Helena spokojnie dokończyła śniadanie ciesząc się ciszą i brakiem towarzystwa dziwnego demona. Umyła się ignorując jego "Nie kąp się beze mnie", ubrała w piękną czerwoną suknię, która symbolizowała jej dobry nastrój tego dnia, wyperfumowała i opadła na łóżko z głośnym westchnieniem ulgi. Szykował się dość normalny dzień.
***
W tym samym momencie na posesję wszedł pan wielki i dostojny. Z włosami długimi i białymi jakby ktoś je normalnie w wybielaczu wymył. Ubrany jak typowy mag. Długi błękitny płaszcz z wielkimi rękawami, jasne spodnie, obroża na szyi (tak, obroża, taka z kryształem w środku) i oczywiście kostur. Wszystko na jak najlepszym poziomie estetycznym. Żwawym krokiem przekroczył próg domu, Jan nawet nie musiał mu otwierać. I aż go cofnęło! - O kurwa! - tak mu się jakoś wymsknęło na widok - Co to za burdel?! - burdelu w salonie. Odszedł wszystko. Skoro tu wszystko zniszczone to gdzie damulka? O cholera, już może pożegnać się z robotą.
Helena słysząc hałas postanowiła zejść na dół. Ją też cofnęło. - O matko! - Taka delikatniejsza wersja. - Co to za dom rozpusty?! Ravanhael! - Para wściekłych oczu spoczęło na biednym magu.
- Czego chcesz kobieto?! Ja dopiero wszedłem!
- Mój salon!
- No twój, twój, raczej nie mój - powiedział spokojnie zapalając fajkę. Zaraz zacznie go jechać, trzeba się jakoś odstresować.
- Miałeś być wczoraj!
- Jestem dziś, nie cieszysz się? Poza zniszczonym salonem wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- A jak sądzisz, czemu mój salon jest zniszczony?!
- Aaaa... czyli jednak coś się stało?
- Stało się. Stało! Chodź ze mną.
Panna Wetherban wściekłym krokiem ruszyła do ogrodu. Mag kawałek za nią, z miną niezainteresowanego typa, z duszą pełną podekscytowania. W końcu zaczęło się coś dziać.
Helena bez słowa weszła w to męskie grono złożone z Mortimera, Asmistusa, Kojo i Bagażu (bo to facet, nie?). Nie spojrzała na nikogo. Wzrok miała wbity w ziemię, pięści ściśnięte tak, że kostki zbielały. Wulkan zaraz wybuchnie. - ONI SIĘ STALI!!! - O, i wybuchł.
Ravanhael spojrzał na wszystkich po kolei. Mordimer - Dzieciak. - Kojo - Gnom. - Skrzynia - Skrzynia... - Asmistus - ... facet? No wiecie co? Po tak dziwnej kompani spodziewałem się przynajmniej Miss Polonia 2015.
Helena dochodziła do siebie. Oddech ciężki, dyszy i sapie jak lokomotywa. - Z-R-Ó-B C-O-Ś Z NIMI!
- Taaa, teraz to jest "Zrób coś z nimi", a tak to się nawet nie przywita. Nie spyta co u dzieci słychać.
- Co słychać u córki? - syknęła.
- O! - Mag uśmiechnął się promiennie. - Fatalnie. Facet wymienia ją na młodszy model. Ale o ile młodszy to nie wiem, ma jakieś 20 lat. Jak się o tym dowiedziała normalnie wyglądała dosłownie jak ty! A nawet gorzej. Chociaż... - chwila kontemplacji nad jej stanem. - Nie, jednak nie, to ten sam obraz który widziałem przy wyjeździe.
A facetom tylko głowy latały z panny na nowego gościa. - A ty kto?
Białowłosy skłonił im się głęboko. - Ravanhael Venvered, miło mi - powiedział nadal trwając w ukłonie i łypając na nich tymi kolorowymi oczami. Jednym błękitnym jak lód. Drugim czerwonym jak krew. - Prywatna tarcza panny Heleny.
<No panowie? Wanny nie ma, jest Bori xD>
***
W tym samym momencie na posesję wszedł pan wielki i dostojny. Z włosami długimi i białymi jakby ktoś je normalnie w wybielaczu wymył. Ubrany jak typowy mag. Długi błękitny płaszcz z wielkimi rękawami, jasne spodnie, obroża na szyi (tak, obroża, taka z kryształem w środku) i oczywiście kostur. Wszystko na jak najlepszym poziomie estetycznym. Żwawym krokiem przekroczył próg domu, Jan nawet nie musiał mu otwierać. I aż go cofnęło! - O kurwa! - tak mu się jakoś wymsknęło na widok - Co to za burdel?! - burdelu w salonie. Odszedł wszystko. Skoro tu wszystko zniszczone to gdzie damulka? O cholera, już może pożegnać się z robotą.
Helena słysząc hałas postanowiła zejść na dół. Ją też cofnęło. - O matko! - Taka delikatniejsza wersja. - Co to za dom rozpusty?! Ravanhael! - Para wściekłych oczu spoczęło na biednym magu.
- Czego chcesz kobieto?! Ja dopiero wszedłem!
- Mój salon!
- No twój, twój, raczej nie mój - powiedział spokojnie zapalając fajkę. Zaraz zacznie go jechać, trzeba się jakoś odstresować.
- Miałeś być wczoraj!
- Jestem dziś, nie cieszysz się? Poza zniszczonym salonem wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- A jak sądzisz, czemu mój salon jest zniszczony?!
- Aaaa... czyli jednak coś się stało?
- Stało się. Stało! Chodź ze mną.
Panna Wetherban wściekłym krokiem ruszyła do ogrodu. Mag kawałek za nią, z miną niezainteresowanego typa, z duszą pełną podekscytowania. W końcu zaczęło się coś dziać.
Helena bez słowa weszła w to męskie grono złożone z Mortimera, Asmistusa, Kojo i Bagażu (bo to facet, nie?). Nie spojrzała na nikogo. Wzrok miała wbity w ziemię, pięści ściśnięte tak, że kostki zbielały. Wulkan zaraz wybuchnie. - ONI SIĘ STALI!!! - O, i wybuchł.
Ravanhael spojrzał na wszystkich po kolei. Mordimer - Dzieciak. - Kojo - Gnom. - Skrzynia - Skrzynia... - Asmistus - ... facet? No wiecie co? Po tak dziwnej kompani spodziewałem się przynajmniej Miss Polonia 2015.
Helena dochodziła do siebie. Oddech ciężki, dyszy i sapie jak lokomotywa. - Z-R-Ó-B C-O-Ś Z NIMI!
- Taaa, teraz to jest "Zrób coś z nimi", a tak to się nawet nie przywita. Nie spyta co u dzieci słychać.
- Co słychać u córki? - syknęła.
- O! - Mag uśmiechnął się promiennie. - Fatalnie. Facet wymienia ją na młodszy model. Ale o ile młodszy to nie wiem, ma jakieś 20 lat. Jak się o tym dowiedziała normalnie wyglądała dosłownie jak ty! A nawet gorzej. Chociaż... - chwila kontemplacji nad jej stanem. - Nie, jednak nie, to ten sam obraz który widziałem przy wyjeździe.
A facetom tylko głowy latały z panny na nowego gościa. - A ty kto?
Białowłosy skłonił im się głęboko. - Ravanhael Venvered, miło mi - powiedział nadal trwając w ukłonie i łypając na nich tymi kolorowymi oczami. Jednym błękitnym jak lód. Drugim czerwonym jak krew. - Prywatna tarcza panny Heleny.
<No panowie? Wanny nie ma, jest Bori xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz