Layout by Raion

czwartek, 11 czerwca 2015

Od Nymerii - Cd. Cacerdotisy

Wracałam ciemnymi uliczkami, pod postacią kota.
Nie chciałam się nikomu zdradzać, dlatego przyjęłam postać czarnego kota by się
wtopić w śpiące [no nie do końca] miasto. Wracałam od brata dlatego nie chciałam
by kto kol wiek się dowiedział z moich, że byłam u członka innej organizacji, a że i ja i mój
brat używamy pseudonimów ewentualnie samych imion by nikt, nie dowiedział się
o naszym 'pokrewieństwie'. Każde z nas było przywiązane do swoich i ani ja, ani on
nie chcieliśmy by wzięto nas za szpiegów czy zdrajców..
Za dużo myślę! ~ Skarciłam się i szybko podbiegłam dalej.
Po kilku minutach stanęłam, zaciekawiona. Przede mną przebiegła, nie zauważając
mnie rzecz jasna, młoda dziewczyna, która chwilę potem przewróciła się rozdzierając
suknię.
-Wiedziałam że to się tak skończy.. - Powiedziała i wzięła kamień, a ja usiadłam,
siedząc ukryta i przechyliłam główkę. Dziewczyna rzuciła nim w starą kamienicę co
nie było mądre, bo kamień odbił się od rynny i trafił w okno posterunku straży.
Musiała się strasznie przestraszyć i spanikować, bo w mig wstała i pobiegła w moją
stronę. Szybko odsunęłam się w głąb uliczki, po chwili zamarła gdy już wbiegła w uliczkę.
Musiała zobaczyć strażników, a tylko usłyszałam brzęk ich mieczy. Zrobiło mi się
jej żal, ach... To mogła by być taka świetna zabawa! Kto szybciej biega?
Ty uciekając przed strażnikami, czy ONI ścigający cię z mieczami? hihihi.
Zmieniłam się znów w człowieka i gdy usłyszałam jak kierują się w naszą stronę,
rozdzielając się złapałam ją za ramię i pociągnęłam w głąb uliczki by później wepchnąć
ją do opuszczonej kamienicy, w której czasem się chronię. Zamknęłam drzwi
i spojrzałam na nią przechylając głowę i uśmiechając się, trochę jak jakaś wariatka.
Widziałam, że się trochę przestraszyła, bo zaczęła się rozglądać dookoła.
- Gdzie..
- Nie bój się! - Zawołałam radośnie. - Nic ci nie zrobię! Dzięki mnie nie zostałaś złapana.
Powinnaś mi raczej podziękować, a nie się bać!
- C-co? Nie złapali by mnie! - Powiedziała a ja się zaśmiałam głośno i radośnie.
- Oczywiście a ja jestem skarpetką! - Dziewczyna spojrzała na mnie.. dziwnie.
- Stałaś tam sztywna niczym, wbita jak kołek w ziemię. Żal mi się, ciebie zrobiło.
Widzisz? Nie trzeba było rzucać tym kamieniem!
- Skąd wiesz, że...
- Przebiegłaś koło mnie i mnie nie zauważyłaś a potem stanęłam przy uliczce i cię
obserwowałam.
- Co? - Zapytała zdziwiona. - Nie widziałam cie tam. - Zarzekła.
- Naprawdę? - Uśmiechnęłam się lekko, by zaraz zmienić się w czarnego kota.
Dziewczyna otworzyła lekko usta, a ja znów się zmieniłam w człowieka.
- Oh.. - Wyrwało jej się z ust. - Potrafisz się zmieniać w kota. - Powiedziała.
- Nie tylko - Powiedziałam swobodnie, i podskakując minęłam ją wspinając się po
schodach kamienicy do góry. - Idziesz? - Zapytałam. I zaraz ruszyła ze mną na
drugie piętro. Tam weszłam do jednego z mieszkań.
- To stara i opuszczona kamienica. Mieli ją zburzyć już wieki temu, ale wiesz jak to
jest z ludźmi, ciągle to przekładają. - Poinformowałam i weszłam do 'kuchni'.
Wzięłam jabłko i nadgryzłam wracając do dziewczyny, która spojrzała na to
jabłko nie przychylnie.
- Nie powinnaś, chyba jeść tego.. Jabłka...?
- Nie spoko, ja tu często przesiaduje. Nie zauważyłaś, że jest tu zdecydowanie czyściej
niż jak opuszczone mieszkanie powinno wyglądać? Lub czystsze niż reszta kamienicy?
- Tak ale..
- Oh kochana! Nie ma żadnego ale! - Powiedziałam pogodnie, uśmiechając się.
Jestem taka beztroska! - Okropnie wyglądasz w tej rozdartej sukni! - Zawyrokowałam
na co ona spojrzała na mój struj z podniesioną brwią. Oh.. Przecież te gogle są
wspaniałe! i ten gorsecik też! I cała... oj no! Mój brat też uważa, że mam 'kłopotliwie
spaczony gust'. Machnęłam na nią ręką i poszłam do innego pokoju, który kiedyś
komuś służył za sypialnie. Wyjęłam 'najnormalniejszą' suknie jaką miałam i wróciłam
do dziewczyny podając jej ją. - Proszę. Jeśli chcesz możesz się w nią przebrać,
jeśli nie to zostań w tej podartej. - Podpowiedziałam siadając na krześle przy stole.
- Jestem Czarna Wdowa a ty? - Spojrzałam na nią. A ona na mnie.
- Czarna Wdowa?
- Ah.. No dobra Nymeria ale jeśli kiedyś się spotkamy i nie będziemy same, to mów do
mnie Czarna Wdowa. Ok? - Powiedziałam przyjmując na chwilę poważną postawę.
- A ty jak się nazywasz? Czy jak cię zwą? Mniejsza..

<Cacerdotis? Może być? ^.^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz