Asmistus oparł głowę na dłoni i słuchał z zainteresowaniem. Czy udawał? Zapewne. Grunt jednak, że sprawiał odpowiednie wrażenie. W między czasie ładna dziewczyna przyniosła zamówione jedzenie. Posłała demonowi zalotne spojrzenie. Zapewne uciekłaby z krzykiem gdyby miał odkryte skrzydła. Zignorował ją, zajęty towarzyszką. Gdy trzasnęła dłonią w blat omal nie wylała piwa. Asmistus przyglądał się temu z lekkim pobłażaniem. Jakby była podopieczną której właśnie puściły nerwy. Dryblas był jednak innego zdania. Przechodził akurat i dostał dłonią w wielki brzuchol. Zapewne Tisę bardziej zabolało, gdyż nosił stary, ale całkiem porządny napierśnik. Spojrzał wściekły, podchodząc i chwytając ją mocno za ramiona. Uniósł z łatwością, potrząsając.
- Uważaj co robisz głupia! - puścił ją brutalnie aż ponownie usiadła.
Zaśmiał paskudnie. Jakby z tylko dla siebie słyszalnego żartu. Spojrzał niepewnie na siedzącego demona.
- A ty co się gapisz? - splunął, ocierając czerwoną twarz.
- Na kompletnego idiotę, zapewne nie potrafiącego zrozumieć co mówię. - stwierdził z lekkim uśmieszkiem, splatając dłonie przed sobą.
Wojownik zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Warknął coś niezrozumiale, trzasnął dłonią w blat, wylewając piwo.
- Co!?
Asmistus uśmiechnął się porozumiewawczo do dziewczyny. A jednak miał rację. Przeciwnik nie grzeszył rozumem.
- Zrobię ci przysługę, chcesz?
Dryblas podrapał się po głowie. Nie zdążyłby nawet pisnąć, ale wtrącił się ktoś jeszcze. Słychać było tylko ciche puff, gdy chmura ziół została zdmuchnięta prosto w nos przeciwnika. Kichnął, zachwiał się i runął jak długi. Za nim stał młody chłopak z szerokim uśmiechem.
- Asmistusie, znowu ratuję ci życie. - stwierdził dosiadając się do stołu.
- Nie mi, raczej im.
- No... na jedno wychodzi. - spojrzał na dziewczynę i skłonił głowę. - Mordimer Laime. Witam. Czy ten demon Panienkę drażnił?
- Jak każdego. - mruknął w odpowiedzi, niepytany. - Ale jeszcze nie uciekła.
<Cacerdotisy? :D >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asmitus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asmitus. Pokaż wszystkie posty
piątek, 19 czerwca 2015
środa, 17 czerwca 2015
Od Asmistusa - Cd. Heleny
Mordimer w końcu zszedł z drzewa a Kojo, cóż. Najzwyczajniej zleciał, z głośnym wrzaskiem.
- Prywatna...tarcza? Prywatna? - wyszeptał nekromanta, dosłownie gasnąc jak świeca przez powiew wiatru.
Spojrzał gdzieś w bok, nieco nieobecny. Przetrawiając nowe informacje. Demon tymczasem podszedł do nowo przybyłego i objął jak brata.
- Dobrze cię poznać! Jestem Asmistus Nevalos. Pewnie mnie nie znasz. Taki tam mały, nic nie znaczący czarodziej.
- Właściwie iluzjonista. - dodał Mordimer, podchodząc wymuszenie.
- No... przywoływacz.
- Kanciarz. - nekromanta skrzyżował ręce na piersi, patrząc groźnie.
- Kan...co?! - wrzasnął demon. - Nie, nie... ja prawdziwym magiem jestem. Słowo honoru. - trzasnął się w pierś.
Mordimer prychnął, bynajmniej nie rozbawiony. Widać humor popsuł mu się okropnie.
- Nie wiesz co to słowo znaczy.
Asmistus zmrużył nieco oczy. Nieme ostrzeżenie, że jeszcze chwila i Helenka dorobi się nowego drzewka w ogródku. Zaraz potem uśmiechnął się radośnie. Niczym harpia czekająca szykująca atak z powietrza.
- Ravanhaelu zaprosiłbym cię na herbatę i coś zdecydowanie mocniejszego, ale co dopiero przybyłem do tego jakże urokliwego i zgubionego zapewne miasta. Więc... sam rozumiesz.
Ruszył energicznym krokiem w kierunku domostwa Przywódczyni.
- Nie masz nic przeciw moja droga, że wypijemy w salonie?
- Salon nie istnieje. - warknął Mordimer. - Dzięki temu czemuś. - wskazał łaszący się do nóg demona kufer.
- To Coś ma uczucia. Uważaj nekromanto bo odgryzie ci głowę. - przejechał palcami po chropowatej powierzchni bagażu. - Salon, salon... to on zawsze tak nie wyglądał? Ciekawe. - dodał idąc dalej przed siebie.
Mordimer spojrzał na Helenę. Wydawała się nadal nieco... rozregulowana. Skłonił się sztywno, jakby z grymasem na twarzy.
- Pani wybaczy, ale sądzę, że szanowny mag będzie zdecydowanie lepszą ochroną od marnego nekromanty. - odwrócił się i ruszył przed siebie, chcąc jak najszybciej zaszyć się w jakimś ustronnym miejscu.
Jak najdalej od żywych. Tymczasem demon spojrzał niezadowolony na Helenę.
- No? Jako pani domu powinnaś nas ugościć, nie?
<Helenko? ;) >
- Prywatna...tarcza? Prywatna? - wyszeptał nekromanta, dosłownie gasnąc jak świeca przez powiew wiatru.
Spojrzał gdzieś w bok, nieco nieobecny. Przetrawiając nowe informacje. Demon tymczasem podszedł do nowo przybyłego i objął jak brata.
- Dobrze cię poznać! Jestem Asmistus Nevalos. Pewnie mnie nie znasz. Taki tam mały, nic nie znaczący czarodziej.
- Właściwie iluzjonista. - dodał Mordimer, podchodząc wymuszenie.
- No... przywoływacz.
- Kanciarz. - nekromanta skrzyżował ręce na piersi, patrząc groźnie.
- Kan...co?! - wrzasnął demon. - Nie, nie... ja prawdziwym magiem jestem. Słowo honoru. - trzasnął się w pierś.
Mordimer prychnął, bynajmniej nie rozbawiony. Widać humor popsuł mu się okropnie.
- Nie wiesz co to słowo znaczy.
Asmistus zmrużył nieco oczy. Nieme ostrzeżenie, że jeszcze chwila i Helenka dorobi się nowego drzewka w ogródku. Zaraz potem uśmiechnął się radośnie. Niczym harpia czekająca szykująca atak z powietrza.
- Ravanhaelu zaprosiłbym cię na herbatę i coś zdecydowanie mocniejszego, ale co dopiero przybyłem do tego jakże urokliwego i zgubionego zapewne miasta. Więc... sam rozumiesz.
Ruszył energicznym krokiem w kierunku domostwa Przywódczyni.
- Nie masz nic przeciw moja droga, że wypijemy w salonie?
- Salon nie istnieje. - warknął Mordimer. - Dzięki temu czemuś. - wskazał łaszący się do nóg demona kufer.
- To Coś ma uczucia. Uważaj nekromanto bo odgryzie ci głowę. - przejechał palcami po chropowatej powierzchni bagażu. - Salon, salon... to on zawsze tak nie wyglądał? Ciekawe. - dodał idąc dalej przed siebie.
Mordimer spojrzał na Helenę. Wydawała się nadal nieco... rozregulowana. Skłonił się sztywno, jakby z grymasem na twarzy.
- Pani wybaczy, ale sądzę, że szanowny mag będzie zdecydowanie lepszą ochroną od marnego nekromanty. - odwrócił się i ruszył przed siebie, chcąc jak najszybciej zaszyć się w jakimś ustronnym miejscu.
Jak najdalej od żywych. Tymczasem demon spojrzał niezadowolony na Helenę.
- No? Jako pani domu powinnaś nas ugościć, nie?
<Helenko? ;) >
Od Asmistusa - Cd. Heleny
Przez cały czas dość zabawnej scenki Asmistus leżał z pół przymkniętymi oczami i zadowoloną miną. Spoglądał ze spokojem wokół, sycąc się wszystkim. Dawno nie nabawił się aż tak, kosztem innych oczywiście. Tym bardziej nerwowej kobiety. Zwykle traktowano go nieco inaczej. Chyba jednak dobrze zrobił dołączając do organizacji. Zawsze może zabić przywódczynię nieco później.
Ziewnął, przeciągając ciało leniwie. Wstał, prostując wielkie, czarne skrzydła.
- Jak się spało kochanie? Nie, nie mów. Na pewno cudnie skoro padłaś jak przysłowiowy zombie. - usiadł obok na łóżku i podkradł nieco śniadania.
Skrzywił się z odrazą.
- Ohyda. Jak możesz to jeść? Masz gdzieś wannę? - rozglądał się nieco sennym wzrokiem. - Bez porannej kąpieli jestem potworem.
Usłyszeli mocny huk i trzask, jakby pękającego drewna. Asmistus uśmiechnął się lekko.
- Chyba nasi goście dokazują bardziej niż chciałem. - stłumione krzyki dobiegały z parteru. Jakby wtargnęła tam cała grupa krasnoludów. Gdy jednak wszystko ucichło, demon wstał, z zamiarem pozbierania części ocalałych.
Wyszedł bez słowa z pokoju Heleny. Spojrzał jeszcze u progu.
- Nie kąp się beze mnie. - puścił jej oko, idąc niezbyt pospiesznie na parter.
Oczom ukazał się widok niczym po bitwie. Salon dosłownie w strzępach. Piękna sofa wyglądała jakby ostrzył sobie na niej pazury kot szablozębny. Krzesła niczym gryzak smoka, nawet nieco nadpalone. Tapety spopielone, żyrandol na podłodze, w co najmniej setce części.
Demon zagwizdał z podziwem.
- No ładnie. W tak krótkim czasie? Kojo? - zajrzał pod niewielki stolik ze śladami chyba pazurów. Niestety goblina nadal nie było. - Nie bój się, nie zabiję cię... jeszcze. - dodał szeptem.
Zajrzał do szafy z dziwnymi szkiełkami. O dziwo pozostały całe. Ostrożnie zamknął chwytając jedną filiżankę.
- Mordimer? Żyjesz jeszcze?
Ciche mamrotanie dobiegło od strony okien. Nie mógł zrozumieć słów ale nie zwiastowały niczego dobrego. Demon spokojnie podszedł, podrzucając filiżankę ze znudzeniem. Odsłonił zasłony i zamarł. W ścianie ziała pokaźna dziura do ogrodu.
- No... Helena mnie zabije. Trudno. - wzruszył ramionami idąc po śladach zniszczeń.
Podejrzewał co się stało. Zapewne w końcu zbudzono Bagaż z hibernacji. Może coś go wystraszyło i proszę. Pobawił się gryząc co tylko mógł.
- Biedaczysko. - wśród zadeptanej trawy spostrzegł resztki sofy i jakieś kwiatki. W końcu doszedł do wielkiej polanki, zapewne kiedyś całkiem urokliwej. Wyglądała teraz raczej jak pole bitwy. Na jedynym nie powalonym drzewie siedział Mordimer, rozczochrany i blady. Tuż obok Kojo, wczepiony w korę niczym kot. Na samym dole zaś wielki kufer podskakiwał na tysiącu nóżek, kłapiąc paskudnie wiekiem.
- Em... Bagaż? - wyszeptał.
Dziwna skrzynia stanęła odwracając się przodem do Asmistusa. Z niesamowitą prędkością podbiegła do właściciela. Obiegła wokół i stanęła otwierając wieko. W środku było czyste ubranie, ręczniki, i olejki do kąpieli. Najwyraźniej doskonale znał poranny rytuał.
<Helenko? ;) Dawaj wannę >
Ziewnął, przeciągając ciało leniwie. Wstał, prostując wielkie, czarne skrzydła.
- Jak się spało kochanie? Nie, nie mów. Na pewno cudnie skoro padłaś jak przysłowiowy zombie. - usiadł obok na łóżku i podkradł nieco śniadania.
Skrzywił się z odrazą.
- Ohyda. Jak możesz to jeść? Masz gdzieś wannę? - rozglądał się nieco sennym wzrokiem. - Bez porannej kąpieli jestem potworem.
Usłyszeli mocny huk i trzask, jakby pękającego drewna. Asmistus uśmiechnął się lekko.
- Chyba nasi goście dokazują bardziej niż chciałem. - stłumione krzyki dobiegały z parteru. Jakby wtargnęła tam cała grupa krasnoludów. Gdy jednak wszystko ucichło, demon wstał, z zamiarem pozbierania części ocalałych.
Wyszedł bez słowa z pokoju Heleny. Spojrzał jeszcze u progu.
- Nie kąp się beze mnie. - puścił jej oko, idąc niezbyt pospiesznie na parter.
Oczom ukazał się widok niczym po bitwie. Salon dosłownie w strzępach. Piękna sofa wyglądała jakby ostrzył sobie na niej pazury kot szablozębny. Krzesła niczym gryzak smoka, nawet nieco nadpalone. Tapety spopielone, żyrandol na podłodze, w co najmniej setce części.
Demon zagwizdał z podziwem.
- No ładnie. W tak krótkim czasie? Kojo? - zajrzał pod niewielki stolik ze śladami chyba pazurów. Niestety goblina nadal nie było. - Nie bój się, nie zabiję cię... jeszcze. - dodał szeptem.
Zajrzał do szafy z dziwnymi szkiełkami. O dziwo pozostały całe. Ostrożnie zamknął chwytając jedną filiżankę.
- Mordimer? Żyjesz jeszcze?
Ciche mamrotanie dobiegło od strony okien. Nie mógł zrozumieć słów ale nie zwiastowały niczego dobrego. Demon spokojnie podszedł, podrzucając filiżankę ze znudzeniem. Odsłonił zasłony i zamarł. W ścianie ziała pokaźna dziura do ogrodu.
- No... Helena mnie zabije. Trudno. - wzruszył ramionami idąc po śladach zniszczeń.
Podejrzewał co się stało. Zapewne w końcu zbudzono Bagaż z hibernacji. Może coś go wystraszyło i proszę. Pobawił się gryząc co tylko mógł.
- Biedaczysko. - wśród zadeptanej trawy spostrzegł resztki sofy i jakieś kwiatki. W końcu doszedł do wielkiej polanki, zapewne kiedyś całkiem urokliwej. Wyglądała teraz raczej jak pole bitwy. Na jedynym nie powalonym drzewie siedział Mordimer, rozczochrany i blady. Tuż obok Kojo, wczepiony w korę niczym kot. Na samym dole zaś wielki kufer podskakiwał na tysiącu nóżek, kłapiąc paskudnie wiekiem.
- Em... Bagaż? - wyszeptał.
Dziwna skrzynia stanęła odwracając się przodem do Asmistusa. Z niesamowitą prędkością podbiegła do właściciela. Obiegła wokół i stanęła otwierając wieko. W środku było czyste ubranie, ręczniki, i olejki do kąpieli. Najwyraźniej doskonale znał poranny rytuał.
<Helenko? ;) Dawaj wannę >
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Od Heleny - Cd. Asmistusa
Przyjemne otyle o ile nie mówi przez sen. Lub nie śpiewa. Dość często zdarza jej się to pierwsze, drugie rzadziej. Kiedyś była nawet zabawna sytuacja w której leżąc na plecach uniosła do góry wszystkie kończyny licząc czas "do odlotu". Później wypierała się, że nic takiego nie miało miejsca.
Cóż jej się śniło? Nic się nie śniło. Zasnęła szybko, obudziła się z pierwszym promykiem słońca. Spojrzała na zegar: 6.00. To jest dopiero wyczucie. Zaraz przyjdzie służąca, spyta się jak się spało, postawi śniadanie, odsłoni okna, przygotuje suknie i wyjdzie jak zawsze uśmiechnięta.
Helena ziewnęła kilkakrotnie i znów się położyła. Będzie korzystać z tych chwil spokoju puki może.
Puk. Puk. Puk.
Nawet jeżeli nie dostanie odpowiedzi to wejdzie. O, właśnie weszła. Taca ze śniadaniem, promienny uśmiech, ale chwila, czemu ona się zatrzymała?
- P-pani, przepraszam, może przyjdę później... - Zaczęła powoli się wycofywać.
- A czemuż to? Nie pogardzę śniadaniem w swoim własnym domu.
- D-dobrze pani, w takim razie zaraz wrócę z porcją dla dwóch osób.
- Jakich dwóch osób?
Czyżby chodziło jej o Maurycego? Coś jej się musiało chyba pokręcić w tej młodej główce. Helena wychyliła się do przodu żeby przywitać się z pupilem. Całkiem o nim zapomniała.
.../.../...
- O Boże przenajświętszy i wszystkie demony! Asmitus! - To taki szok, że aż ją machnęło do tyłu. Spadła. Znowu. Odezwał się instynkt terytorialny dziecka. Helena wczołgała się pod łóżko i wyszła z drugiej strony (a raczej wyszła jedynie głowa). Spojrzała na niego gniewnie. - Co ty robisz na mojej podłodze?!
- Leżę.
- Leżysz! Ha! Jeszcze czego! A gdybym ja ci powiedziała, że leżę na twojej podłodze do uwierzył byś mi?!
- Raczej tak.
- Pani, może przyjdę później? - spytała zbita z tropu służąca.
- Nie! Zostań, będziesz świadkiem.
- Świadkiem czego pani?
- Jeszcze nie wiem, ale skoro on tu leży to nie może dobrze się to skończyć. Albo nie... Nie ma go tu.
- Chyba jednak jestem.
- Nie ma. - Helena wyczołgała się z drugiej strony, wdrapała na łóżko i czekała na typowy rozwój wydarzeń. - Wyjdź i zacznijmy to normalnie.
Szefowej się słucha. Młoda kobieta wyszła zamykając za sobą drzwi.
Puk. Puk. Puk.
Weszła. Ponad wszystko próbowała ukryć zmieszanie. - Dzień dobry, jak się spało? - dość drętwo.
Helena natomiast nie miała najmniejszego problemu z odgrywaniem tej sceny. - Dobrze, dziękuję.
Dziewczyna oddała tacę ze śniadaniem szefowej, odsłoniła okna (od razu jaśniej się zrobiło), z garderoby przyniosła suknie. Piękną, krwistoczerwoną suknie. - Smacznego pani. Czy przynieść coś jeszcze?
- Nie, dziękuję. Możesz odejść.
I oto kolejny dowód na to, że niezła z niej aktorka.
<Asmitus? Śniadanko, ale nie dla ciebie :P>
Cóż jej się śniło? Nic się nie śniło. Zasnęła szybko, obudziła się z pierwszym promykiem słońca. Spojrzała na zegar: 6.00. To jest dopiero wyczucie. Zaraz przyjdzie służąca, spyta się jak się spało, postawi śniadanie, odsłoni okna, przygotuje suknie i wyjdzie jak zawsze uśmiechnięta.
Helena ziewnęła kilkakrotnie i znów się położyła. Będzie korzystać z tych chwil spokoju puki może.
Puk. Puk. Puk.
Nawet jeżeli nie dostanie odpowiedzi to wejdzie. O, właśnie weszła. Taca ze śniadaniem, promienny uśmiech, ale chwila, czemu ona się zatrzymała?
- P-pani, przepraszam, może przyjdę później... - Zaczęła powoli się wycofywać.
- A czemuż to? Nie pogardzę śniadaniem w swoim własnym domu.
- D-dobrze pani, w takim razie zaraz wrócę z porcją dla dwóch osób.
- Jakich dwóch osób?
Czyżby chodziło jej o Maurycego? Coś jej się musiało chyba pokręcić w tej młodej główce. Helena wychyliła się do przodu żeby przywitać się z pupilem. Całkiem o nim zapomniała.
.../.../...
- O Boże przenajświętszy i wszystkie demony! Asmitus! - To taki szok, że aż ją machnęło do tyłu. Spadła. Znowu. Odezwał się instynkt terytorialny dziecka. Helena wczołgała się pod łóżko i wyszła z drugiej strony (a raczej wyszła jedynie głowa). Spojrzała na niego gniewnie. - Co ty robisz na mojej podłodze?!
- Leżę.
- Leżysz! Ha! Jeszcze czego! A gdybym ja ci powiedziała, że leżę na twojej podłodze do uwierzył byś mi?!
- Raczej tak.
- Pani, może przyjdę później? - spytała zbita z tropu służąca.
- Nie! Zostań, będziesz świadkiem.
- Świadkiem czego pani?
- Jeszcze nie wiem, ale skoro on tu leży to nie może dobrze się to skończyć. Albo nie... Nie ma go tu.
- Chyba jednak jestem.
- Nie ma. - Helena wyczołgała się z drugiej strony, wdrapała na łóżko i czekała na typowy rozwój wydarzeń. - Wyjdź i zacznijmy to normalnie.
Szefowej się słucha. Młoda kobieta wyszła zamykając za sobą drzwi.
Puk. Puk. Puk.
Weszła. Ponad wszystko próbowała ukryć zmieszanie. - Dzień dobry, jak się spało? - dość drętwo.
Helena natomiast nie miała najmniejszego problemu z odgrywaniem tej sceny. - Dobrze, dziękuję.
Dziewczyna oddała tacę ze śniadaniem szefowej, odsłoniła okna (od razu jaśniej się zrobiło), z garderoby przyniosła suknie. Piękną, krwistoczerwoną suknie. - Smacznego pani. Czy przynieść coś jeszcze?
- Nie, dziękuję. Możesz odejść.
I oto kolejny dowód na to, że niezła z niej aktorka.
<Asmitus? Śniadanko, ale nie dla ciebie :P>
Od Asmistusa - Cd. Heleny
- Co z Lady? - zapytał Mordimer zachodząc mu drogę.
- Kim?
- Daj spokój. Wiesz o kogo...
- Aaa denatka? No leży sobie. - odparł z uśmiechem demon, wymijając go. - Widziałeś gdzieś poduszki?!
- Denatka?! Coś ty zrobił!
- Poduszki. Skup się, choć raz.
- Asmistusie! - nie ustępował, tupiąc nogą.
Demon westchnął, siadając na podłodze obok kufra. Gładził delikatnie jego powierzchnię, niemal instynktownie.
- No żyje, żyje. - wstał szukając dalej poduszek. - Przynajmniej na razie. - dodał znacznie ciszej.
- Po co ci poduszki? Nie sypiasz.
- Mhm a widziałeś jakąś? Mam!- wydobył z szafy i z dumą zdobywcy ruszył ponownie do komnaty Heleny.
- Co Ty... - zaczął ponownie nekromanta.
Nie dokończył gdyż demon stanął z iście diabelskim uśmiechem.
- Drażnisz mnie. - rzucił w jego stronę jakiś przedmiot. Niepozorny i błyszczący. Chłopak nie zdołał się uchylić. Niby nic wielkiego. Niepozorna fiolka z błyszczącym płynem, rozbiła się u jego stóp. W jednej chwili owionęła go chmura dymu. Nie zdążył nawet pisnąć. Na miejscu Mordimera stał ładny wazonik.
- No widzisz? Mnie się nie denerwuje. - chwycił przedmiot, odstawiając na komodę.
Westchnął zadowolony, napawając się ciszą. Uchylił drzwi komnaty Heleny. Czuł mocny zapach świeżo zgaszonej świecy. Wszedł na paluszkach, idąc do łóżka. Ułożył poduszkę zaraz obok, na podłodze. Wyjątkowo cicho zajął w miarę wygodną pozycję. I tak nie miał zamiaru spać. Nigdy nie sypiał. Ale wsłuchiwanie się w oddech Heleny było całkiem przyjemne.
<Helenko? ;) Śniadanko? >
- Kim?
- Daj spokój. Wiesz o kogo...
- Aaa denatka? No leży sobie. - odparł z uśmiechem demon, wymijając go. - Widziałeś gdzieś poduszki?!
- Denatka?! Coś ty zrobił!
- Poduszki. Skup się, choć raz.
- Asmistusie! - nie ustępował, tupiąc nogą.
Demon westchnął, siadając na podłodze obok kufra. Gładził delikatnie jego powierzchnię, niemal instynktownie.
- No żyje, żyje. - wstał szukając dalej poduszek. - Przynajmniej na razie. - dodał znacznie ciszej.
- Po co ci poduszki? Nie sypiasz.
- Mhm a widziałeś jakąś? Mam!- wydobył z szafy i z dumą zdobywcy ruszył ponownie do komnaty Heleny.
- Co Ty... - zaczął ponownie nekromanta.
Nie dokończył gdyż demon stanął z iście diabelskim uśmiechem.
- Drażnisz mnie. - rzucił w jego stronę jakiś przedmiot. Niepozorny i błyszczący. Chłopak nie zdołał się uchylić. Niby nic wielkiego. Niepozorna fiolka z błyszczącym płynem, rozbiła się u jego stóp. W jednej chwili owionęła go chmura dymu. Nie zdążył nawet pisnąć. Na miejscu Mordimera stał ładny wazonik.
- No widzisz? Mnie się nie denerwuje. - chwycił przedmiot, odstawiając na komodę.
Westchnął zadowolony, napawając się ciszą. Uchylił drzwi komnaty Heleny. Czuł mocny zapach świeżo zgaszonej świecy. Wszedł na paluszkach, idąc do łóżka. Ułożył poduszkę zaraz obok, na podłodze. Wyjątkowo cicho zajął w miarę wygodną pozycję. I tak nie miał zamiaru spać. Nigdy nie sypiał. Ale wsłuchiwanie się w oddech Heleny było całkiem przyjemne.
<Helenko? ;) Śniadanko? >
Od Asmistusa - Cd. Heleny
Mordimer widząc, że zapisała mu statek aż oniemiał. Jeszcze nigdy nikt czegoś takiego nie zrobił. Nie wiedział co powiedzieć. Zupełnie.
Natomiast Asmistus spoglądał na nią w milczeniu. Niczym kot gotowy do skoku na ofiarę. Jego oczy miały teraz absolutnie czarną barwę. Na dźwięk słowa "luby" drgnęła mu powieka. Gdy lady wspięła się na stołek, Mordimer ruszył z wrzaskiem na ustach by ją powstrzymać. Demon w odpowiednim czasie podłożył mu nogę aby na pewno nie zdążył. Pech chciał, że wywracając się runął na nieszczęsną kobietę, rechoczącą z nie wiadomo czego. W rezultacie leżeli razem na ziemi.
- No proszę. Jesteś pewna, że nie pomyliłaś lubych? - zadrwił demon.
Mordimer zrobił się całkowicie czerwony, wstając niemrawo.
- Wybacz Pani. Ale to było wyjątkowo głupie! - warknął odwracając się by ukryć zażenowanie. - Nie można igrać z własnej śmierci.
Poczuł mocne klepnięcie w plecy. Demon zdążył wstać i odepchnąć go na zalegające strych graty.
- Nie biadol, wyszło jej świetnie. Dawno się tak nie bawiłem. - chwycił testament, chowając bezpiecznie do wewnętrznej kieszeni płaszcza.
Można powiedzieć, że dokument przepadł w mroku. Następnie podał dłoń Lady, zmuszając do powstania.
- To jak moja luba? Kiedy organizujemy stypę? Zawsze możemy pochować kogoś innego. Chociaż na Twój pogrzeb przyjdzie więcej osób. - ucałował ją lekko w dłoń.
Mordimer wygramolił się zza zakurzonych sprzętów.
- Ignorant z ciebie. Nikogo nie będziesz zabijał. - stwierdził nekromanta.
- Nie? Mmm już to zrobiłem. - stwierdził z prostotą. Ponownie zwrócił się do Heleny. - Ale nie ważne. Mam wrażenie, że powinnaś iść spać. Ale dla pewności zwiążę cię, byś znów nie chciała się wieszać. - pacnął ją w nosek, chwytając pod rękę aby nie uciekła.
Zaczął prowadzić w dół, do poprzedniej komnaty.
- Masz szczęście, że nie wnerwiłaś naszego nekromanty. Byłby zdolny wskrzesić cała okolicę dla ciebie. Chociaż mogę się mylić. - doszedł z kobietą do progu i wepchnął niezbyt delikatnie. - A teraz idź spać bo rano będziesz wyglądać jak upiór. - posłał jej uroczy uśmiech, zamykając drzwi.
<Helenko? ;) >
Natomiast Asmistus spoglądał na nią w milczeniu. Niczym kot gotowy do skoku na ofiarę. Jego oczy miały teraz absolutnie czarną barwę. Na dźwięk słowa "luby" drgnęła mu powieka. Gdy lady wspięła się na stołek, Mordimer ruszył z wrzaskiem na ustach by ją powstrzymać. Demon w odpowiednim czasie podłożył mu nogę aby na pewno nie zdążył. Pech chciał, że wywracając się runął na nieszczęsną kobietę, rechoczącą z nie wiadomo czego. W rezultacie leżeli razem na ziemi.
- No proszę. Jesteś pewna, że nie pomyliłaś lubych? - zadrwił demon.
Mordimer zrobił się całkowicie czerwony, wstając niemrawo.
- Wybacz Pani. Ale to było wyjątkowo głupie! - warknął odwracając się by ukryć zażenowanie. - Nie można igrać z własnej śmierci.
Poczuł mocne klepnięcie w plecy. Demon zdążył wstać i odepchnąć go na zalegające strych graty.
- Nie biadol, wyszło jej świetnie. Dawno się tak nie bawiłem. - chwycił testament, chowając bezpiecznie do wewnętrznej kieszeni płaszcza.
Można powiedzieć, że dokument przepadł w mroku. Następnie podał dłoń Lady, zmuszając do powstania.
- To jak moja luba? Kiedy organizujemy stypę? Zawsze możemy pochować kogoś innego. Chociaż na Twój pogrzeb przyjdzie więcej osób. - ucałował ją lekko w dłoń.
Mordimer wygramolił się zza zakurzonych sprzętów.
- Ignorant z ciebie. Nikogo nie będziesz zabijał. - stwierdził nekromanta.
- Nie? Mmm już to zrobiłem. - stwierdził z prostotą. Ponownie zwrócił się do Heleny. - Ale nie ważne. Mam wrażenie, że powinnaś iść spać. Ale dla pewności zwiążę cię, byś znów nie chciała się wieszać. - pacnął ją w nosek, chwytając pod rękę aby nie uciekła.
Zaczął prowadzić w dół, do poprzedniej komnaty.
- Masz szczęście, że nie wnerwiłaś naszego nekromanty. Byłby zdolny wskrzesić cała okolicę dla ciebie. Chociaż mogę się mylić. - doszedł z kobietą do progu i wepchnął niezbyt delikatnie. - A teraz idź spać bo rano będziesz wyglądać jak upiór. - posłał jej uroczy uśmiech, zamykając drzwi.
<Helenko? ;) >
Od Asmistusa - Cd. Nymerii
Asmistus ułożył się wygodnie na boku, bawiąc myszką. Po chwili jednak zauważył pewną niespotykaną raczej zmianę. Mysz stała się szczurem. Odrzucił paskudztwo jak najdalej. W tej samej chwili zmieniła się w oposa. Przez twarz demona przeszedł cień uśmiechu.
- Coś lubisz szczurowate. - zadrwił układając się wygodnie na ławce.
Chwiał wrócić do liczenia gwiazd, ale cóż... najwyraźniej dziewczyna nie mogła zwyczajnie zniknąć. Po kilku chwilach zmieniła się w pięknego tygrysa. Nigdy jakoś nie gustował w zwierzętach. Chyba, że na talerzu, cudnie przyrządzonych. Prychnął na jej słowa.
- Nieznajomi zwykle są nudni i nic wię... - zapowietrzył się widząc ostatnią zmianę. - A to potworzyca. - wysyczał chowając się zwinnie za ławkę.
Nieopodal stał kot. Nie jednak zwykły uliczny. Bestia była najgorszym co mógł ujrzeć. Zdusił wiązankę przekleństw obrażającą cały ród kobiet. Skulił się jeszcze bardziej.
- Może sobie pójdzie...tak, tak, na pewnooo. - wyszeptał zagryzając palec.
- Miszczu? - usłyszał zaraz obok.
Wrzasnął na całe gardło, ustanawiając rekord w skoku zza ławki. Gdyby wisiała nad nim gałąź zapewne by chwycił.
- Kojo! Gdzie to jest!? GDZIE?! - rozglądał się wokół z obrzydzeniem.
Goblin stał przez chwilę z zaskoczoną miną.
- Co?
- No potwór!
Sługa rozejrzał się wokół, drapiąc po głowie. Spostrzegł kota siedzącego w cieniu.
- Chyba sobie poszedł.
- Na pewno?!
- No.
Demon ostrożnie wyszedł zza ławki. Wstrząsnęły nim dreszcze strachu i obrzydzenia.
- Gdzie pobiegł!?
Goblin wskazał zupełnie odwrotny kierunek, doskonale wiedząc jaki los czeka kotka.
- Tam.
Asmistus dobył kostura na końcu którego zamigotała ognista kula.
- Zaraz zapolujemy.
<Nymeria? ;) >
- Coś lubisz szczurowate. - zadrwił układając się wygodnie na ławce.
Chwiał wrócić do liczenia gwiazd, ale cóż... najwyraźniej dziewczyna nie mogła zwyczajnie zniknąć. Po kilku chwilach zmieniła się w pięknego tygrysa. Nigdy jakoś nie gustował w zwierzętach. Chyba, że na talerzu, cudnie przyrządzonych. Prychnął na jej słowa.
- Nieznajomi zwykle są nudni i nic wię... - zapowietrzył się widząc ostatnią zmianę. - A to potworzyca. - wysyczał chowając się zwinnie za ławkę.
Nieopodal stał kot. Nie jednak zwykły uliczny. Bestia była najgorszym co mógł ujrzeć. Zdusił wiązankę przekleństw obrażającą cały ród kobiet. Skulił się jeszcze bardziej.
- Może sobie pójdzie...tak, tak, na pewnooo. - wyszeptał zagryzając palec.
- Miszczu? - usłyszał zaraz obok.
Wrzasnął na całe gardło, ustanawiając rekord w skoku zza ławki. Gdyby wisiała nad nim gałąź zapewne by chwycił.
- Kojo! Gdzie to jest!? GDZIE?! - rozglądał się wokół z obrzydzeniem.
Goblin stał przez chwilę z zaskoczoną miną.
- Co?
- No potwór!
Sługa rozejrzał się wokół, drapiąc po głowie. Spostrzegł kota siedzącego w cieniu.
- Chyba sobie poszedł.
- Na pewno?!
- No.
Demon ostrożnie wyszedł zza ławki. Wstrząsnęły nim dreszcze strachu i obrzydzenia.
- Gdzie pobiegł!?
Goblin wskazał zupełnie odwrotny kierunek, doskonale wiedząc jaki los czeka kotka.
- Tam.
Asmistus dobył kostura na końcu którego zamigotała ognista kula.
- Zaraz zapolujemy.
<Nymeria? ;) >
Od Asmistusa - Cd. Lavender
Demon przez chwilę podziwiał spektakl w wykonaniu uroczej istotki. Oparł głowę na dłoni, popijając wolno herbatkę. Zareagowała całkiem nieźle. Sądził, że zacznie panikować, rzucać przedmiotami i uciekać. A tu proszę. Widać wiele się zmieniło w świecie po latach nieobecności. A może to trwało znacznie dłużej?
Przez chwilę się zadumał nad własną przeszłością, jednak został wyrwany pytaniem dziewczyny.
- Chym? - zamrugał, wracając do rzeczywistości.
Właściwie nie mogła zapytać o nic lepszego. Już chciał zaciągnąć ją tam siłą, ale nie wiedział do czego jest zdolna. Jakby nie patrzeć ostrożności nigdy za wiele. Posłał niemal anielski uśmiech.
- Ależ oczywiście. - wstał, chwytając płaszcz rzucony na oparcie pobliskiego krzesła. Zarzucił ponownie na wątłe ramionka Lavender. - Tam jest zimno, ciemno i dość... - nie chciał za bardzo straszyć. Jeszcze nie. - Nieprzyjemnie. Proponuję jednak ubrać buty.
Ruszył przed siebie, nie patrząc czy mu towarzyszy. Omal się nie potknął o goblina wybiegającego jako pierwszy.
- Kojo. - syknął.
Stworek skulił się jeszcze bardziej.
- Miszczu, ale... - w zielonych oczach sługi ziała rozpacz i skrajne przerażenie.
Jeśli jednak padłby rozkaz, musiałby towarzyszyć w wyprawie. Asmistus doskonale wiedział o jego lękach. Tym bardziej lubił się bawić.
- Idziemy. Nie marudź. - mruknął mrużąc oczy.
Kojo zwiesił tylko główkę i powlókł nogami w kierunku schodów. Piwnica nie znajdowała się pod nimi, ale dosłownie w ścianie. Wejście zostało wcześniej odpowiednio zapieczętowane. Nic nie wejdzie i tym bardziej wyjdzie, bez pozwolenia demona. Stuknął palcem w matową powierzchnię a fioletowe runy spłynęły jak zmyta farba. Ich oczom ukazał się długi, ciemny tunel z niknącymi w dole schodami.
- Zapraszam do Krain Pustki. - powiedział zadowolony, że tym razem nie będzie sam.
W dłoni dzierżył dla odmiany coś na kształt kostura, którym oświetlał zaledwie marny skrawek terenu.
<Lavender? :] >
Przez chwilę się zadumał nad własną przeszłością, jednak został wyrwany pytaniem dziewczyny.
- Chym? - zamrugał, wracając do rzeczywistości.
Właściwie nie mogła zapytać o nic lepszego. Już chciał zaciągnąć ją tam siłą, ale nie wiedział do czego jest zdolna. Jakby nie patrzeć ostrożności nigdy za wiele. Posłał niemal anielski uśmiech.
- Ależ oczywiście. - wstał, chwytając płaszcz rzucony na oparcie pobliskiego krzesła. Zarzucił ponownie na wątłe ramionka Lavender. - Tam jest zimno, ciemno i dość... - nie chciał za bardzo straszyć. Jeszcze nie. - Nieprzyjemnie. Proponuję jednak ubrać buty.
Ruszył przed siebie, nie patrząc czy mu towarzyszy. Omal się nie potknął o goblina wybiegającego jako pierwszy.
- Kojo. - syknął.
Stworek skulił się jeszcze bardziej.
- Miszczu, ale... - w zielonych oczach sługi ziała rozpacz i skrajne przerażenie.
Jeśli jednak padłby rozkaz, musiałby towarzyszyć w wyprawie. Asmistus doskonale wiedział o jego lękach. Tym bardziej lubił się bawić.
- Idziemy. Nie marudź. - mruknął mrużąc oczy.
Kojo zwiesił tylko główkę i powlókł nogami w kierunku schodów. Piwnica nie znajdowała się pod nimi, ale dosłownie w ścianie. Wejście zostało wcześniej odpowiednio zapieczętowane. Nic nie wejdzie i tym bardziej wyjdzie, bez pozwolenia demona. Stuknął palcem w matową powierzchnię a fioletowe runy spłynęły jak zmyta farba. Ich oczom ukazał się długi, ciemny tunel z niknącymi w dole schodami.
- Zapraszam do Krain Pustki. - powiedział zadowolony, że tym razem nie będzie sam.
W dłoni dzierżył dla odmiany coś na kształt kostura, którym oświetlał zaledwie marny skrawek terenu.
<Lavender? :] >
niedziela, 14 czerwca 2015
Od Asmistusa - Cd Cacerdotisy
Demon uśmiechnął się lekko. Przyjemnie podkręciła jego dumę a nie było
niczego lepszego co mogła uczynić. No może prócz upieczenia ciastek.
Chwycił ją nieco mocniej i okręcił ponownie tak, że znalazła się
naprzeciw. Przyciągnął znacznie bliżej. Przez twarz przeszedł lekki
uśmiech.
- Szkoda, że zaraz skończymy. Nie chcę byś się przeziębiła. - zbliżył usta do jej szyi, ale nie dotknął.
Po chwili odepchnął ją nieco, a deszcz niemal natychmiast przestał padać pozostawiając zaledwie wspomnienie, kałuże i śpiewającego goblina. Stworek przetarł oczy z szerokim uśmiechem. Zapewne już zapomniał o obietnicy Mistrza.
- Głodny jestem. - burknął podchodząc.
Asmistus klasnął uradowany.
- Racja. Musimy coś zjeść i przy okazji załatwimy interes. - podszedł do Tisy chwytając pod rękę i prowadząc w stronę miasteczka. - Słyszałem, że w gospodzie pod księżycem mają genialną pieczeń. Co ty na to moja droga? - oczywiście zupełnie nie miał zamiaru pytać o zdanie. Raczej dawał zwykłą ułudę.
Zwolnił patrząc na goblina.
- Kufer! - syknął, na co stworek nieco się skulił, wracając po bagaż i wlokąc na plecach.
- Taaak Miszczu.
Po zaledwie kilku minutach zbliżyli się do pierwszych zabudowań. Niewielu widać było przechodniów. Większość wciąż kryła się przed widmem deszczu. Niektórzy niestety nie mogli sobie pozwolić na luksus wyboru. Zwykle stali całkowicie przemoczeni przy kolorowych kramach.
- W gospodzie nieco porozmawiamy. Zawsze chętnie poznam innego alchemika. - wymruczał nie puszczając jej.
<Cacerdotisy?>
- Szkoda, że zaraz skończymy. Nie chcę byś się przeziębiła. - zbliżył usta do jej szyi, ale nie dotknął.
Po chwili odepchnął ją nieco, a deszcz niemal natychmiast przestał padać pozostawiając zaledwie wspomnienie, kałuże i śpiewającego goblina. Stworek przetarł oczy z szerokim uśmiechem. Zapewne już zapomniał o obietnicy Mistrza.
- Głodny jestem. - burknął podchodząc.
Asmistus klasnął uradowany.
- Racja. Musimy coś zjeść i przy okazji załatwimy interes. - podszedł do Tisy chwytając pod rękę i prowadząc w stronę miasteczka. - Słyszałem, że w gospodzie pod księżycem mają genialną pieczeń. Co ty na to moja droga? - oczywiście zupełnie nie miał zamiaru pytać o zdanie. Raczej dawał zwykłą ułudę.
Zwolnił patrząc na goblina.
- Kufer! - syknął, na co stworek nieco się skulił, wracając po bagaż i wlokąc na plecach.
- Taaak Miszczu.
Po zaledwie kilku minutach zbliżyli się do pierwszych zabudowań. Niewielu widać było przechodniów. Większość wciąż kryła się przed widmem deszczu. Niektórzy niestety nie mogli sobie pozwolić na luksus wyboru. Zwykle stali całkowicie przemoczeni przy kolorowych kramach.
- W gospodzie nieco porozmawiamy. Zawsze chętnie poznam innego alchemika. - wymruczał nie puszczając jej.
<Cacerdotisy?>
piątek, 12 czerwca 2015
Od Asmistusa - Cd. Lavender
Przez krótką chwilę napawał się przyjemnym dla oka widokiem zgrabnych
ramion. Niestety musiał obejść się smakiem. Nie chciał bowiem tym razem
stosować sztuczki z ukrytymi lustrami. Był zwyczajnie leniwy. Bez
większego zainteresowania popatrywał na nią, popijając herbatę. Uniósł
nieco brwi na prośbę nieszczęsnej. Wstał, zbierając mokre rzeczy.
Podszedł do ukrytego w mroku kominka. Gdy dzieliły go dwa kroki,
rozbłysnął mocnym płomieniem, oświetlając znaczną część pokoju. Ponownie
cienie pierzchły. Co uważniejsi mogli dostrzec ślady pazurów
prowadzących pod szafę, a nieco wcześniej paskudny dźwięk darcia o
drewno.
Demon przysunął bliżej krzesło i rozwiesił rzeczy. Obejrzał z lekkim uśmiechem halkę.
- Czyli zgubiłaś mój prezent? Czuję się zawiedziony. - powiedział z udawanym żalem. - Jak mniemam to było bardzo ważne? - wzruszył ramionami, wracając na miejsce. - Nie denerwuj się gołąbku. Czymkolwiek było, znajdzie się prędzej czy później.
Upił łyczek herbaty delektując się smakiem.
- Usiądź i pobądź chwilę ze starym demonem. Tak dawno nie odwiedził mnie nikt... - przekrzywił głowę by dobrać odpowiednie słowo. - ...żywy.
Goblin usiadł tymczasem pod ścianą i spoglądał zaciekawiony na dziewczynę.
- Miszczu? Ale możemy ją zatrzymać? - zapytał z całkowitą niewinnością małego dziecka.
- Nie. - ponownie spojrzał na Lavender z dziwnym błyskiem w fioletowych oczach. - Jak wyglądał ten zagubiony prezent? Świstek papieru? Chyba wiem gdzie możesz go znaleźć. - złączył palce w piramidkę przed twarzą. - Bo widzisz gołąbku. W tym pokoju mieszkają pewne stworzenia.
Przerwał mu cichy jęk goblina, rozglądającego się w popłochu.
- Sztraszne. - wybąkał.
- No jak kto woli. Zapewne one zabrały świstek i zaniosły do piwnic.
<Lavender?>
Demon przysunął bliżej krzesło i rozwiesił rzeczy. Obejrzał z lekkim uśmiechem halkę.
- Czyli zgubiłaś mój prezent? Czuję się zawiedziony. - powiedział z udawanym żalem. - Jak mniemam to było bardzo ważne? - wzruszył ramionami, wracając na miejsce. - Nie denerwuj się gołąbku. Czymkolwiek było, znajdzie się prędzej czy później.
Upił łyczek herbaty delektując się smakiem.
- Usiądź i pobądź chwilę ze starym demonem. Tak dawno nie odwiedził mnie nikt... - przekrzywił głowę by dobrać odpowiednie słowo. - ...żywy.
Goblin usiadł tymczasem pod ścianą i spoglądał zaciekawiony na dziewczynę.
- Miszczu? Ale możemy ją zatrzymać? - zapytał z całkowitą niewinnością małego dziecka.
- Nie. - ponownie spojrzał na Lavender z dziwnym błyskiem w fioletowych oczach. - Jak wyglądał ten zagubiony prezent? Świstek papieru? Chyba wiem gdzie możesz go znaleźć. - złączył palce w piramidkę przed twarzą. - Bo widzisz gołąbku. W tym pokoju mieszkają pewne stworzenia.
Przerwał mu cichy jęk goblina, rozglądającego się w popłochu.
- Sztraszne. - wybąkał.
- No jak kto woli. Zapewne one zabrały świstek i zaniosły do piwnic.
<Lavender?>
Od Asmistusa - Cd. Heleny
Asmistus wyciągnął się z mruczeniem na podłodze obok kominka.
- Tak się składa, że jestem zmęczony. Jak wszyscy diabli po stworzeniu piekła. - ziewnął i skulił w kłębek, nakrywając skrzydłami. - Dobranoc moja droga. Ostrzegam, strasznie chrapię, ciskam kule ognia przez sen i lunatykuje.
Oczywiście nic z tych rzeczy prawdą nie było. Skoro nie mógł już od dawna zasnąć, nie mógł również spełnić tych gróźb. Ale mało kto znał go na tyle. Każdy zdążył już wyzionąć ducha. Kojo tymczasem widząc, że nie zapowiada się na spalenie całej okolicy, wyszedł z ukrycia. Ostrożnie wyminął drzemiącego demona i podszedł do kobiety. Pociągnął za poły sukni.
- Było pyszne. - wyszeptał oblizując się na dokładkę.
Odszedł i ułożył się w nogach swego pana. Zapowiadała się długa noc. Dodatkowo żadna siła nie była w stanie ruszyć Asmistusa z raz zajętego miejsca. O czym szybko przekonał się lokaj.
- Nie! I nie! Nie ruszę się stąd. Jest ogień i niczego więcej nie trzeba. - upierał się z demon trzepiąc wściekle skrzydłami.
Posłał nieszczęśnikowi spojrzenie z rodzaju wyjątkowo okrutnych gróźb. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem było pozostawienie niechcianego gościa we właśnie takim stanie. Gdy wszyscy już opuścili salon, Asmistus westchnął uradowany. Goblin spał jak zabity, mamrocąc przez sen. W takich chwilach czuł do niego tylko nienawiść, zabarwioną odrobinką zazdrości. Zapewne zwyczajnie tęsknił za podobną możliwością. Nie spał od bardzo dawna.
~~*~~
Nie wiedział ile tak leżał, w niemal absolutnym bezruchu. Minęło chyba kilka godzin gdyż zegar wybił kolejną, nic nie znaczącą godzinę. Drgnął słysząc cichutkie kroki. Ktoś najwyraźniej miał ochotę na nocną wizytę w domu lady. Demon nie czekał długo. Skoczył na równe nogi ciskając niemal na oślep kulę ognia która odbiła się od pięknego obrazu. Rozjaśniła jednak widok nie do końca nieznajomego.
- Mordimer? - zdumiał się nieco. - Co ty do diabła wyprawiasz? - skrzyżował ręce na piersi, prychając.
Przed nim stał młody z pozoru mężczyzna, w ciemnym płaszczu ociekającym od deszczu. W dłoni trzymał coś bliżej nieokreślonego, mogącego uchodzić za talizman.
- Ja? Mógłbym cię zapytać o to samo. - odparł poirytowany Mordimer.
- Byłem pierwszy. - demon zmrużył oczy podejrzliwie. - Zaraz, zaraz... Ty przyszedłeś do niej na potajemne spotkanie!? Jesteście parą?
Mordimer sapnął zaskoczony robiąc się czerwony. Potrząsnął amuletem wydającym paskudne grzechotanie.
- No jasne! łażę sobie po nocy, bo nie mam nic innego do roboty. Zaraz...co?! Ja i ona?! Przecież nawet się nie znamy....
I w tym właśnie momencie ktoś zapalił światło.
<Helena?>
- Tak się składa, że jestem zmęczony. Jak wszyscy diabli po stworzeniu piekła. - ziewnął i skulił w kłębek, nakrywając skrzydłami. - Dobranoc moja droga. Ostrzegam, strasznie chrapię, ciskam kule ognia przez sen i lunatykuje.
Oczywiście nic z tych rzeczy prawdą nie było. Skoro nie mógł już od dawna zasnąć, nie mógł również spełnić tych gróźb. Ale mało kto znał go na tyle. Każdy zdążył już wyzionąć ducha. Kojo tymczasem widząc, że nie zapowiada się na spalenie całej okolicy, wyszedł z ukrycia. Ostrożnie wyminął drzemiącego demona i podszedł do kobiety. Pociągnął za poły sukni.
- Było pyszne. - wyszeptał oblizując się na dokładkę.
Odszedł i ułożył się w nogach swego pana. Zapowiadała się długa noc. Dodatkowo żadna siła nie była w stanie ruszyć Asmistusa z raz zajętego miejsca. O czym szybko przekonał się lokaj.
- Nie! I nie! Nie ruszę się stąd. Jest ogień i niczego więcej nie trzeba. - upierał się z demon trzepiąc wściekle skrzydłami.
Posłał nieszczęśnikowi spojrzenie z rodzaju wyjątkowo okrutnych gróźb. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem było pozostawienie niechcianego gościa we właśnie takim stanie. Gdy wszyscy już opuścili salon, Asmistus westchnął uradowany. Goblin spał jak zabity, mamrocąc przez sen. W takich chwilach czuł do niego tylko nienawiść, zabarwioną odrobinką zazdrości. Zapewne zwyczajnie tęsknił za podobną możliwością. Nie spał od bardzo dawna.
~~*~~
Nie wiedział ile tak leżał, w niemal absolutnym bezruchu. Minęło chyba kilka godzin gdyż zegar wybił kolejną, nic nie znaczącą godzinę. Drgnął słysząc cichutkie kroki. Ktoś najwyraźniej miał ochotę na nocną wizytę w domu lady. Demon nie czekał długo. Skoczył na równe nogi ciskając niemal na oślep kulę ognia która odbiła się od pięknego obrazu. Rozjaśniła jednak widok nie do końca nieznajomego.
- Mordimer? - zdumiał się nieco. - Co ty do diabła wyprawiasz? - skrzyżował ręce na piersi, prychając.
Przed nim stał młody z pozoru mężczyzna, w ciemnym płaszczu ociekającym od deszczu. W dłoni trzymał coś bliżej nieokreślonego, mogącego uchodzić za talizman.
- Ja? Mógłbym cię zapytać o to samo. - odparł poirytowany Mordimer.
- Byłem pierwszy. - demon zmrużył oczy podejrzliwie. - Zaraz, zaraz... Ty przyszedłeś do niej na potajemne spotkanie!? Jesteście parą?
Mordimer sapnął zaskoczony robiąc się czerwony. Potrząsnął amuletem wydającym paskudne grzechotanie.
- No jasne! łażę sobie po nocy, bo nie mam nic innego do roboty. Zaraz...co?! Ja i ona?! Przecież nawet się nie znamy....
I w tym właśnie momencie ktoś zapalił światło.
<Helena?>
Od Asmistusa - Do Nymerii
- Oglądałeś kiedyś z bliska gwiazdy? - zapytał demon leżąc swobodnie na ławce w wielkim, choć zapomnianym parku.
Pora też była dość nietypowa. Za kilka minut miejski zegar miał wybić północ. Park był już zaniedbany i zamieszkany przez najrozmaitsze stworzenia nocy. Co jakiś czas mogli usłyszeć nawoływania sów i mniej znanych istot. Każdy normalny uciekłby stąd jak najdalej. Ale nie on.
Goblin tymczasem siedział na ziemi, bawiąc się kamykiem.
- Hę? - spojrzał półprzytomnie.
Jeśli cokolwiek zrozumiał to raczej zagubiło się w drodze przez uszy do mózgu. Zwykła sprawa w przypadku goblinów. Demon westchnął, trąc oczy.
- Gwiazdy. - wskazał dłonią migocące punkciki.
Stworek posłusznie spojrzał na palec. Pociągnął nosem. Włożył do ust kamyk i zaczął przeżuwać.
- Ale fo co?
- Dla zabawy. Co by się stało gdybym jedną tu sprowadził? - rozmarzył się o pięknym obrazie całkowitej zagłady.
Choć nigdy do tego nie dążył. Co może być zabawnego w wybiciu wszystkiego? Zupełnie nic. Jakże ważną kontemplację, przerwały kroki dobiegające od strony zdemolowanej fontanny niknącej w wiecznym cieniu drzew. Asmistus leniwie zerknął w nadziei na coś ciekawego. Ujrzał białą czuprynę odznaczającą się od wszystkiego. Rozpatrzył zabicie kobiety i zamienienie w kamień, lub coś znacznie mniej przyjemnego. Ale to również byłoby przecież nudne. A miał tyle ciekawych pomysłów. Wyciągnął do niej znudzony dłoń, w której błyszczała fioletem kryształowa fiolka.
- Skosztujesz?
<Nymeria?>
Pora też była dość nietypowa. Za kilka minut miejski zegar miał wybić północ. Park był już zaniedbany i zamieszkany przez najrozmaitsze stworzenia nocy. Co jakiś czas mogli usłyszeć nawoływania sów i mniej znanych istot. Każdy normalny uciekłby stąd jak najdalej. Ale nie on.
Goblin tymczasem siedział na ziemi, bawiąc się kamykiem.
- Hę? - spojrzał półprzytomnie.
Jeśli cokolwiek zrozumiał to raczej zagubiło się w drodze przez uszy do mózgu. Zwykła sprawa w przypadku goblinów. Demon westchnął, trąc oczy.
- Gwiazdy. - wskazał dłonią migocące punkciki.
Stworek posłusznie spojrzał na palec. Pociągnął nosem. Włożył do ust kamyk i zaczął przeżuwać.
- Ale fo co?
- Dla zabawy. Co by się stało gdybym jedną tu sprowadził? - rozmarzył się o pięknym obrazie całkowitej zagłady.
Choć nigdy do tego nie dążył. Co może być zabawnego w wybiciu wszystkiego? Zupełnie nic. Jakże ważną kontemplację, przerwały kroki dobiegające od strony zdemolowanej fontanny niknącej w wiecznym cieniu drzew. Asmistus leniwie zerknął w nadziei na coś ciekawego. Ujrzał białą czuprynę odznaczającą się od wszystkiego. Rozpatrzył zabicie kobiety i zamienienie w kamień, lub coś znacznie mniej przyjemnego. Ale to również byłoby przecież nudne. A miał tyle ciekawych pomysłów. Wyciągnął do niej znudzony dłoń, w której błyszczała fioletem kryształowa fiolka.
- Skosztujesz?
<Nymeria?>
Od Asmistusa - Cd. Heleny
Demon uśmiechnął się leciutko. Jakby sennie i nieco leniwie.
- Kłamałem. - stwierdził z prostotą.
W końcu nie będzie się spowiadał z przeszłości, która powinna pozostać zamknięta na cztery spusty. Jak w kufrze. Otworzył nagle oczy. Usiadł szybko i powiódł rozognionym wzrokiem wokół.
- Gdzie jest kufer?
Kojo przełknął kolejny kęs, masując brzuszek z głośnym czknięciem.
- Ale pyyycha.
- Kufer!
- C...co? - oprzytomniał i zaczął uciekać. Pędem wbiegł pod długie, zapewne drogie zasłony. Spod tkaniny wystawał tylko drżący tyłek. - Miszczu! Mi...miszczu!
- Gdzie on jest! - demon wstał z roziskrzonymi czerwienią oczami. Odpowiedzią były narastające jęki i drżąca dłoń wskazała drzwi. - Niech cię otchłań pochłonie! - wrzasnął przemierzając szybko korytarz.
Można było wyczuć za nim prąd gorącego powietrza, jak w rozgrzanym piecu hutniczym. Na szczęście jeszcze niczego nie spalił. Otworzył drzwi szukając pośród ciemności i kałuż nietypowego skarbu. Odetchnął ledwo zauważalnie. Chwycił olbrzymią skrzynię jakby nic nie ważyła, wnosząc do salonu. Ustawił troskliwie w pobliżu kominka by obeschła. Rzucił jeszcze wściekłe spojrzenie już ciemnych oczu, w stronę goblina. Usiadł pod ścianą oddychając niemal spokojniej.
- Masz szczęście, że się nie obudził. - mruknął. Zerknął kątem oka na Helenę. - Tak swoją drogą. Masz jeszcze trochę tej pieczeni?
<Heleno?>
- Kłamałem. - stwierdził z prostotą.
W końcu nie będzie się spowiadał z przeszłości, która powinna pozostać zamknięta na cztery spusty. Jak w kufrze. Otworzył nagle oczy. Usiadł szybko i powiódł rozognionym wzrokiem wokół.
- Gdzie jest kufer?
Kojo przełknął kolejny kęs, masując brzuszek z głośnym czknięciem.
- Ale pyyycha.
- Kufer!
- C...co? - oprzytomniał i zaczął uciekać. Pędem wbiegł pod długie, zapewne drogie zasłony. Spod tkaniny wystawał tylko drżący tyłek. - Miszczu! Mi...miszczu!
- Gdzie on jest! - demon wstał z roziskrzonymi czerwienią oczami. Odpowiedzią były narastające jęki i drżąca dłoń wskazała drzwi. - Niech cię otchłań pochłonie! - wrzasnął przemierzając szybko korytarz.
Można było wyczuć za nim prąd gorącego powietrza, jak w rozgrzanym piecu hutniczym. Na szczęście jeszcze niczego nie spalił. Otworzył drzwi szukając pośród ciemności i kałuż nietypowego skarbu. Odetchnął ledwo zauważalnie. Chwycił olbrzymią skrzynię jakby nic nie ważyła, wnosząc do salonu. Ustawił troskliwie w pobliżu kominka by obeschła. Rzucił jeszcze wściekłe spojrzenie już ciemnych oczu, w stronę goblina. Usiadł pod ścianą oddychając niemal spokojniej.
- Masz szczęście, że się nie obudził. - mruknął. Zerknął kątem oka na Helenę. - Tak swoją drogą. Masz jeszcze trochę tej pieczeni?
<Heleno?>
Od Asmistusa - Cd. Cacerdotisy
| Demon spoglądał przez chwilę na
całkiem interesujące kształty uwidocznione przez przylegającą do ciała
mokrą suknię. A już sądził, że dzień będzie nudny. Uniósł głowę
pozwalając kroplom swobodnie ją obmyć. Uwielbiał to uczucie. Od razu
dostawał lepszy humor. Jednym wprawnym ruchem odrzucił za siebie
płaszcz, który niemiłosiernie ciążył, przygniatając wielkie skrzydła.
Czarne pióra błyszczały leciutko. - Pozwól, że ja to ocenię. - powiedział z cieniem uśmiechu, podchodząc bliżej. Deszcz lał już niepowstrzymanie. Nieco nawet za bardzo. Zaczynało to przeszkadzać. Spojrzał z niemym wyrzutem w zasnute chmurami niebo. W jednej chwili wokół pary powstał dość spory krąg w środku którego padało znacznie mniej. Demon wyciągnął dłoń chwytając jej swobodnie. Drugą położył na smukłej talii, przyciągając do siebie. - Chyba potrafisz tańczyć bez muzyki? - zapytał, wyraźnie zadowolony. Dobiegł ich zachęcony krzyk goblina. - O! O! ja zaśpiewam! - nim zdążyli go powstrzymać, usiadł na kufrze i dosłownie zawył jak obdzierany ze skóry kot. Asmistus skrzywił się nieznacznie ale nie zabronił kontynuować koszmarku. Zamiast tego zmniejszył nieco krąg tak, że zbita ściana deszczu pochłonęła sługę odcinając od nich. - No dobrze... - wyszeptał i delikatnie poprowadził ją do tańca. - Widzisz? Całkiem nieźle ci... - skrzywił się czując jak nadepnęła palce. - ...idzie. Zawsze możesz ze mną poćwiczyć w wolnym czasie. - dodał wprawiając ją w zwinny obrót. <Cacerdotisy?> |
Od Asmistusa - Cd. Heleny
Kojo stał z niesamowitym zdumieniem wypisanym na miedzianej mordce. Na
widok jedzenia pociekła mu ślinka, którą szybko wytarł aby nie urazić
Pani. Uznał w swym prostym umyśle, że anioły jednak istnieją i oto stoi
jeden przed nim. Dla pewności spojrzał na Mistrza. Przesunął się bliżej,
ściskając w łapkach jedzenie i pokazując z radosnym błyskiem w oku.
- Miszczu chce?
Asmistus niemal niedostrzegalnie pokręcił przecząco głową, dając jednocześnie przyzwolenie stworkowi do jedzenie. Nie trzeba było czekać długo na efekty. Kojo z zapałem wbił kły i usiadł pod ścianą, zjadając z niesamowitą szybkością. Gdyby miał ogon, merdałby nim.
Tymczasem demon usiadł wygodnie na sofie, wyciągając nogi tak by maksymalnie odpocząć. Było nieco ciasno przez wielkie skrzydła ale dał radę. Spojrzał jeszcze na kawałeczek spalenizny będącej kolacją. Prędzej wyhoduje nowe rogi niż to zje. Zmrużył oczy a jedzenie stało się w jednej chwili kupką popiołów.
- Skoro więc wszystko sobie wyjaśniliśmy moja droga, jak mniemam jestem twoim gościem, a raczej więźniem? Do czasu aż ponownie uraczysz mnie swoimi cudami kulinarnymi. - stwierdził przymykając oczy.
W sumie całkiem ładny dom, względny spokój po bardzo długiej podróży. Nawet on był zmęczony i nie miał zamiaru ruszyć choćby piórka w stronę wyjścia. O czym Helena miała się dopiero przekonać.
<Helena?>
- Miszczu chce?
Asmistus niemal niedostrzegalnie pokręcił przecząco głową, dając jednocześnie przyzwolenie stworkowi do jedzenie. Nie trzeba było czekać długo na efekty. Kojo z zapałem wbił kły i usiadł pod ścianą, zjadając z niesamowitą szybkością. Gdyby miał ogon, merdałby nim.
Tymczasem demon usiadł wygodnie na sofie, wyciągając nogi tak by maksymalnie odpocząć. Było nieco ciasno przez wielkie skrzydła ale dał radę. Spojrzał jeszcze na kawałeczek spalenizny będącej kolacją. Prędzej wyhoduje nowe rogi niż to zje. Zmrużył oczy a jedzenie stało się w jednej chwili kupką popiołów.
- Skoro więc wszystko sobie wyjaśniliśmy moja droga, jak mniemam jestem twoim gościem, a raczej więźniem? Do czasu aż ponownie uraczysz mnie swoimi cudami kulinarnymi. - stwierdził przymykając oczy.
W sumie całkiem ładny dom, względny spokój po bardzo długiej podróży. Nawet on był zmęczony i nie miał zamiaru ruszyć choćby piórka w stronę wyjścia. O czym Helena miała się dopiero przekonać.
<Helena?>
czwartek, 11 czerwca 2015
Od Asmistusa - Cd. Lavender
Goblin aż sapnął zaskoczony. Nie był przyzwyczajony do dziękowania.
Zdumiony niezmiernie zamarł, wpatrzony w nią z szeroko otwartą buzią.
Spojrzał na Mistrza jakby oczekując reakcji. Asmistus też wydawał się
nieco zdziwiony. Uznał jednak, że to normalne zachowanie obłożnie
chorej. W końcu kto normalny był tak miły dla demona? Albo zwyczajnie
nie wiedziała, na swą zgubę, z czym ma do czynienia. Uznał jednocześnie,
że dość ciekawie będzie poudawać miłego i troskliwego dżina. Poza tym
musiał przyznać, zafascynowała go lodowym oddechem. Wstał z ociąganiem.
Zdjął wielki, czarny płaszcz i zarzucił na jej drobne ramiona. Skrzydła
jednak trzymał tak aby jak najmniej było widać. A przez półmrok
pomieszczenia i czarne pióra mógł liczyć na odpowiedni efekt. Może ich
nie zauważy.
- Ubrania raczej ci się nie spodobają. Ale w sumie... - odparł z lekkim uśmiechem mającym w sobie nieco więcej psotności niż chciał przyznać.
Podszedł do pobliskiej wielkiej szafy. Jednocześnie zdawało się, że nie było jej jeszcze chwilę wcześniej. Choć w dziwnej atmosferze pokoju wszystko zdawało się majaczeniem. Zaczął wyrzucać ubranie za siebie, dołączając do ogólnego bałaganu na podłodze.
- To za duże... z tym nie bardzo... a to? - zadumał się nad czymś niemal niewidocznym. - Odgryzie jej głowę, ech...
Po chwili podszedł do dziewczyny z ładnie złożoną, białą koszulą swobodnie mogącą służyć za sukienkę. Podał, siadając naprzeciw i czekając na przyjemne dla oka widowisko. Dotknął palcem filiżanki tak, że lód z nagłym sykiem zamienił się na powrót we wrzącą wodę.
- Ciekawą masz umiejętność. Lód to piękny żywioł. Ze swoim okrucieństwem i nieuniknioną mocą jest niemal doskonały. No? Na co czekasz. Rozbieraj się.
<Lavender?>
- Ubrania raczej ci się nie spodobają. Ale w sumie... - odparł z lekkim uśmiechem mającym w sobie nieco więcej psotności niż chciał przyznać.
Podszedł do pobliskiej wielkiej szafy. Jednocześnie zdawało się, że nie było jej jeszcze chwilę wcześniej. Choć w dziwnej atmosferze pokoju wszystko zdawało się majaczeniem. Zaczął wyrzucać ubranie za siebie, dołączając do ogólnego bałaganu na podłodze.
- To za duże... z tym nie bardzo... a to? - zadumał się nad czymś niemal niewidocznym. - Odgryzie jej głowę, ech...
Po chwili podszedł do dziewczyny z ładnie złożoną, białą koszulą swobodnie mogącą służyć za sukienkę. Podał, siadając naprzeciw i czekając na przyjemne dla oka widowisko. Dotknął palcem filiżanki tak, że lód z nagłym sykiem zamienił się na powrót we wrzącą wodę.
- Ciekawą masz umiejętność. Lód to piękny żywioł. Ze swoim okrucieństwem i nieuniknioną mocą jest niemal doskonały. No? Na co czekasz. Rozbieraj się.
<Lavender?>
Od Asmistusa - Cd. Heleny
Wszedł jakby był u siebie. Normalne zapewne nawet nie czekałby na
zaproszenie ze strony lokaja. Puścił mimo uszu zniewagę w formie
wpuszczenia tylko goblina. On nie zapomina, praktycznie nigdy.
Przechowując drobne złośliwości innych, niczym drogocenne perły. Gdy
będzie ich wystarczająco wiele by utworzyły ładny stosik, już znajdzie
dla niego zastosowanie.
Póki co jednak zdjął mokry płaszcz. Rzucił nieco niedbale na fotel ale lokaj szybko się nim zajął. Rozpiąłby i koszulę lecz nie zdążył gdyż już pod nos postawiono herbatę. Usiadł więc wygodnie, z nogami wyciągniętymi w stronę kominka. Tymczasem goblin nadal dygotał, stojąc pod ścianą. Niepewny co dalej. Pociągał nosem wycierając to wszystko w brudną koszulę.
- Kojo. - dobiegł go głos Mistrza.
- T...tak? - drgnął niczym spłoszone zwierzątko postawione przed nieuniknionym.
- Stań bliżej ognia. - powiedział szeptem, nie zajmując się nim dłużej.
Przynajmniej z pozoru. Kątem oka obserwował uważnie poczynania stworka. Dygocąca kupka nieszczęść przeszła do kominka, przysiadając i grzejąc łapki. Przez twarz przeszedł nieśmiały uśmiech. Tymczasem demon sączył zadowolony herbatę, chwaląc za nią lokaja. Gdy jednak wkroczyła pani domu ze swoim "cudem", zamarł nieco zawiedziony.
- Szkoda, że zmieniłaś ubranie. Wyglądałaś lepiej w halce. - stwierdził spoglądając na jej kształtne nogi.
Chwycił posłusznie kawałek czegoś na talerzyku. Powąchał. Tknął palcem jakby w obawie, że coś mogło jednak przeżyć jej umiejętności zabijania potraw. Liznął. Po chwili odgryzł spory kęs, niemal łamiąc zęby. Z leciutkim grymasem, jak przy jedzeniu kamieni z ogródka, zaczął przeżuwać. Nawet goblin się krzywił słysząc te wysiłki.
Gdy przełknął, zapanowała dość kłopotliwa cisza. Może nie odpowiedział gdyż nic nie zostało z gardła? Ze stoickim spokojem wziął wielki łyk kojącej herbaty.
- No... echym... - odkaszlnął z przymusem. - Gotujesz lepiej niż mój brat. - stwierdził z prostotą, odsuwając jednak talerzyk.
W sumie nie wiedział czy gotuje lepiej. Malthael zatrułby pół wioski samymi wyziewami zupki. Chociaż może danie które zjadł działało po czasie? Spojrzał na kobietę z zastanowieniem.
- Jeśli zaraz stracę przytomność nie zamykaj mnie w piwnicy.
<Helena?>
Póki co jednak zdjął mokry płaszcz. Rzucił nieco niedbale na fotel ale lokaj szybko się nim zajął. Rozpiąłby i koszulę lecz nie zdążył gdyż już pod nos postawiono herbatę. Usiadł więc wygodnie, z nogami wyciągniętymi w stronę kominka. Tymczasem goblin nadal dygotał, stojąc pod ścianą. Niepewny co dalej. Pociągał nosem wycierając to wszystko w brudną koszulę.
- Kojo. - dobiegł go głos Mistrza.
- T...tak? - drgnął niczym spłoszone zwierzątko postawione przed nieuniknionym.
- Stań bliżej ognia. - powiedział szeptem, nie zajmując się nim dłużej.
Przynajmniej z pozoru. Kątem oka obserwował uważnie poczynania stworka. Dygocąca kupka nieszczęść przeszła do kominka, przysiadając i grzejąc łapki. Przez twarz przeszedł nieśmiały uśmiech. Tymczasem demon sączył zadowolony herbatę, chwaląc za nią lokaja. Gdy jednak wkroczyła pani domu ze swoim "cudem", zamarł nieco zawiedziony.
- Szkoda, że zmieniłaś ubranie. Wyglądałaś lepiej w halce. - stwierdził spoglądając na jej kształtne nogi.
Chwycił posłusznie kawałek czegoś na talerzyku. Powąchał. Tknął palcem jakby w obawie, że coś mogło jednak przeżyć jej umiejętności zabijania potraw. Liznął. Po chwili odgryzł spory kęs, niemal łamiąc zęby. Z leciutkim grymasem, jak przy jedzeniu kamieni z ogródka, zaczął przeżuwać. Nawet goblin się krzywił słysząc te wysiłki.
Gdy przełknął, zapanowała dość kłopotliwa cisza. Może nie odpowiedział gdyż nic nie zostało z gardła? Ze stoickim spokojem wziął wielki łyk kojącej herbaty.
- No... echym... - odkaszlnął z przymusem. - Gotujesz lepiej niż mój brat. - stwierdził z prostotą, odsuwając jednak talerzyk.
W sumie nie wiedział czy gotuje lepiej. Malthael zatrułby pół wioski samymi wyziewami zupki. Chociaż może danie które zjadł działało po czasie? Spojrzał na kobietę z zastanowieniem.
- Jeśli zaraz stracę przytomność nie zamykaj mnie w piwnicy.
<Helena?>
Od Asmistusa - Cd. Heleny
| Nie słyszał jej. Po niezwykłych
słowach będących swoistym zaklęciem działającym jak nic innego. No może
oprócz mleka i wielu innych rzeczy. - Kot? Drgnął nerwowo, wpatrując się bez wyrazu w szybę. Nie zauważył nawet gdy kobieta poszła do łazienki. Wstał, z niesamowitym spokojem będącym idealną maską. W rzeczywistości miał ochotę panicznej ucieczki. Nie od dziś bowiem bał się kotów. Tych odrażających, włochatych, miauczących potworków, stąpających po ziemi. Kto normalny mógł kiedykolwiek stworzyć podobne maszkary?! W dodatku to mruczenie. Ciałem demona wstrząsnęły niekontrolowane dreszcze. Kopnięciem wybił okno, wpuszczając lodowaty wiatr. Kawałeczki szkła runęły drobnym deszczem na podłogę. Nie widział również tego. Ani panicznego wrzasku gnoma, który wiedząc co się święci uciekł do Heleny. Jedynej ostoi spokoju w następującym chaosie. - Miszczu! On zniszczy wszystko! - piszczał chwytając ją małymi łapkami za nogę i unieruchamiając. Asmistus tymczasem ze stoickim spokojem ułożył dłoń w pięść. Nie myśląc wiele wycelował. Z palców trzasnęły iskry zamieniając się w płomienie. Wielka, ognista kula pomknęła z głuchym świstem w kierunku kota. Okrutnego celu który zaczął uciekać. Nic mu to nie dało. Po zaledwie kilku sekundach stworzonko zostało zamienione w kupkę popiołów, podobnie jak połowa fontanny. Demon odetchnął. Szybkim ruchem przeczesał zmierzwione włosy. Rzucił dziewczynie nerwowy uśmiech i podszedł z gracją polującego zwierza. Chwycił za przedramię, idąc szybko w kierunku wyjścia. - Tak, tak. Kolacja to świetny pomysł moja droga. Chętnie zjem ją w miłym towarzystwie. |
| <Helena?> |
Od Asmistusa - Cd. Heleny
Goblin pisnął czując jak wielki zwierz pożera mu ucho. Spojrzał
straszliwie żałosnym wzrokiem na swojego pana, całkowicie zajętego czymś
zupełnie błahym. Tym razem chyba liczył krople deszczu na szybie,
zupełnie skądinąd ignorując rozmówczynię.
Goblin tymczasem, mimo wszystko podbiegł do niego, kryjąc się pomiędzy ciemnymi piórami skrzydeł.
- Miszczu... - zawołał żałosnym głosikiem.
Asmistus spojrzał nieco zdziwiony. Zapewne kilkanaście lat temu, stworek byłby w stanie odpowiedzieć całkiem sprawnie, skarżąc się ile wlezie. Niestety po odpowiednich zabiegach prania mózgu, było to niemal zupełnie niemożliwe. Stał się teraz idealnym niewolnikiem, bez własnej woli i umysłu.
- Kojo. Słyszałeś ją. Odpowiadaj w miarę składnie.
Goblin zagryzł jedno ucho, ssąc niewielką rankę pozostawioną przez psa. Starał się bardzo, skupić zbłąkane myśli. Musiało się to odbić na jego twarzy, gdyż wyglądał co najmniej dziwnie.
- Em... - przekrzywił głowę zamyślony. - Nazywam się Kojo. - i to było tyle jeśli chodzi o wszelkie pytania kobiety.
Usiadł w miarę wygodnie, patrząc ufnym wzrokiem na Mistrza, oczekując chyba czegoś w rodzaju pochwały za niebywałe osiągnięcie. Demon jednak albo tego nie zauważył, albo nie chciał dać satysfakcji. Spojrzał natomiast na kobietę.
- Nie bardzo rozumiem twojego zainteresowania goblinami. Chyba każdy wie jakie są? Ten obiekt nie różni się niczym od wielu innych. A jeśli szukasz niewolnika, nie dostaniesz go tu. On jest mój. Wyłącznie. - zaakcentował ostatnie zgłoski z dziwnym akcentem.
<Helena?>
Goblin tymczasem, mimo wszystko podbiegł do niego, kryjąc się pomiędzy ciemnymi piórami skrzydeł.
- Miszczu... - zawołał żałosnym głosikiem.
Asmistus spojrzał nieco zdziwiony. Zapewne kilkanaście lat temu, stworek byłby w stanie odpowiedzieć całkiem sprawnie, skarżąc się ile wlezie. Niestety po odpowiednich zabiegach prania mózgu, było to niemal zupełnie niemożliwe. Stał się teraz idealnym niewolnikiem, bez własnej woli i umysłu.
- Kojo. Słyszałeś ją. Odpowiadaj w miarę składnie.
Goblin zagryzł jedno ucho, ssąc niewielką rankę pozostawioną przez psa. Starał się bardzo, skupić zbłąkane myśli. Musiało się to odbić na jego twarzy, gdyż wyglądał co najmniej dziwnie.
- Em... - przekrzywił głowę zamyślony. - Nazywam się Kojo. - i to było tyle jeśli chodzi o wszelkie pytania kobiety.
Usiadł w miarę wygodnie, patrząc ufnym wzrokiem na Mistrza, oczekując chyba czegoś w rodzaju pochwały za niebywałe osiągnięcie. Demon jednak albo tego nie zauważył, albo nie chciał dać satysfakcji. Spojrzał natomiast na kobietę.
- Nie bardzo rozumiem twojego zainteresowania goblinami. Chyba każdy wie jakie są? Ten obiekt nie różni się niczym od wielu innych. A jeśli szukasz niewolnika, nie dostaniesz go tu. On jest mój. Wyłącznie. - zaakcentował ostatnie zgłoski z dziwnym akcentem.
<Helena?>
Od Asmistusa - Cd. Cacerdotisy
Asmistus również zauważył motyla i skrzywił się mimowolnie. Niezbyt
lubił tych idiotycznych robaczków. Takie radosne i kolorowe. Jak
odrażające paskudztwa których należało się pozbyć. Zmrużył oczy i
robaczek w kilka chwil pyknął, zamieniając się w kupkę popiołów porwaną
przez coraz silniejszy wiatr.
- Słucham? - zapytał patrząc z zainteresowaniem. - Chwila, czego użyłaś aby wywołać taki efekt u psa? Mogłoby być ciekawe. Podałbym eliksir miastu i co by się działo. - rozmarzył się z dziwnym wyrazem twarzy.
Po chwili chyba zmienił zdanie, gdyż wstał, strzepując kurz z ciemnego płaszcza. Strącił tym samym ukrywającego się goblina, który z dzikim wrzaskiem zaczął uciekać w kierunku pozostawionego kufra. Wyglądał od czasu do czasu zza rogu, patrząc nieufnie na dziewczynę.
- Miszczu niech zniknie!
- To potem. Teraz dorośli rozmawiają. - podsumował demon patrząc na ciężkie chmury mknące w niezwykłym tempie. - A więc chciałaś dobić targu. - zainteresował się, podchodząc do niej.
Nim zdążyła zareagować, lekko chwycił twarz o podbródek, unosząc by lepiej się przyjrzeć. Cmoknął zadowolony, z dziwnym błyskiem w oku.
- Zawrzyjmy umowę. Coś za coś, jak raczyłaś zauważyć. Dam ci ślinę mojego sługi... - przerwał mu żałosny szloch goblina. Odwrócił się z karcącą miną. - To nie koniec świata. Ciesz się, że nie chce twojego mózgu.
Kojo zwinął się w kłębek, zakrywając łapkami uszy.
- Ale ja nie chcę... - stwierdził żałośnie.
- Mało mnie to obchodzi. - odwrócił się do dziewczyny. - Umowa jest prosta. - uniósł w górę palec a z nieba spadły pierwsze krople. - Taniec w deszczu. Ty i ja. Zaraz. W zamian dostaniesz kilka kropel tego paskudztwa.
< Cacerdotisy?>
- Słucham? - zapytał patrząc z zainteresowaniem. - Chwila, czego użyłaś aby wywołać taki efekt u psa? Mogłoby być ciekawe. Podałbym eliksir miastu i co by się działo. - rozmarzył się z dziwnym wyrazem twarzy.
Po chwili chyba zmienił zdanie, gdyż wstał, strzepując kurz z ciemnego płaszcza. Strącił tym samym ukrywającego się goblina, który z dzikim wrzaskiem zaczął uciekać w kierunku pozostawionego kufra. Wyglądał od czasu do czasu zza rogu, patrząc nieufnie na dziewczynę.
- Miszczu niech zniknie!
- To potem. Teraz dorośli rozmawiają. - podsumował demon patrząc na ciężkie chmury mknące w niezwykłym tempie. - A więc chciałaś dobić targu. - zainteresował się, podchodząc do niej.
Nim zdążyła zareagować, lekko chwycił twarz o podbródek, unosząc by lepiej się przyjrzeć. Cmoknął zadowolony, z dziwnym błyskiem w oku.
- Zawrzyjmy umowę. Coś za coś, jak raczyłaś zauważyć. Dam ci ślinę mojego sługi... - przerwał mu żałosny szloch goblina. Odwrócił się z karcącą miną. - To nie koniec świata. Ciesz się, że nie chce twojego mózgu.
Kojo zwinął się w kłębek, zakrywając łapkami uszy.
- Ale ja nie chcę... - stwierdził żałośnie.
- Mało mnie to obchodzi. - odwrócił się do dziewczyny. - Umowa jest prosta. - uniósł w górę palec a z nieba spadły pierwsze krople. - Taniec w deszczu. Ty i ja. Zaraz. W zamian dostaniesz kilka kropel tego paskudztwa.
< Cacerdotisy?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)