Pokój przedstawiał się raczej mrocznie. Zalegające cienie zdawały
pełznąć w stronę wchodzących. Przez otwarte okno wpadał lodowaty wiatr i
deszcz, zostawiając błyszczącą kałużę na starej podłodze. W rogu
natomiast stał dygocący kształt, który w mgnieniu oka wrócił pod łóżko,
jakby w obawie przed odkryciem. Asmistus powolnymi, wyważonymi ruchami
zamknął okno, pieszcząc palcami szybę w pożegnaniu. O dziwo, mimo
wysiadywania w tym stanie, nawet nie był mokry.
Odwrócił się do dziewczyny, wskazując wolne krzesło naprzeciwko małego stolika. W następnej kolejności zapalił niewielką lampkę, ustawiając nieopodal. Dało się słyszeć niezadowolone syknięcie gdy ciemność, niczym żywa istota, wpełzła pod meble.
- A więc raczej kiepski to prezent. Najwyraźniej musisz poćwiczyć moja droga. - mówiąc to złączył palce w piramidkę. Zmarszczył brwi widząc, że chyba jest jej zimno. - Powinnaś zdjąć to przemoczone ubranie. Przeziębisz się, a tego chyba nie chcemy? Kojo!
Na dźwięk wołania Mistrza, mały goblin wypełzł posłusznie spod łóżka. Wciąż dygotał, szczękając zębami a z nosa ciekło mu jakieś paskudztwo.
- Miszczu?
- Mój gość chce się czegoś napić. Wiesz co robić.
Stworek kiwnął głową i wychodząc rzucił dziewczynie spojrzenie znaczące mniej więcej: To wszystko twoja wina, że muszę się ruszyć. Gdy zniknął, zapanowała chwila ciszy, przerywana grą kropel o szybę.
- No? Na co jeszcze czekasz? - wskazał ociekające wodą ubranie dziewczyny.- Chyba nie chcesz zginąć? Ostatnio szaleje paskudna choroba. Małe przeziębienie i BUM, po tobie.
<Lavender?>
Odwrócił się do dziewczyny, wskazując wolne krzesło naprzeciwko małego stolika. W następnej kolejności zapalił niewielką lampkę, ustawiając nieopodal. Dało się słyszeć niezadowolone syknięcie gdy ciemność, niczym żywa istota, wpełzła pod meble.
- A więc raczej kiepski to prezent. Najwyraźniej musisz poćwiczyć moja droga. - mówiąc to złączył palce w piramidkę. Zmarszczył brwi widząc, że chyba jest jej zimno. - Powinnaś zdjąć to przemoczone ubranie. Przeziębisz się, a tego chyba nie chcemy? Kojo!
Na dźwięk wołania Mistrza, mały goblin wypełzł posłusznie spod łóżka. Wciąż dygotał, szczękając zębami a z nosa ciekło mu jakieś paskudztwo.
- Miszczu?
- Mój gość chce się czegoś napić. Wiesz co robić.
Stworek kiwnął głową i wychodząc rzucił dziewczynie spojrzenie znaczące mniej więcej: To wszystko twoja wina, że muszę się ruszyć. Gdy zniknął, zapanowała chwila ciszy, przerywana grą kropel o szybę.
- No? Na co jeszcze czekasz? - wskazał ociekające wodą ubranie dziewczyny.- Chyba nie chcesz zginąć? Ostatnio szaleje paskudna choroba. Małe przeziębienie i BUM, po tobie.
<Lavender?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz