Layout by Raion

wtorek, 9 czerwca 2015

Od Aeren'a do Heleny

Jak zwykle - nuda.
Szedłem uliczkami miasta, zastanawiając się nad tym co robić.
Ah! Jak ja bym chciał się teraz położyć na dachu i móc..
- Ryby! Świeżutkie! Z ra...
Moje myśli przerwał jeden ze sprzedawców... Tak byłem na targu.
Sam nie wiem po co... Ajajaj! To takie upierdliwe! A ten gościu taki irytujący.
Jest południe czyli miasto tętni życiem, wszędzie ludzie kręcili się i boż..
Są tacy żałośni.. Kłopotliwe.
Ruszyłem przed siebie i po pół godzinie byłem już daleko stamtąd.
Nagle na chodniku zobaczyłem psa... Amstafa.
Rozejrzałem się, lecz nikogo nie zobaczyłem. Dziewie pusto było w pobliżu.
Eh... To takie kłopotliwe. Pies chodź był sam, nie wyglądał na bezpańskiego.
Nie był jak te wszystkie uliczne psy, zaniedbane, wychudzone z pianą w pyskach.
Ten był bardzo zadbany, wydawał mieć w sobie jakąś taką wrodzoną elegancję.
Podszedłem do niego, nie bojąc się, bo niby czego? Z reguły jestem samotnikiem.
Nie mam przyjaciół tylko kilku kolegów ze starych lat. Zwierzęta - Przy nich jestem sobą.
jestem wolny, one są lepsze od ludzi. Człowiek jest chciwy, Demon podły,
Elfy narcystyczne, Wampiry zarozumiałe, Asur Chamidła. Zwierze są ponad nimi,
one są wierne, potrafią być wierniejsze od najbliższej ci osoby. Usiadłem obok
psa na co ten zawarczał i się odsunął. Nie znał mnie. To oczywiste zachowanie.
Ludzie mają mnie za dziwaka, bo nie potrafią pojąć mojej zdolności. Uważają, że
straciłem rozum gadając do zwierzą, jakbym z nimi rozmawiał. Inni może zrozumieją,
inne stworzenia tak, ale nie Człowiek oni nie rozumieją, że ja naprawdę z nimi
rozmawiam. Westchnąłem ciężko i głośno. Znów rozmawiam sam ze sobą, i rozmyślam.
To robię najlepiej. Podniosłem rękę jakbym chciał go pogłaskać. Ale ten zaczął
szczekać i warczeć znów się odsuwając.
= Odejdź! Nie dotykaj mnie! Odgryzę ci tą rękę jak mnie dotkniesz! - Zawarczał.
Opuściłem lekko rękę i odwróciłem ją i przysunąłem ją tak by mógł powąchać.
- Spokojnie piesku, nic ci nie zrobię. - Znów zawarczał. - Spokojnie, ah jesteś taki...
Kłopotliwy. Obiecuje, że cię nie dotknę dopóki mi nie pozwolisz dobrze? I nie chce
stracić ręki piesku, jeszcze mi się przyda. - Pies spojrzał na mnie trochę jak na
wariata. ~ Normalka.
- Tak, piesku rozumiem co do mnie mówisz.. Nie jestem tymi... Ludźmi. - Powiedziałem
krzywiąc się na co, pies znów zaczął warczeć.
= Moja pani jest wspaniała! - Zaszczekał. Westchnąłem cierpiętnico.
- Zapewne masz rację, mówię o tych innych, tych mniej wartościowych. - Pies przechylił
głowę.
- Świr... - Usłyszałem za sobą, odwróciłem się, i zobaczyłem jakieś dwie ludzkie kobiety,
które w mig uciekły, gdy na nie spojrzałem.
- Widzisz piesku... O takich mówię. - Powiedziałem znów odwracając się do psa.
- Nazywam się... Jestem Aeren Azalet Namarii, lecz ludziom i innym stworom
przedstawiam się jako Szachar, lecz ty jako zwierze, które cenie wyżej niż tych
upierdliwych ludzi.. Możesz zwrócić się do mnie Azal, jeśli zechcesz. A ty Amstafie,
jak cię zwą?
- Nazywa się Maurycy. - Usłyszałem głos za sobą, kobiecy. Cóż zaskoczył mnie
nie powiem.. Szybko wstałem i odwróciłem się. Stała przede mną kobieta o czarnych
włosach.
- A ty? - Zmrużyłem oczy. - To kto?

< Heleno?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz