Odwróciła wzrok od drzwi, za którymi przed kilkoma chwilami zniknęła
niewielka, zgarbiona nieco postać goblina i otrząsnęła się z zamyślenia.
- To bardzo miło z pana strony, że dba pan o moje zdrowie - oświadczyła pogodnym tonem. - Ale mi raczej nie grozi przeziębienie. Moja rasa chchch-chyba jest odppporna na tego t-tego typu choroby... - zapewniła niezbyt przekonująco, bowiem w końcowej części wypowiedzi zaczęła wbrew swojej woli szczękać zębami. Postawa Lavender również nie wskazywała na jej dobre samopoczucie; podciągnęła kolana pod brodę, obejmując nogi rękoma. Następnie wyciągnęła smukłą dłoń w kierunku palącej się lampki. Co prawda źródło światła było niewielkie i nie wydzielało zbyt dużo ciepła, ale zawsze coś.
Niemal w tym samym momencie goblin ponownie zawitał do pomieszczenia, z trudem utrzymując w dłoniach dość rozległą, srebrną tacę. Postawił poczęstunek na stole tuż przed elfką.
- Proszę bardzo - mruknął pod nosem stworek. Szarowłosa spojrzała na blat i z zadowoleniem stwierdziła, że sługa jej nowego znajomego przyniósł gliniany kubek wypełniony aromatycznym napojem oraz talerz smakowicie wyglądających ciasteczek.
- To pachnie p-przepysznie - zaopiniowała szczerze. - Naprawdę jestem ci wdzięczna, yyy... eee... Kojo, tak? Spisałeś się świetttnie - pochwaliła z uśmiechem, sięgając równocześnie po kubek. Niestety gdy tylko podniosła naczynie do ust, jego płynna zawartość pod wpływem mocy elfki przeistoczyła się w lód. Westchnęła, postanawiając,że pewnego dnia nauczy się sztuki kontrolowania swych zdolności. Nie chciała po raz kolejny fatygować goblina, ale uczucie zimna stawało się coraz bardziej uciążliwe.
- M-może jedddnak się przebiorę - zmieniła zdanie. - Tylko... yyy... ma pan tu może jakieś suche ubrania? Przepraszam, ale tak się składa, że nie pomyślałam o zabraniu swoich - wyjaśniła.
<Asmistus?>
- To bardzo miło z pana strony, że dba pan o moje zdrowie - oświadczyła pogodnym tonem. - Ale mi raczej nie grozi przeziębienie. Moja rasa chchch-chyba jest odppporna na tego t-tego typu choroby... - zapewniła niezbyt przekonująco, bowiem w końcowej części wypowiedzi zaczęła wbrew swojej woli szczękać zębami. Postawa Lavender również nie wskazywała na jej dobre samopoczucie; podciągnęła kolana pod brodę, obejmując nogi rękoma. Następnie wyciągnęła smukłą dłoń w kierunku palącej się lampki. Co prawda źródło światła było niewielkie i nie wydzielało zbyt dużo ciepła, ale zawsze coś.
Niemal w tym samym momencie goblin ponownie zawitał do pomieszczenia, z trudem utrzymując w dłoniach dość rozległą, srebrną tacę. Postawił poczęstunek na stole tuż przed elfką.
- Proszę bardzo - mruknął pod nosem stworek. Szarowłosa spojrzała na blat i z zadowoleniem stwierdziła, że sługa jej nowego znajomego przyniósł gliniany kubek wypełniony aromatycznym napojem oraz talerz smakowicie wyglądających ciasteczek.
- To pachnie p-przepysznie - zaopiniowała szczerze. - Naprawdę jestem ci wdzięczna, yyy... eee... Kojo, tak? Spisałeś się świetttnie - pochwaliła z uśmiechem, sięgając równocześnie po kubek. Niestety gdy tylko podniosła naczynie do ust, jego płynna zawartość pod wpływem mocy elfki przeistoczyła się w lód. Westchnęła, postanawiając,że pewnego dnia nauczy się sztuki kontrolowania swych zdolności. Nie chciała po raz kolejny fatygować goblina, ale uczucie zimna stawało się coraz bardziej uciążliwe.
- M-może jedddnak się przebiorę - zmieniła zdanie. - Tylko... yyy... ma pan tu może jakieś suche ubrania? Przepraszam, ale tak się składa, że nie pomyślałam o zabraniu swoich - wyjaśniła.
<Asmistus?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz