Layout by Raion

środa, 10 czerwca 2015

Od Asmistusa - Cd. Cacerdotisy

- I ty to nazywasz miastem?! - warknął Asmistus drapiąc skrzydła które nieposłusznie sterczały jak u kurczaka.
Słonko grzało jeszcze niemiłosiernie, a ciężki, czarny płaszcz ciążył. I jakby nie patrzeć grzał niczym dobry piekarnik.
- Miasto. Ładne. Paaachnie. - powiedział goblin wdychając zapach ścieków.
Demon prychnął, poprawiając po raz kolejny płaszcz. Puścił kilka pięknych wiązanek pod jego adresem, dodatkowo dostało się wiewiórce siedzącej na gałęzi. Teraz była zaledwie kupką popiołów.
- Pachnie... no jasne. - mruknął. - Ale jak się nazy... - poczuł mocny wstrząs z tyłu. Celowo upadł jak długi w kurzawę drogi. W końcu biedny jest i taki słaby. Jak wielkie było jego zdumienie gdy niedoszła ofiara zainteresowała się goblinem! Goblinem!
Usiadł po turecku, przekrzywiając głowę. Tymczasem Kojo nie był bynajmniej zadowolony. Zrzucił ciężki kufer za siebie i cofał się strwożony.
- Mi...Mi...Miszczu! Ona chce mnie tknąć.
- Noo. W końcu to kobieta. Podobno lubią małe stworki. - stwierdził demon otrzepując brudny płaszcz.
- Ale Miszczu! - pisnął biegnąc ile sił w nogach.
- Nie zrzędź. Pocierpisz i sobie pójdzie.
Biegnąc potknął się kilka razy o własne nogi, aż w końcu wylądował naprzeciw niego chowając się pod płaszcz. Asmistus spojrzał na dziewczynę najbardziej karcącym spojrzeniem na jaki było go stać. Czymś w rodzaju: Zaraz spłoniesz słoneczko.
- Widzisz co narobiłaś? Przestraszyłaś mojego niewolnika. - prychnął niezadowolony. - Sklepik zamknięty! Ślina goblina jest tylko moja.

<Cacerdotisy?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz