Layout by Raion

czwartek, 11 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Asmitusa

Helena uśmiechnęła się pokrzepiająco do tego uroczego stworka klepiąc go delikatnie po głowie. - I widzisz? Jest już dobrze.
Pojawiła się Jolka i wszelka radość zniknęła z jej twarzy. Okropny ignorant! Prychnęła gniewnie i wyszła na zewnątrz. Deszcz padał i padał, w całej swojej okazałości. Helena westchnęła ciężko.
- Tylko kilka przecznic.
- Gdzie idziemy? - spytał mężczyzna idąc tuż przy niej. Jak on mógł iść tak spokojnie?
- Ty Jolu? Nigdzie. Ja idę do domu. Do widzenia.
Chyba znów się zamyślił, bo odpowiedzi niedostała. Przywalić! Dźgnąć i poćwiartować!
Krople uderzające o chodnik skutecznie zagłuszyły dźwięk kroków. Helena skupiła się tylko i wyłącznie na drodze do domu. Tego domu, który już już majaczył swą sylwetką na horyzoncie. Duża rezydencja godna Lady Wetherban.
Kobieta sapiąc i zipiąc zapukała do ogromnych drzwi wejściowych. Otworzył jej typowy lokaj. Stary, siwy, pomarszczony. - Pani! - krzyknął wielce zaskoczony. Widząc jej spojrzenie nie mówił już nic więcej.
- Kąpiel, herbata, suknia, koc. Migiem - syknęła wtaczając się do środka. Taka kupka nieszczęścia w pantoflach.
- Pani...
- Bez gadania.
- A co zrobić z gośćmi?
- Jakimi gośćmi? - dopiero teraz przypomniała sobie o Jolce. - Goblina wpuść.
Lokaj sądząc, że chodzi tu o mężczyznę (Helena używa wielu różnych określeń na osobników płci przeciwnej) wpuścił go do środka. - Proszę za mną panie...
- Jolka.
- Panie Jolu.
***
Jola musiała zdjąć ubłocone buty. Jola musiała zdjąć mokry płaszcz. Jola musiała wypić herbatę. Lokaj nie przebacza. Wie o tym nie jedna postać z horrorów.
Panna Wetherban nadal wielce napuszona (naruszona została jej godność) udała się prosto do kuchni. Wygoniła stamtąd całą służbę, do piecyka włożyła pieczeń którą zamarynowała rano i ruszyła do salonu. Prawie wpadła na stolik z wrażenia. - Janie(;D), co on tu robi?
- Ale kto?
- On.
- Pan Jolka?
- Tak, Pan Jolka.
- Kazała mi pani go wpuścić.
- Nie, mówiłam o goblinie.
- Nie o nim?
- Nie, nie o nim.
- Przepraszam...
- Ech, i takbym się go nie pozbyła.
***
- Trzymaj - syknęła stawiając mu przed nosem talerz ze spalonym... czymś. Czarny skwarek, a może raczej węgielek polany sosem w bliżej nieokreślonym, mdłym kolorze. Na to spalony pomidor i kilka jagód. Wielką łaskę mu zrobiła. Jak on mógł tak sponiewierać jej dumę? Jej honor! Teraz przyszedł czas na odwet. Chodź nieświadomy.

<Asmitusie? xD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz