Layout by Raion
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agares. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agares. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Od Agaresa - Cd. Perdity

Za ciepło, za słonecznie, za parno. Agares często zastanawiał się czemu Bóg stworzył słońce? Duża kula gazowa robiąca więcej szkody niż pożytku. Susze. Susze. Susze. Udary, przegrzania, oparzenia. Ech, szkoda gadać. Jedyny plus w tym wszystkim jest taki, że do jego terenów słońca dochodzi mało. Może za to podziękować swojemu wrodzonemu talentowi do zastraszania. Powiedz kilka "miłych" słówek zapoznanemu magowi, pokarz mu krokodyla, pobaw się DNA i zrobi dla ciebie wszystko. Włącznie z czyszczeniem toalety. No ale przecież nie po to aż tak się wysilał! Staruszek rzucił jakieś zaklęcie i mamy tu wieczną północ (jest chyba coś takiego). I w takich warunkach można pracować.
Myśląc "praca" chodziło mu raczej o relaksowanie się w samotności. Nad morzem.
I właśnie szlag jasny strzelił jego samotną relaksację. "Bla bla bla" czyli kobieta. Tia, jeszcze tego brakowało. Agares leniwie odwrócił głowę. Kobieta. Mała. Wyglądająca dość zabawnie. Ech, karanie jej za zakłócenie świętego spokoju tak szybko nie jest dobrym pomysłem. Może najpierw dowie się co robi na tym pustkowiu.
- Imię. - Ton typowego pana bibliotekarza, który zapomniał na czyją kartę zapisać numer danej książki.
- Pedrita.
O! Nawet się nie zająkała. A to dziwne, wygląda na dość nieśmiałą. 
- Powiedz mi Pedrity, co tutaj robisz?
- Szukam drogi do miasteczka. Którędy?
- Oh! Dopiero przyszłaś a już chcesz uciekać? - Agares poklepał miejsce obok siebie. Tak łatwo jej nie wypuści. - Siadaj. Pogadamy.
No tego naprawdę się nie spodziewał. Może to jego wina? Może stracił swój wygląd okrutnego mordercy? Usiadła obok niego. Tylko się zabić.
- Wiesz Pedrity, nie tak łatwo dostać się do "najbliższego miasteczka". Ale wiesz co? Możesz być moim gościem [czyt. więźniem do puki mi się nie znudzi]. Jak już opowiesz mi wszystkie ciekawe historie jakie znasz, odprowadzę cię do miasta. Co ty na to?
Jakież to żałosne. Ech, więzić a nie zabijać. WIdać że wszyscy się zmieniają.

<Perdity? Widzisz, nie jest tak źle. Agi ma na razie umiarkowany humor xD>

piątek, 12 czerwca 2015

Od Agaresa - Cd. Nymerii

Agares zmierzył ją lodowatym spojrzeniem (każda moja postać musi mieć lodowate spojrzenie). No tak, jeszcze tego brakowało. Zero powagi w tym paskudnym świecie, kompletna czarna dziura. Ech Agaresie, weź głęboki wdech i niczego nie komentuj. To nigdy nie wychodzi ci na dobre.
- Nymeria Kaiope Namari - powiedział powoli nie spuszczając z niej oka. - Północna granica została zainfekowana. Czy zechcesz się tam ze mną udać?
- Tak! Znaczy się... Oczywiście szefie.
- Kebos, prowadzisz.
- Ajaj - zahuczał i zagrzmiał ten potwór perfidny! - Którędy?
- Ścieżka B. Zahaczymy o informatora.
Ruszyli ścieżką w stonę gór. Krokodyl na przodzie, tuż obok niego szefu (niewiele niższy od swojego stworka) i na końcu Nymeria. Wszystko w jak największej ciszy.
- Daleko jeszcze? - spytała ich szalona towarzyszka.
- Daleko.
... (30 minut później)
- Daleko jeszcze?
- Tak.
... (1h później)
- Daleko jeszcze?
- Yhm.
...(2h potwornej ciszy)
- Da~
- Jeżeli jeszcze raz spytasz czy daleko, każę Kebosowy wyrwać ci język. Dobrze? - Agares wykrzywił usta w coś co modło uchodzić za uśmiech.
- Szefie... - zaczął krokodylek.
- Ym?
- Ja chyba widzę stado harpii nadziewiątej.
- O! Wspaniała okazja. Nymeria pokaże jak sprawdza się w walce. To twoja szansa, nie zmarnuj jej.

<Wykaż się dziewczyno!>

czwartek, 11 czerwca 2015

Od Agaresa do Nymeri

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie? Co to będzie?
Nic nie będzie. No właśnie - nic. Zero. Brak postępów. Brak nowych danych. To powoli staje się irytujące. Czemu do tej pory nic nie wie?
Agares rozejrzał się po pomieszczeniu oświetlonym jedną, małą lampką. Mrok go uspokajał. W nim nie musiał myśleć. W nim nie musiał się ukrywać. To naprawdę wspaniałe uczucie.
- Kebos - powiedział wstając od biurka. Przejrzał szybko kilka kartek, jedną podpisał, dwie kolejne wyrzucił do śmieci.
Do pomieszczenia wczłapał 4-metrowy stwór przypominający krokodyla. Krok miał ciężki. Przy każdym spotkaniu jego łapy z twardą podłogą rozchodził się dziwny dźwięk przypominający odgłos jaki wydaje upadający kamień. Łup. Łup. Łup.
- Taaak? - Nie dość, że chłop jak dąb(stuletni) to jeszcze głos jak uderzenie pioruna. Z nim można dostać zawału! Agares wziął głęboki wdech. Spokojnie, spokojnie, za to go szanujesz.
- Wezwij tą dziewczynę... jak jej tam? Nymeria. Trzeba ją sprawdzić.
- Sprawdzić panie?
- Sprawdzić.  Przetestować. Poobserwować.
- Czy coś jej przekazać?
- Jedynie aby przyszła na dzieciniec. Załatwimy dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Dwie pieczenie. Tak panie.
Krokodyl odwrócił się i ruszył ku wyjściu. Był bardzo pomocnym pupilem. Sprawny w walce, posłuszny i czasem bardzo błyskotliwy. Agares czekał na jego powrót, miał nadzieję, ba!, oczekiwał że zobaczy go z nową podwładną. Zamierza wziąć ją na "obchód" północnej granicy, zwanej też Okropną. Zobaczy w jakim stopniu może na niej polegać.

<Nymeria?>