Demon. Wysoki demon o długich, kruczoczarnych włosach sięgających prawie pasa. Przez dłuższą chwilę ignorował dziewczynę po prostu idąc przed siebie, czemu miałby ją śledzić? Nigdy za specjalnie nie interesował się zabijaniem kobiet w ciemnych zaułkach. Zatrzymał się. Przechylił głowę uważnie się jej przypatrując. Skądś znał tę ładną twarzyczkę.
- Satrina di Angelo - powiedział powoli, delektując się smakiem każdej literki. - Nazwisko anioła, dusza diabła. A raczej demona.
Dziewczyna spojrzała na niego nieufnie. Wybornie. - Skąd znasz moje imię?
Teraz będzie zabawnie. Asmodeusz momentalnie przybrał wyraz niezdrowo nakręconego nastolatka. Jak się bawić, to się bawić. - Co ty, nie pamiętasz mnie?!
- ... nie?
- No nie mów! Nie pamiętasz jak się poznaliśmy na potupaji u Lufycera?! Wiesz, niezły bufet, ciekawa muzyka, moje dziw... A nie, przepraszam, przy damie nie można się tak wyrażać. Nie wypuszczałem cię z parkietu!
- J-ja, nie pamiętam tego.
Jest niepewne, ale stara się trzymać fason. Czyli - zadziora.
Asmodeusz zaśmiał się serdecznie. - No jasne! O ja głupi, przecież upita byłaś w trzy du... przepraszam, w trzy pośladki.
Jej mina sprawiła mu wielką przyjemność. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, lekko popychając ją w plecy. - Skoro nic nie pamiętasz, pójdziemy do... hmmm, gdzie chcesz, a ja ci opowiem jak to było. Nie pamiętać imprezy u Lufycera, to jak nigdy się nie urodzić!
<Satrina? Ach, szefu lubi wkręcać ludzi XD>
- Satrina di Angelo - powiedział powoli, delektując się smakiem każdej literki. - Nazwisko anioła, dusza diabła. A raczej demona.
Dziewczyna spojrzała na niego nieufnie. Wybornie. - Skąd znasz moje imię?
Teraz będzie zabawnie. Asmodeusz momentalnie przybrał wyraz niezdrowo nakręconego nastolatka. Jak się bawić, to się bawić. - Co ty, nie pamiętasz mnie?!
- ... nie?
- No nie mów! Nie pamiętasz jak się poznaliśmy na potupaji u Lufycera?! Wiesz, niezły bufet, ciekawa muzyka, moje dziw... A nie, przepraszam, przy damie nie można się tak wyrażać. Nie wypuszczałem cię z parkietu!
- J-ja, nie pamiętam tego.
Jest niepewne, ale stara się trzymać fason. Czyli - zadziora.
Asmodeusz zaśmiał się serdecznie. - No jasne! O ja głupi, przecież upita byłaś w trzy du... przepraszam, w trzy pośladki.
Jej mina sprawiła mu wielką przyjemność. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, lekko popychając ją w plecy. - Skoro nic nie pamiętasz, pójdziemy do... hmmm, gdzie chcesz, a ja ci opowiem jak to było. Nie pamiętać imprezy u Lufycera, to jak nigdy się nie urodzić!
<Satrina? Ach, szefu lubi wkręcać ludzi XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz