Tisa była porannym ptaszkiem, wstała z łóżka przed wschodem słońca i
pościeliła swe łoże. Kobieta nie musiała dziś odwiedzać swej rodziny,
więc mogła cały dzień poświęcić swym przyjemnością w planach miała
podróż do lasu odszukać parę roślin do jej eliksirów i naparów.
Czarnowłosa podeszła do wielkiej dębowej szafy i wyciągnęła białą
sukienkę, pozostawiła ją na fotelu i powędrowała do łazienki. Skusiła
się na długą kąpiel i balsamowanie swego ciała olejkiem własnej roboty.
Ubrała na siebie zwiewną białą sukienkę z koronkami i spięła swe długie
włosy. Pobiegła do drzwi gdzie wisiała stara skórzana torba, a w niej
jak zawsze panował bałagan. Pergaminy, mapy. książki i wiele flakoników
czyż nie interesujące wnętrze kobiecej torby? Gdy wyszła z rezydencji
zahaczyła o targ, kupiła parę owoców na drogę. Z mapą w ręce ruszyła w
drogę. Miała nadzieję że się nie zgubi, często niestety jej się to
przytrafiało. Weszła do lasu i szła powolnym rokiem małą wydeptaną
ścieżką prawdopodobnie przez chłopów. Koronami drzew lekko poruszał
wiatr można było zauważyć leśne stworzonka które biegały po lesie w
poszukiwaniu jedzenia a ptaki śpiewały.
-Jak odprężająco.- powiedziała sama do siebie i wzięła głęboki wdech, las był taki cichy i spokojny kompletne przeciwieństwo miasta. Czasami zazdrościła chłopom i leśniczym że mieli na codzień styczność z naturą. Po chwili dziewczyna przystanęła zobaczyła elfi krzew, korzenie tej rośliny były idealne do tworzenia maści na oparzenia. Od razu trochę podkopała i wzięła parę korzeni chowając je od razu do swej torby. Po chwili wędrówki Tisa schowała swą mapę i wyszła na wielką polanę która według jej informacji była pełna różnych roślin leczniczych. Jednak zamiast ujrzeć piękną zieloną trawę, drzewa i krzewy jej oczom ukazała się szara sceneria. Można było się domyśleć co się tutaj wydarzyło, jednak nie traciła nadziei od razu biegiem ruszyła w stronę lasu.
-Pewnie tam też są te rośliny.- powiedziała sama do siebie. Jednak gdy tak biegła ujrzała mężczyznę, o mały włos by się na niego uwaliła. Szybko chciała zahamować, jednak potknęła się o kamień i się przewróciła z mocnym hukiem rzucając przez przypadek torbę w stronę mężczyzny.
-Przepraszam!- od razu powiedziała posiadając nadzieje że jegomość się nie obrazi.
<Samael?>
-Jak odprężająco.- powiedziała sama do siebie i wzięła głęboki wdech, las był taki cichy i spokojny kompletne przeciwieństwo miasta. Czasami zazdrościła chłopom i leśniczym że mieli na codzień styczność z naturą. Po chwili dziewczyna przystanęła zobaczyła elfi krzew, korzenie tej rośliny były idealne do tworzenia maści na oparzenia. Od razu trochę podkopała i wzięła parę korzeni chowając je od razu do swej torby. Po chwili wędrówki Tisa schowała swą mapę i wyszła na wielką polanę która według jej informacji była pełna różnych roślin leczniczych. Jednak zamiast ujrzeć piękną zieloną trawę, drzewa i krzewy jej oczom ukazała się szara sceneria. Można było się domyśleć co się tutaj wydarzyło, jednak nie traciła nadziei od razu biegiem ruszyła w stronę lasu.
-Pewnie tam też są te rośliny.- powiedziała sama do siebie. Jednak gdy tak biegła ujrzała mężczyznę, o mały włos by się na niego uwaliła. Szybko chciała zahamować, jednak potknęła się o kamień i się przewróciła z mocnym hukiem rzucając przez przypadek torbę w stronę mężczyzny.
-Przepraszam!- od razu powiedziała posiadając nadzieje że jegomość się nie obrazi.
<Samael?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz