoń wskazała drzwi. - Niech cię otchłań pochłonie! - wrzasnął przemierzając szybko korytarz.
Można było wyczuć za nim prąd gorącego powietrza, jak w rozgrzanym piecu hutniczym. Na szczęście jeszcze niczego nie spalił. Otworzył drzwi szukając pośród ciemności i kałuż nietypowego skarbu. Odetchnął ledwo zauważalnie. Chwycił olbrzymią skrzynię jakby nic nie ważyła, wnosząc do salonu. Ustawił troskliwie w pobliżu kominka by obeschła. Rzucił jeszcze wściekłe spojrzenie już ciemnych oczu, w stronę goblina. Usiadł pod ścianą oddychając niemal spokojniej.
- Masz szczęście, że się nie obudził. - mruknął. Zerknął kątem oka na Helenę. - Tak swoją drogą. Masz jeszcze trochę tej pieczeni?
<Heleno?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz