Wszedł jakby był u siebie. Normalne zapewne nawet nie czekałby na
zaproszenie ze strony lokaja. Puścił mimo uszu zniewagę w formie
wpuszczenia tylko goblina. On nie zapomina, praktycznie nigdy.
Przechowując drobne złośliwości innych, niczym drogocenne perły. Gdy
będzie ich wystarczająco wiele by utworzyły ładny stosik, już znajdzie
dla niego zastosowanie.
Póki co jednak zdjął mokry płaszcz. Rzucił nieco niedbale na fotel ale lokaj szybko się nim zajął. Rozpiąłby i koszulę lecz nie zdążył gdyż już pod nos postawiono herbatę. Usiadł więc wygodnie, z nogami wyciągniętymi w stronę kominka. Tymczasem goblin nadal dygotał, stojąc pod ścianą. Niepewny co dalej. Pociągał nosem wycierając to wszystko w brudną koszulę.
- Kojo. - dobiegł go głos Mistrza.
- T...tak? - drgnął niczym spłoszone zwierzątko postawione przed nieuniknionym.
- Stań bliżej ognia. - powiedział szeptem, nie zajmując się nim dłużej.
Przynajmniej z pozoru. Kątem oka obserwował uważnie poczynania stworka. Dygocąca kupka nieszczęść przeszła do kominka, przysiadając i grzejąc łapki. Przez twarz przeszedł nieśmiały uśmiech. Tymczasem demon sączył zadowolony herbatę, chwaląc za nią lokaja. Gdy jednak wkroczyła pani domu ze swoim "cudem", zamarł nieco zawiedziony.
- Szkoda, że zmieniłaś ubranie. Wyglądałaś lepiej w halce. - stwierdził spoglądając na jej kształtne nogi.
Chwycił posłusznie kawałek czegoś na talerzyku. Powąchał. Tknął palcem jakby w obawie, że coś mogło jednak przeżyć jej umiejętności zabijania potraw. Liznął. Po chwili odgryzł spory kęs, niemal łamiąc zęby. Z leciutkim grymasem, jak przy jedzeniu kamieni z ogródka, zaczął przeżuwać. Nawet goblin się krzywił słysząc te wysiłki.
Gdy przełknął, zapanowała dość kłopotliwa cisza. Może nie odpowiedział gdyż nic nie zostało z gardła? Ze stoickim spokojem wziął wielki łyk kojącej herbaty.
- No... echym... - odkaszlnął z przymusem. - Gotujesz lepiej niż mój brat. - stwierdził z prostotą, odsuwając jednak talerzyk.
W sumie nie wiedział czy gotuje lepiej. Malthael zatrułby pół wioski samymi wyziewami zupki. Chociaż może danie które zjadł działało po czasie? Spojrzał na kobietę z zastanowieniem.
- Jeśli zaraz stracę przytomność nie zamykaj mnie w piwnicy.
<Helena?>
Póki co jednak zdjął mokry płaszcz. Rzucił nieco niedbale na fotel ale lokaj szybko się nim zajął. Rozpiąłby i koszulę lecz nie zdążył gdyż już pod nos postawiono herbatę. Usiadł więc wygodnie, z nogami wyciągniętymi w stronę kominka. Tymczasem goblin nadal dygotał, stojąc pod ścianą. Niepewny co dalej. Pociągał nosem wycierając to wszystko w brudną koszulę.
- Kojo. - dobiegł go głos Mistrza.
- T...tak? - drgnął niczym spłoszone zwierzątko postawione przed nieuniknionym.
- Stań bliżej ognia. - powiedział szeptem, nie zajmując się nim dłużej.
Przynajmniej z pozoru. Kątem oka obserwował uważnie poczynania stworka. Dygocąca kupka nieszczęść przeszła do kominka, przysiadając i grzejąc łapki. Przez twarz przeszedł nieśmiały uśmiech. Tymczasem demon sączył zadowolony herbatę, chwaląc za nią lokaja. Gdy jednak wkroczyła pani domu ze swoim "cudem", zamarł nieco zawiedziony.
- Szkoda, że zmieniłaś ubranie. Wyglądałaś lepiej w halce. - stwierdził spoglądając na jej kształtne nogi.
Chwycił posłusznie kawałek czegoś na talerzyku. Powąchał. Tknął palcem jakby w obawie, że coś mogło jednak przeżyć jej umiejętności zabijania potraw. Liznął. Po chwili odgryzł spory kęs, niemal łamiąc zęby. Z leciutkim grymasem, jak przy jedzeniu kamieni z ogródka, zaczął przeżuwać. Nawet goblin się krzywił słysząc te wysiłki.
Gdy przełknął, zapanowała dość kłopotliwa cisza. Może nie odpowiedział gdyż nic nie zostało z gardła? Ze stoickim spokojem wziął wielki łyk kojącej herbaty.
- No... echym... - odkaszlnął z przymusem. - Gotujesz lepiej niż mój brat. - stwierdził z prostotą, odsuwając jednak talerzyk.
W sumie nie wiedział czy gotuje lepiej. Malthael zatrułby pół wioski samymi wyziewami zupki. Chociaż może danie które zjadł działało po czasie? Spojrzał na kobietę z zastanowieniem.
- Jeśli zaraz stracę przytomność nie zamykaj mnie w piwnicy.
<Helena?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz