Samael przykucnął na szczycie wieży jednego z gotyckich dworków. Wybrał
miejsce, z którego mógł spokojnie rozglądać się po najbliższej okolicy.
Słońce już dawno zaszło, na granatowym niebie pojawiało się coraz
więcej srebrnych punkcików. Srebrny blask księżyca oświetlał bladą
sylwetkę demona, którego skóra w tym świetle sprawiała wrażenie wręcz
przezroczystej. Zimne powietrze z impetem uderzało o jego ciało, a
śnieżnobiałe włosy wiły się we wszystkie strony. Miał na sobie jedynie
brązowe skórzane spodnie, nie czuł potrzeby ciągłego zakładania koszul
czy obuwia. Zostawiał je na specjalne okazje, takie jak wyjście do ludzi
lub różnego rodzaju spotkania. W innych sytuacjach nie było mu to po
prostu potrzebne.
Z twarzą zupełnie pozbawioną wyrazu spojrzał w dół. Szare oczy omiotły lodowatym wzrokiem przystrzyżony trawnik, kamienną fontannę i wysoką bramę owiniętą przez winorośle. Gdyby był człowiekiem nie mógłby dostrzec w ciemnościach tylu szczegółów. Jednak nie był istotą tej odrażającej, jego zdaniem, rasy, tylko Demonem zrodzonym w Piekle. Instynktownie jego zmysły były czulsze i lepiej wyostrzone. Kątem oka dostrzegł gwałtowny ruch. Po lewej stronie dworu, dwa piętra niżej ciężkie kotary zostały odsunięte, a w oknie pojawiła się ludzka kobieta. Samael pogardliwie mlasnął językiem, wyczuwając jej zapach. Nie lubił ludzi. Nie byli niczym więcej niż zwierzyną, na którą łatwo zapolować. Bynajmniej Demon tak to widział. Natychmiastowo odechciało mu się dalszego siedzenia na wieży.
Zmrużył powieki i odetchnął głęboko. Przez jego plecy przeszły gwałtowne dreszcze, a mrowienie na łopatkach nasilało się. Już po pięciu sekundach rozluźnił mięśnie. Rozwinął ogromne śnieżnobiałe skrzydła i zatrzepotał nimi kilkakrotnie. Przez te wszystkie wieki zdążył już się przyzwyczaić, że nadają mu anielskiego wyglądu. Wygląd Anioła, lecz wnętrze Demona.
Nie czekając dłużej wybił się w powietrze i poszybował w górę. Lecąc czuł się wolny niczym ptak. Zimne powietrze przyjemnie łaskotało jego ciało i orzeźwiało umysł. Oprócz świstu wiatru słyszał trzepot skrzydeł, które w szybkim tempie unosiły się i opadały. Była to muzyka dla jego uszu. Wzbijał się coraz wyżej i leciał coraz dalej. Mijał krajobrazy jedne bardziej, drugie mniej malownicze. Chaos jaki zapanował na świecie odbijał się na naturze. Płonąca roślinność, ciągle zwiększająca się liczba zabijanych zwierząt… Samael jak zwykle posądzał o to ludzi, nie czepiając się innych ras. Przeleciał nad wyjałowionym terenem, kierując się w stronę lasu, mieszczącego się u podnóża gór. Wylądował gładko na ziemi, prostując się i chowając skrzydła. Z wysoka wypatrzył niewielką polanę, więc ruszył na wschód powolnym krokiem.
Nagle Demon zatrzymał się gwałtownie i machnął ręką w powietrzu, wyobrażając sobie czworonożne zwierzątko. Po chwili cień należący do jednego z potężnych drzew uformował się w czarnego jak smoła kota, którego bezdenne spojrzenie przynosiło na myśl otchłań – puste i sprawiające wrażenie studni bez dna. Małe zwierzę zamiauczało głośno i otarło się o nogę Twórcy. Samael od zawsze lubił koty, dlatego też często tworzył je sobie do towarzystwa. Jego zdaniem zwierzęta były stokroć razy lepsze od ludzi, demonów oraz innych ras. Wziął czworonoga na ręce, głaszcząc go za uchem.
Przerwał pieszczoty, kiedy usłyszał trzask gałęzi. Jego głowa automatycznie obróciła się w stronę, z której dochodził owy dźwięk. Uciszył kota, który syknął niezadowolony utratą uwagi. Odgłos kroków stawał się coraz wyraźniejszy. Po chwili zza drzew wyłoniła się postać.
[ Ktoś? ]
Z twarzą zupełnie pozbawioną wyrazu spojrzał w dół. Szare oczy omiotły lodowatym wzrokiem przystrzyżony trawnik, kamienną fontannę i wysoką bramę owiniętą przez winorośle. Gdyby był człowiekiem nie mógłby dostrzec w ciemnościach tylu szczegółów. Jednak nie był istotą tej odrażającej, jego zdaniem, rasy, tylko Demonem zrodzonym w Piekle. Instynktownie jego zmysły były czulsze i lepiej wyostrzone. Kątem oka dostrzegł gwałtowny ruch. Po lewej stronie dworu, dwa piętra niżej ciężkie kotary zostały odsunięte, a w oknie pojawiła się ludzka kobieta. Samael pogardliwie mlasnął językiem, wyczuwając jej zapach. Nie lubił ludzi. Nie byli niczym więcej niż zwierzyną, na którą łatwo zapolować. Bynajmniej Demon tak to widział. Natychmiastowo odechciało mu się dalszego siedzenia na wieży.
Zmrużył powieki i odetchnął głęboko. Przez jego plecy przeszły gwałtowne dreszcze, a mrowienie na łopatkach nasilało się. Już po pięciu sekundach rozluźnił mięśnie. Rozwinął ogromne śnieżnobiałe skrzydła i zatrzepotał nimi kilkakrotnie. Przez te wszystkie wieki zdążył już się przyzwyczaić, że nadają mu anielskiego wyglądu. Wygląd Anioła, lecz wnętrze Demona.
Nie czekając dłużej wybił się w powietrze i poszybował w górę. Lecąc czuł się wolny niczym ptak. Zimne powietrze przyjemnie łaskotało jego ciało i orzeźwiało umysł. Oprócz świstu wiatru słyszał trzepot skrzydeł, które w szybkim tempie unosiły się i opadały. Była to muzyka dla jego uszu. Wzbijał się coraz wyżej i leciał coraz dalej. Mijał krajobrazy jedne bardziej, drugie mniej malownicze. Chaos jaki zapanował na świecie odbijał się na naturze. Płonąca roślinność, ciągle zwiększająca się liczba zabijanych zwierząt… Samael jak zwykle posądzał o to ludzi, nie czepiając się innych ras. Przeleciał nad wyjałowionym terenem, kierując się w stronę lasu, mieszczącego się u podnóża gór. Wylądował gładko na ziemi, prostując się i chowając skrzydła. Z wysoka wypatrzył niewielką polanę, więc ruszył na wschód powolnym krokiem.
Nagle Demon zatrzymał się gwałtownie i machnął ręką w powietrzu, wyobrażając sobie czworonożne zwierzątko. Po chwili cień należący do jednego z potężnych drzew uformował się w czarnego jak smoła kota, którego bezdenne spojrzenie przynosiło na myśl otchłań – puste i sprawiające wrażenie studni bez dna. Małe zwierzę zamiauczało głośno i otarło się o nogę Twórcy. Samael od zawsze lubił koty, dlatego też często tworzył je sobie do towarzystwa. Jego zdaniem zwierzęta były stokroć razy lepsze od ludzi, demonów oraz innych ras. Wziął czworonoga na ręce, głaszcząc go za uchem.
Przerwał pieszczoty, kiedy usłyszał trzask gałęzi. Jego głowa automatycznie obróciła się w stronę, z której dochodził owy dźwięk. Uciszył kota, który syknął niezadowolony utratą uwagi. Odgłos kroków stawał się coraz wyraźniejszy. Po chwili zza drzew wyłoniła się postać.
[ Ktoś? ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz