- Więźniem? O nie, nie, nie mój drogi, to ty szedłeś za mną całą drogę od speluny, aż do mojego domu. Gdyby nie roztargnienie Jana, na pewno byś tu nie siedział. Naprawdę nie wiem, jak Kojo może z tobą wytrzymywać - powiedziała mierząc go krytycznym wzrokiem. - Gdzie Maurycy?
- Na górze Pani. Przyprowadzić go?
- Nie trzeba. Jakieś wieści?
- Owszem - lokaj dyskretnie zerknął w stronę Pana Jolki.
- Mów.
- Warrt Marvel potwierdził swoją obecność na jutrzejszym spotkaniu. Lady Mamałyga zapowiedziała się w środę, Stefan Baron chce omówić kwestię dofinansowania swoich badań. Dodatkowo są wieści o nowych posunięciach naszych wrogów.
- O! Dokumenty zostaw w gabinecie. Raporty?
- Są wszystkie.
- Rekruci?
- Położę razem z dokumentami.
- Dobrze, możesz odejść.
Lokaj skłonił się głęboko i wyszedł zostawiając ich samych. Zapadła cisza. Trzask płomieni, dźwięk kropel uderzających o szybę i cykanie zegara było połączeniem wręcz nie do wytrzymania. Helena wpatrywała się w swoich gości z mieszanką zażenowania i zainteresowania. - Wygodnie ci z tymi skrzydłami?
- Różnie.
- A jak to czyścisz? - spytała przyglądając się... czemuś. Nawet spróbowała to rozetrzeć. - Nie moknie ci?
- Moknie.
- Hmmm, mówiłeś coś o magu, który ci to zrobił. W jakich okolicznościach?
<Asmitusie?>
- Na górze Pani. Przyprowadzić go?
- Nie trzeba. Jakieś wieści?
- Owszem - lokaj dyskretnie zerknął w stronę Pana Jolki.
- Mów.
- Warrt Marvel potwierdził swoją obecność na jutrzejszym spotkaniu. Lady Mamałyga zapowiedziała się w środę, Stefan Baron chce omówić kwestię dofinansowania swoich badań. Dodatkowo są wieści o nowych posunięciach naszych wrogów.
- O! Dokumenty zostaw w gabinecie. Raporty?
- Są wszystkie.
- Rekruci?
- Położę razem z dokumentami.
- Dobrze, możesz odejść.
Lokaj skłonił się głęboko i wyszedł zostawiając ich samych. Zapadła cisza. Trzask płomieni, dźwięk kropel uderzających o szybę i cykanie zegara było połączeniem wręcz nie do wytrzymania. Helena wpatrywała się w swoich gości z mieszanką zażenowania i zainteresowania. - Wygodnie ci z tymi skrzydłami?
- Różnie.
- A jak to czyścisz? - spytała przyglądając się... czemuś. Nawet spróbowała to rozetrzeć. - Nie moknie ci?
- Moknie.
- Hmmm, mówiłeś coś o magu, który ci to zrobił. W jakich okolicznościach?
<Asmitusie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz