Layout by Raion

czwartek, 11 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Asmitusa

Helena podeszła do okna. Nie widziała za wiele, jednak jakieś tam malutkie mróweczki przebijały się przez smugi deszczu. - Widzisz tamtych ludzi? Kobieta z dzieckiem, staruszka i... bezdomny kot jeżeli mnie oczy nie mylą - wymamrotała usilnie próbując dojrzeć tam coś jeszcze. Ech, zadowoli się i tym. - To niewolnicy moich słów.
Była zadowolona z tego, jak dobrze zabrzmiało to zdanie. "Niewolnicy moich słów" - takie... romantyczne. Ona - piękna nieznajoma pokrzywdzona przez los i on - przystojny, tajemniczy nieznajomy. To historia wręcz idealna na pierwszą książkę. Tytuł brzmiałby oczywiście "Niewolnica". Oh tak, to jest piękny plan. Po powrocie do rezydencji od razu zabierze się do pisania.
Odwróciła się do Jolki, aby zobaczyć jak wielkie wrażenie na nim zrobiła.
Nic.
Nic?
Nic.
Nawet na nią nie patrzył.
Zignorował ją!
Helena sapnęła gniewnie. To jest okropne. Pierwsza osoba, która ignoruje ją w takim stopniu! Niewybaczalne. Ta zniewaga, krwi wymaga. Albo nie, nie będzie reagować, ubierze się i wyjdzie. Tak, tak, weźmie Maurycego i przebrnie przez ten deszcz aby znaleźć się w domu. Z dala od Jolki i jej wręcz okrutnej ignorancji.
Kobieta poszła w stronę łazienki, założyła ubłoconą suknię i ruszyła w stronę drzwi. Nadal zirytowana rzuciła za siebie. - Do widzenia pani Jolu.
Wkurzający typ! - Maurycy, chodź tu.
Psies warknął coś i poszedł za pańcią. Ach, tylko kilka przecznic do domu. Tam zajmie się nią służba. Wielka wanna, ciepły koc, czysta suknia, masa papierów... samotność... ale wanna jest! Idziemy.

<Asmitusie?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz