Za ciepło, za słonecznie, za parno. Agares często zastanawiał się czemu Bóg stworzył słońce? Duża kula gazowa robiąca więcej szkody niż pożytku. Susze. Susze. Susze. Udary, przegrzania, oparzenia. Ech, szkoda gadać. Jedyny plus w tym wszystkim jest taki, że do jego terenów słońca dochodzi mało. Może za to podziękować swojemu wrodzonemu talentowi do zastraszania. Powiedz kilka "miłych" słówek zapoznanemu magowi, pokarz mu krokodyla, pobaw się DNA i zrobi dla ciebie wszystko. Włącznie z czyszczeniem toalety. No ale przecież nie po to aż tak się wysilał! Staruszek rzucił jakieś zaklęcie i mamy tu wieczną północ (jest chyba coś takiego). I w takich warunkach można pracować.
Myśląc "praca" chodziło mu raczej o relaksowanie się w samotności. Nad morzem.
I właśnie szlag jasny strzelił jego samotną relaksację. "Bla bla bla" czyli kobieta. Tia, jeszcze tego brakowało. Agares leniwie odwrócił głowę. Kobieta. Mała. Wyglądająca dość zabawnie. Ech, karanie jej za zakłócenie świętego spokoju tak szybko nie jest dobrym pomysłem. Może najpierw dowie się co robi na tym pustkowiu.
- Imię. - Ton typowego pana bibliotekarza, który zapomniał na czyją kartę zapisać numer danej książki.
- Pedrita.
O! Nawet się nie zająkała. A to dziwne, wygląda na dość nieśmiałą.
- Powiedz mi Pedrity, co tutaj robisz?
- Szukam drogi do miasteczka. Którędy?
- Oh! Dopiero przyszłaś a już chcesz uciekać? - Agares poklepał miejsce obok siebie. Tak łatwo jej nie wypuści. - Siadaj. Pogadamy.
No tego naprawdę się nie spodziewał. Może to jego wina? Może stracił swój wygląd okrutnego mordercy? Usiadła obok niego. Tylko się zabić.
- Wiesz Pedrity, nie tak łatwo dostać się do "najbliższego miasteczka". Ale wiesz co? Możesz być moim gościem [czyt. więźniem do puki mi się nie znudzi]. Jak już opowiesz mi wszystkie ciekawe historie jakie znasz, odprowadzę cię do miasta. Co ty na to?
Jakież to żałosne. Ech, więzić a nie zabijać. WIdać że wszyscy się zmieniają.
<Perdity? Widzisz, nie jest tak źle. Agi ma na razie umiarkowany humor xD>
Myśląc "praca" chodziło mu raczej o relaksowanie się w samotności. Nad morzem.
I właśnie szlag jasny strzelił jego samotną relaksację. "Bla bla bla" czyli kobieta. Tia, jeszcze tego brakowało. Agares leniwie odwrócił głowę. Kobieta. Mała. Wyglądająca dość zabawnie. Ech, karanie jej za zakłócenie świętego spokoju tak szybko nie jest dobrym pomysłem. Może najpierw dowie się co robi na tym pustkowiu.
- Imię. - Ton typowego pana bibliotekarza, który zapomniał na czyją kartę zapisać numer danej książki.
- Pedrita.
O! Nawet się nie zająkała. A to dziwne, wygląda na dość nieśmiałą.
- Powiedz mi Pedrity, co tutaj robisz?
- Szukam drogi do miasteczka. Którędy?
- Oh! Dopiero przyszłaś a już chcesz uciekać? - Agares poklepał miejsce obok siebie. Tak łatwo jej nie wypuści. - Siadaj. Pogadamy.
No tego naprawdę się nie spodziewał. Może to jego wina? Może stracił swój wygląd okrutnego mordercy? Usiadła obok niego. Tylko się zabić.
- Wiesz Pedrity, nie tak łatwo dostać się do "najbliższego miasteczka". Ale wiesz co? Możesz być moim gościem [czyt. więźniem do puki mi się nie znudzi]. Jak już opowiesz mi wszystkie ciekawe historie jakie znasz, odprowadzę cię do miasta. Co ty na to?
Jakież to żałosne. Ech, więzić a nie zabijać. WIdać że wszyscy się zmieniają.
<Perdity? Widzisz, nie jest tak źle. Agi ma na razie umiarkowany humor xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz