Po ulicach miasta chodziło już bardzo niewiele ludzi. Raz czy dwa
widziałem grupki pijanych mężczyzn szlajających się po biedniejszych
dzielnicach. Moje wieczorne wypady do ludzkich osad wynikały z czystej
ciekawości. Wychowywałem się tylko i wyłącznie w otoczeniu asurów
święcie przekonanych o swojej wyższości nad ludźmi. Większość z nich
gardziła też wampirami i demonami. Niektórzy jednak żyli w ciągłym
strachu przed przedstawicielami tych ras. Mi ich istnienie było zupełnie
obojętnie dopóki nie wchodzili mi w drogę.
Mieszkałem tymczasowo między ludźmi głównie z powodu łatwego zarobku. Wystarczy uratować paru bogaczy, wygrać pojedynki z mocnymi przeciwnikami, sprzedać to i owo na czarnym rynku i ma się życie usłane różami.
Zbliżyłem się do miejsca, w którym znów miałem zarobić małą fortunę. Była to piwnica jednego z okolicznych szlachciców. Dostanie się do środka było aż śmiesznie proste. Jeden z podwładnych gospodarza odebrał mi kołczan ze strzałami oraz sztylet, który nosiłem przy pasie. Nie zdziwiłem się jego zachowaniem. Gdybym ja miał wpuszczać do swojego domu najlepszych wojowników z miasta, też bym im odebrał broń. Posłałem ostatnie spojrzenie na cały mój dobytek, po czym wkroczyłem do pomieszczenia, w którym odbywały się walki.
W powietrzu unosił się dziwny zapach. Mieszanina woni krwi, potu i alkoholu drażniła mój nos. Było bardzo duszno. Tłum ludzi ( jeśli tłumem można nazwać parędziesiąt osób stłoczonych w piwnicy) czekało na swoją kolej w pojedynku lub zakładało się. Zakłady to jedna z moich pomniejszych misji tego wieczora. Podczas gdy ludzie rzucają pieniędzmi na prawo i lewo z łatwością uda mi się ukraść jakąś sumę. Przepychałem się w tłumie czując coraz większe obrzydzenie do ludzi którzy mnie otaczali. Musiałem przeciskać się między spoconymi ciałami aż do muru po drugiej stronie pokoju. Gdy tam dotarłem, oparłem się o zimne cegły i przeczesałem palcami wilgotne od potu włosy. Nie do końca docierały do mnie rechoty otaczających mnie osób.
- Skup się na walce.-burknąłem do siebie. Mimo tego, że nie wiedziałem z kim będę musiał się zmierzyć próbowałem skupić swoje zmysły na dwóch walczących ze sobą mężczyzn gdzieś w środku pomieszczenia. Krzyki radości i frustracji przetoczyły się nagłą falą przez piwnicę oznajmiając mi tym samym, że teraz może być moja szansa. Szybko przedostałem się do miejsca walki, wywołując tym samym pojedyncze przekleństwa sypiące się w moją stronę, gdy nie uważałem kogo popycham. Gdy wreszcie stanąłem przed kolejnym przeciwnikiem, którego według planu miałem powalić na kolana w ciągu dwóch minut, zacząłem zastanawiać się czy nie popełniłem największego błędu w moim życiu.
<Ktoś?>
Mieszkałem tymczasowo między ludźmi głównie z powodu łatwego zarobku. Wystarczy uratować paru bogaczy, wygrać pojedynki z mocnymi przeciwnikami, sprzedać to i owo na czarnym rynku i ma się życie usłane różami.
Zbliżyłem się do miejsca, w którym znów miałem zarobić małą fortunę. Była to piwnica jednego z okolicznych szlachciców. Dostanie się do środka było aż śmiesznie proste. Jeden z podwładnych gospodarza odebrał mi kołczan ze strzałami oraz sztylet, który nosiłem przy pasie. Nie zdziwiłem się jego zachowaniem. Gdybym ja miał wpuszczać do swojego domu najlepszych wojowników z miasta, też bym im odebrał broń. Posłałem ostatnie spojrzenie na cały mój dobytek, po czym wkroczyłem do pomieszczenia, w którym odbywały się walki.
W powietrzu unosił się dziwny zapach. Mieszanina woni krwi, potu i alkoholu drażniła mój nos. Było bardzo duszno. Tłum ludzi ( jeśli tłumem można nazwać parędziesiąt osób stłoczonych w piwnicy) czekało na swoją kolej w pojedynku lub zakładało się. Zakłady to jedna z moich pomniejszych misji tego wieczora. Podczas gdy ludzie rzucają pieniędzmi na prawo i lewo z łatwością uda mi się ukraść jakąś sumę. Przepychałem się w tłumie czując coraz większe obrzydzenie do ludzi którzy mnie otaczali. Musiałem przeciskać się między spoconymi ciałami aż do muru po drugiej stronie pokoju. Gdy tam dotarłem, oparłem się o zimne cegły i przeczesałem palcami wilgotne od potu włosy. Nie do końca docierały do mnie rechoty otaczających mnie osób.
- Skup się na walce.-burknąłem do siebie. Mimo tego, że nie wiedziałem z kim będę musiał się zmierzyć próbowałem skupić swoje zmysły na dwóch walczących ze sobą mężczyzn gdzieś w środku pomieszczenia. Krzyki radości i frustracji przetoczyły się nagłą falą przez piwnicę oznajmiając mi tym samym, że teraz może być moja szansa. Szybko przedostałem się do miejsca walki, wywołując tym samym pojedyncze przekleństwa sypiące się w moją stronę, gdy nie uważałem kogo popycham. Gdy wreszcie stanąłem przed kolejnym przeciwnikiem, którego według planu miałem powalić na kolana w ciągu dwóch minut, zacząłem zastanawiać się czy nie popełniłem największego błędu w moim życiu.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz