Layout by Raion

środa, 10 czerwca 2015

Od Nitherna

Po ulicach miasta chodziło już bardzo niewiele ludzi. Raz czy dwa widziałem grupki pijanych mężczyzn szlajających się po biedniejszych dzielnicach. Moje wieczorne wypady do ludzkich osad wynikały z czystej ciekawości. Wychowywałem się tylko i wyłącznie w otoczeniu asurów święcie przekonanych o swojej wyższości nad ludźmi. Większość z nich gardziła też wampirami i demonami. Niektórzy jednak żyli w ciągłym strachu przed przedstawicielami tych ras. Mi ich istnienie było zupełnie obojętnie dopóki nie wchodzili mi w drogę.
Mieszkałem tymczasowo między ludźmi głównie z powodu łatwego zarobku. Wystarczy uratować paru bogaczy, wygrać pojedynki z mocnymi przeciwnikami, sprzedać to i owo na czarnym rynku i ma się życie usłane różami.
Zbliżyłem się do miejsca, w którym znów miałem zarobić małą fortunę. Była to piwnica jednego z okolicznych szlachciców. Dostanie się do środka było aż śmiesznie proste. Jeden z podwładnych gospodarza odebrał mi kołczan ze strzałami oraz sztylet, który nosiłem przy pasie. Nie zdziwiłem się jego zachowaniem. Gdybym ja miał wpuszczać do swojego domu najlepszych wojowników z miasta, też bym im odebrał broń. Posłałem ostatnie spojrzenie na cały mój dobytek, po czym wkroczyłem do pomieszczenia, w którym odbywały się walki.
W powietrzu unosił się dziwny zapach. Mieszanina woni krwi, potu i alkoholu drażniła mój nos. Było bardzo duszno. Tłum ludzi ( jeśli tłumem można nazwać parędziesiąt osób stłoczonych w piwnicy) czekało na swoją kolej w pojedynku lub zakładało się. Zakłady to jedna z moich pomniejszych misji tego wieczora. Podczas gdy ludzie rzucają pieniędzmi na prawo i lewo z łatwością uda mi się ukraść jakąś sumę. Przepychałem się w tłumie czując coraz większe obrzydzenie do ludzi którzy mnie otaczali. Musiałem przeciskać się między spoconymi ciałami aż do muru po drugiej stronie pokoju. Gdy tam dotarłem, oparłem się o zimne cegły i przeczesałem palcami wilgotne od potu włosy. Nie do końca docierały do mnie rechoty otaczających mnie osób.
- Skup się na walce.-burknąłem do siebie. Mimo tego, że nie wiedziałem z kim będę musiał się zmierzyć próbowałem skupić swoje zmysły na dwóch walczących ze sobą mężczyzn gdzieś w środku pomieszczenia. Krzyki radości i frustracji przetoczyły się nagłą falą przez piwnicę oznajmiając mi tym samym, że teraz może być moja szansa. Szybko przedostałem się do miejsca walki, wywołując tym samym pojedyncze przekleństwa sypiące się w moją stronę, gdy nie uważałem kogo popycham. Gdy wreszcie stanąłem przed kolejnym przeciwnikiem, którego według planu miałem powalić na kolana w ciągu dwóch minut, zacząłem zastanawiać się czy nie popełniłem największego błędu w moim życiu.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz