Layout by Raion
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helena. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Mordimera

Helena prawie padła Mordimerowi do stup. - Stokrotne dzięki przyjacielu!
- Taaa, teraz to przyjacielu, a wcześniej to "zabij go". No co się tak na mnie patrzysz? Jan wszystko mi wyśpiewał! - Och, Ravanhael tak uwielbia wnerwiać swoją szefową. Kobiety się tak słodko wkurzają. - No ale młodemu przyznać trzeba, firanka ładna.
Tym razem Pani domu zignorowała tamtych dwóch całkowicie. Asmitus i Boreasz niech zajmą się sobą, ona zaopiekuje się gościem wartym uwagi. Lekko skłoniła się mu i jego zjawie (ignorując wcześniejsze "małżonka"). - Bardzo wam dziękuję. Cieszę się, że ten świat nie jest skazany na idiotów, ignorantów i kobieciarzy.
- To chyba była insynuacja do nas - powiedział Boreasz rozsiadając się w rozklekotanym fotelu.
- Nieeee, mówiłam o tym facecie zajmującym się stajnią. I kucharz. Oraz Mr. Vi. Oni to wszyscy straszni ignoranci!
- Piękny sarkazm moja droga. To jak, pijemy w końcu? Nie przyjechałem tu siedzieć.
- Przyjechałeś tu pracować Boreaszu. A jeżeli chcesz pić to sam coś przynieść, cała służba uciekła.
Mag uśmiechnął się pod nosem kierując się do innej części domu. I tak wygląda jego praca od czasu pojawienia się tych dwóch - przynieś alkohol. Nie wiedział czy jest zadowolony, czy zażenowany. Chyba jednak trzeba będzie zrobić tu porządek. Za coś mu płacą. No ale to nie teraz, teraz trzeba wypić. Obgadać. Poznać się lepiej.
***
Wrócił w pięć minut z czterema kieliszkami i czystą wódką przywiezioną... no, nie ważne skąd, ważne że mocna. To dopiero będzie zabawa.
Butelkę postawił przed Asmistusem. - Polewaj.

<Mordimer?> 

czwartek, 18 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Mordimera

Jestem kobietą piękną. Jestem kobietą inteligentną. Jestem kobietą silną. Czemu ja tu leżę? A tak, przez tamtych dwóch... teraz już trzech. Helena, weź się w garść, przeżyłaś dużo gorsze rzeczy. Widziałaś dużo gorsze rzeczy. Sprawiłaś dużo gorsze rzeczy. No już, już, wstawiaj.
Pani domu podniosła się powoli. Otrzepała suknię z resztek ziemi i trawy, po czym ruszyła do dziury. Energicznie poklepała nekromantę po plecach. - No Mortimerze, bo tak się nazywasz, prawda? Zostaliśmy sami wśród dziwaków. Co dwie głowy to nie jedna! - Z tymi słowami żwawo wskoczyła do salonu. Rozejrzała się, zatrzymała. - Czy ja widzę Asmistusa z miotełką? O jejciu, jaki to piękny widok. Sprzątaj dalej kochanie, nie przeszkadzaj sobie.
Helena przeszła cały salon i pobiegła na górę po, hmmm, po coś.
W tym samym momencie wrócił Ravanhael ze szmatą, wiadrem i mopem. - Wiecie co mnie zastanawia? Brak służby.
- Uciekli! - krzyknęła Helena z drugiego piętra.
- Uciekli? Och, widzę że naprawdę wiele mnie ominęło. - I mag zaczął ścierać kurze z tego co zostało. Helena prawie spadła ze schodów gdy to zobaczyła. - Nie wchodź w butach! Podłogę zakurzysz.
- Jakby było tu co brudzić - mruknęła patrząc na tynk walający się po podłodze.
- W takim razie nie gadaj tylko sprzątaj Lady - powiedział wręczając jej mopa. Chwila przetwarzania informacji i ona zaczęła pracować. - Kto by pomyślał, że burdel łączy ludzi, nie?
- ... powiedziałeś to specjalnie, prawda?
- Prawda. Już prawie koniec.
- Koniec? Tynk wala się po ziemi, mam wielką dziurę w ścianie i wszystko pogryzione.
Mag zatarł ręce i podniósł kanapę. - No... Da się na niej siedzieć. - Półtora stolika. - Trochę się gibie ale można korzystać. Teraz ściana - mruknął szepcząc pod nosem jakieś słówka. W stronę dziury wystrzelił lodowy promień, który bardzo ładnie wszystko zasklepił. - O, i jest cacy. To co, pijemy?

<Panowie? ;D>

środa, 17 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Asmistusa

- Co on tam bełkotał? - spytał Ravanhael przyglądając się młodemu nekromacie. - Fochnął się czy zazdrosny? No jestem prywatną tarczą, prawda Helcia?
- Tarcza nie gada. Nie grymasi. Nie chce podwyżki. Nie bierze wolnego.
Mag uśmiechnął się pod nosem. - Nie wiem czemu ja zawsze trafiam na tak arogancie, zarozumiałe, pewne siebie, nonszalanckie, wybredne, wybuchowe, niebezpieczne, humorzaste, wredne, ironiczne, władcze kobiety. Ale i tak jesteś dla mnie jak córeczka - zarechotał bawiąc się jej policzkiem. Uszczypnął ją w nos i ruszył za Asmistusem w stronę rezydencji. - A młody idzie?
- Idzie - mruknęła Helena ciągnąc się za nimi niczym upiór. - Jedyna normalna osoba tu. Chociaż groziła mi zniszczeniem domu przez zombi... ale i tak normalniejsza od was.
- Narzeka i narzeka - mruknął Ravanhael wyrównując krok z nowym kolegą. Helena odniosła niebezpieczne wrażenie, że ci dwa jakoś tak szybko "złapali nić porozumienia". - Przecież ten salon nie wygląda aż tak źle - stwierdził wchodząc przez dziurę w ścianie.
Panna Wetherban załamana padła na kolana przed domem. Położyła się ignorując powiększające się plamy na sukni. Straciła resztki nadziei, że coś ją uratuje.
- Jednak - zaczął mag. Jest nadzieja! - chyba nie mogę tak tego zostawić. Za coś mi tu płacą. - Spojrzał na Asmistusa z tym swoim ironicznym uśmieszkiem. - Zrobisz coś, żeby nie śmierdziało tu... mokrym psem? To chyba najlepsze określenie. Ogarniesz ją - wskazał na szefową. - I uznam że tego nie pamiętam. Później będziemy mogli napić się herbaty lub czegoś mocniejszego.Teraz idę się rozpakować.
- Ja z wami nie piję - burknęła Helena leżąc jak dziecko na tej trawie. Rozwaliła się i patrzyła na chmurki.
- Młody z nami wypije.
- Chcesz go zdemoralizować? Z tobą się nie pije Ravanhaelu.
- Ze mną po prostu żyje się w zgodzie złociutka. - Z tymi słowami ruszył do opustoszałego północnego skrzydła, w którym to rezyduje.

<Noo, ciężko będzie. Asmistusie?>

Od Heleny - Cd. Asmistusa

Helena spokojnie dokończyła śniadanie ciesząc się ciszą i brakiem towarzystwa dziwnego demona. Umyła się ignorując jego "Nie kąp się beze mnie", ubrała w piękną czerwoną suknię, która symbolizowała jej dobry nastrój tego dnia, wyperfumowała i opadła na łóżko z głośnym westchnieniem ulgi. Szykował się dość normalny dzień.
***
W tym samym momencie na posesję wszedł pan wielki i dostojny. Z włosami długimi i białymi jakby ktoś je normalnie w wybielaczu wymył. Ubrany jak typowy mag. Długi błękitny płaszcz z wielkimi rękawami, jasne spodnie, obroża na szyi (tak, obroża, taka z kryształem w środku) i oczywiście kostur. Wszystko na jak najlepszym poziomie estetycznym. Żwawym krokiem przekroczył próg domu, Jan nawet nie musiał mu otwierać. I aż go cofnęło! - O kurwa! - tak mu się jakoś wymsknęło na widok - Co to za burdel?! - burdelu w salonie. Odszedł wszystko. Skoro tu wszystko zniszczone to gdzie damulka? O cholera, już może pożegnać się z robotą.
Helena słysząc hałas postanowiła zejść na dół. Ją też cofnęło. - O matko! - Taka delikatniejsza wersja. - Co to za dom rozpusty?! Ravanhael! - Para wściekłych oczu spoczęło na biednym magu.
- Czego chcesz kobieto?! Ja dopiero wszedłem!
- Mój salon!
- No twój, twój, raczej nie mój - powiedział spokojnie zapalając fajkę. Zaraz zacznie go jechać, trzeba się jakoś odstresować.
- Miałeś być wczoraj!
- Jestem dziś, nie cieszysz się? Poza zniszczonym salonem wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- A jak sądzisz, czemu mój salon jest zniszczony?!
- Aaaa... czyli jednak coś się stało?
- Stało się. Stało! Chodź ze mną.
Panna Wetherban wściekłym krokiem ruszyła do ogrodu. Mag kawałek za nią, z miną niezainteresowanego typa, z duszą pełną podekscytowania. W końcu zaczęło się coś dziać.
Helena bez słowa weszła w to męskie grono złożone z Mortimera, Asmistusa, Kojo i Bagażu (bo to facet, nie?). Nie spojrzała na nikogo. Wzrok miała wbity w ziemię, pięści ściśnięte tak, że kostki zbielały. Wulkan zaraz wybuchnie. - ONI SIĘ STALI!!! - O, i wybuchł.
Ravanhael spojrzał na wszystkich po kolei. Mordimer - Dzieciak. - Kojo - Gnom. - Skrzynia - Skrzynia... - Asmistus - ... facet? No wiecie co? Po tak dziwnej kompani spodziewałem się przynajmniej Miss Polonia 2015.
Helena dochodziła do siebie. Oddech ciężki, dyszy i sapie jak lokomotywa. - Z-R-Ó-B C-O-Ś Z NIMI!
- Taaa, teraz to jest "Zrób coś z nimi", a tak to się nawet nie przywita. Nie spyta co u dzieci słychać.
- Co słychać u córki? - syknęła.
- O! - Mag uśmiechnął się promiennie. - Fatalnie. Facet wymienia ją na młodszy model. Ale o ile młodszy to nie wiem, ma jakieś 20 lat. Jak się o tym dowiedziała normalnie wyglądała dosłownie jak ty! A nawet gorzej. Chociaż... - chwila kontemplacji nad jej stanem. - Nie, jednak nie, to ten sam obraz który widziałem przy wyjeździe.
A facetom tylko głowy latały z panny na nowego gościa. - A ty kto?
Białowłosy skłonił im się głęboko. - Ravanhael Venvered, miło mi - powiedział nadal trwając w ukłonie i łypając na nich tymi kolorowymi oczami. Jednym błękitnym jak lód. Drugim czerwonym jak krew. - Prywatna tarcza panny Heleny.

<No panowie? Wanny nie ma, jest Bori xD>

Od Heleny - Cd. Aerena

Irytujący człek, chodź Helena zaczynała rozumieć jego zamiłowania do słowa "upierdliwe". Może sama zacznie go używać częściej? Życie rzeczywiście jest upierdliwa. On jest upierdliwy. Ona jest upierdliwa. Trzeba jednak czegoś tu dodać. Może zamienić? Niewygodne = upierdliwe. I mamy!
- Jesteś bardzo niewygodny w rozmowach Aerenie - powiedziała z całą gracją i klasą jaką tylko w sobie miała. Spodobało jej się. - Ależ ja nie wymagam od ciebie rzeczy aż tak wymagających. Jedź ich, wal sarkazmem, ironią i zgryźliwymi uwagami jak leci. Ile dusza zapragnie. Mnie to nie interesuje. Chcę jedynie abyś zajął się tym. Nie masz się co martwić, organizacją zajmę się ja.
- Dobrze, organizacja jest upierdliwa.
Cholernie dziwny człowiek!
Helena usiadła obok niego z oczami świecącymi się jak dwie żarówki. Miała wizję.
- Więc tak... Zajmiemy plac na głównej. Z tym problemu nie będzie, urząd je mi z ręki. Jak chcesz żeby wyglądało twoje miejsce pracy?
- Obojętnie.
- Różowy namiot w cekiny może być? - Przez jej twarz przebiegł wredny uśmieszek. - Dobrze, będzie różowy namiot. I tron jak dla księżniczki. Poczekalnia dla dzieci.
- Jakich dzieci?
- A jakie masz dzieci?
- Ja nie mam dzieci.
- Nie masz dzieci?
- Nie mam dzieci.
- To sobie je załatwisz.
- Eeee?!
- Och żartuję! Żadnych dzieci. Wstęp tylko zwierzęta. Tak?A teraz myśl kolego. Chcę wiedzieć jak ma wyglądać twoje stanowisko pracy. Czego oczekujesz, co chcesz mieć i takie tam. Wszystko.

<Aeren?>

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Asmitusa

I co kurde, czy on nie jest irytujący?! Tak panoszyć się w jej własnym domu! Idiota, cham, ignorant. A właśnie, chyba trzeba wziąć się za pisanie tej powieści. Helena usiadła przy biurku z piórem w ręku. O dom się nie martwi, poza Janem, Maurycym i służącymi ma jeszcze kilku innych "osobników". No ale to mało warze (jak dla niej), przynajmniej w tej chwili.
"Czemu czerpię przez tą miłość?" Tiaaa, miłość. Zabić, poćwiartować, spalić. "Zamknięta w klatce jak niewolnica. Niewolnica człowieka, który nawet mnie nie zauważa. Okrutna jest wola skrzydlatego amora." I tyle by było jeżeli chodzi o wenę twórczą. Helena starannie schowała świstek papieru pod stertę książek. I teraz idziemy spać.
Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Ciekawe co tam z Mordimerem? Nawet go polubiła. Chociaż to wróg. Ale chwileczkę, przecież Asmitus nie jest lepszy. Nie wiedziała co o nim myśleć. Intrygował ją, a jednocześnie ma ochotę go zabić. Jeżeli to możliwe.
Co by tu... Powieść. Helcia ma już nawet pomysł na pierwszą przygodę inspirowaną dzisiejszymi zdarzeniami. Zamiast Kojo da się Mordimera. Konflikt. Tylko co by tu zrobić z Asmitusem i jego brakiem zainteresowania? Trudno zrobić z tego konflikt, chyba że postacie będą się nielubić w takim stopniu jak ci dwaj. O! A gdyby zrobić z nich braci? Nieee, to już za bardzo tandetne. Em, pomyśli o tym jutro. Teraz naprawdę idzie spać. Głowa boli ją niemiłosiernie. Jest gorąco. Duszno. Huh.
- Dobranoc moja kochana rezydencjo. Dobranoc duchy. Dobranoc ja.

<Asmitusie? Monolog wewnętrzny xD>

Od Heleny - Cd. Mordimera

Został zignorowany. Helena ruszyła na strych gdzie już miała przygotowaną linę.
 - Dziękuję że mi przypomniałeś drogi Asmitusie - Helena zaklaskała kilkakrotnie. - Papier, pióro, stolic, świeca i lak.
Miała to w pięć minut. - A więc tak... "Ja, Lady Helena Susana Wetherban, córka Lorda Hostera Mantura Wetherbana i Lady Milov Wetherban, wnuczka lady Mamasy i Morra Wetherban, kuzynka księcia Jakuba Harvelta, siostrzenica biskupa Pawła Macieja Koronkowego, ciotka małej Marisy Mentelej i Huberta Mentelej, oświadczam iż, willę nad morzem przekazuję w ręce Asmitusa Nevalosa. Następcę, w którego ręce kładę los naszej organizacji."
- A co z tym domem? Ja chcę ten dom.
- "Mój dom rodzinny przepisuję na Maurycego, mojego ukochanego przyjaciela i jedynego wsparcia w tym marnym życiu." - Na chwilę przerwała pisanie patrząc na zebranych. - "Mordimer [nazwisko wstawić po mojej śmierci] dostanie statek mojego imienia. Niech mu służy. W swej ostatniej woli pragnę poprosić, aby pilnował mego lubego, Asmitusa, ażeby nie zrobił niczego nazbyt głupiego." - Głęboki wdech. - "Jan przeniesie się do siedziby pod lasem w północnym mieście. Żyj tam aż do śmierci. Długo i szczęśliwie."
- Pani...
- Tak Janie?
- Dziękuję za twą łaskawość, jednak chyba powinienem zostać z paniczem Maurycym.
- Rzeczywiście. Dziękuję Janie. - Wykreślamy ostatnie zdania. - "Jan zostanie wraz z Maurycym służąc mu wiernie do końca swoich dni." Teraz lepiej?
- Dużo lepiej pani.
- Lina!
Helena spojrzała kontem oka na reakcję tego nowego - Mordimera. Chyba szykował się na kolejną porcję kazań.
Nie czekając na pomoc, wdrapała się na stołek i już już sięgając po linę.
- Pani, nie sądzę żeby był to dobry pomysł!
No jasne że nie jest. A jego panika jest tak zabawna, że aż biedna spadła z tego stołka. Śmiejąc się w głos. Upadła twardo na cztery litery. Mimo to zaśmiała się głośniej. - Jesteś genialny! - Tia, jeżeli się nie powiesiła to zaraz umrze ze śmiechu. To jest pewne. Znokautowali ją.

<Mordimer? xD>

Od Heleny - Cd. Mordimera

- Janie... - Helena odwróciła się na pięcie do swojego wiernego sługi.
- Tak pani?
- Przygotuj grubą linę, stołek i hak na jakieś 60 kilogramów. Albo lepiej 70, dla bezpieczeństwa. - Wiecie, nigdy nie wiadomo ile waży suknia, biżuteria i cała reszta niepotrzebnych ozdób. - Każ wbić go w belkę na strychu.
- Tak pani. Coś jeszcze?
- Czarna suknia. Niech mnie w niej pochowają. O! I jeszcze ten wisior z onyksem w środku.
- Ten on Pani pana ojca?
- Tak, tak, ten. Pamiętasz wytyczne?
- Dębowa trumna. Marmurowa posadzka. Napis "I teraz pisze wśród aniołów".
- O czymś zapomniałeś.
- Po pani śmierci spalić wszystkie powieści.
- Dokładnie, och Janie! Służyłeś mi wiernie - powiedziała ze wzruszeniem kładąc dłoń na jego starym ranieniu. - I wiernie służyłeś memu ojcu. I babce... i prababce...
On naprawdę jest tak stary? Lady zmarszczyła czoło próbując sobie przypomnieć datę urodzenia lokaja No ale mniejsza o to, mamy tu poważniejsze sprawy, a mianowicie - przygotowanie pogrzebu.
Helena ruszyła w stronę Asmitusa rozwalonego jak pan i władca. Usiadła patrząc na niego ze wzruszeniem godnym wieloletniej kochanki. - Luby od pięciu minut. Ignorancie, którego poznałam pięć GODZIN temu. Cholerny demonie, którego zdążyłam szczerze znielubić - położyła dłoń na ramieniu Nevalosa - mianuję cię mym zastępcą. Bądź dzielny w walce z Asmodeuszem i Agaresem. Głoś pokój. Niszcz... aaaa, pokój. Rób co tylko chcesz, byleby wygrać. Będę cię obserwować z niebios.
Wstała. Przyszedł czas na Mordimera. Panna Wetherban wzięła jego dłonie w swoje. - A ty odważny i młody... Pilnuj go. Proszę, pilnuj go. Nie chcę żeby sfajczył mi zastawę.
Następnie podeszła do drzwi. - Panowie... idę się wieszać! Idziemy Janie. - I sajonara amigo.

<Mordimer? Asmi? To gra aktorska na granicy z prawdą xD> 

niedziela, 14 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Mordimera

To robi się naprawdę zabawne. - Powiedz mi, czy ty się w ogóle słyszysz? Jest środek nocy. Włamujesz się do mojego domu - pomińmy fakt, że ten drugi siedzi tu na chama - wszczynasz walkę, a jednocześnie mówisz o chęci pomocy i obronienia. Przed kim? Przed tym chole/rnym ignorantem? Nie ufam mu bardziej niż tobie, jednak on przynajmniej mówi konkretami, i jest moim podwładnym.
Helena wątpiła w lojalność czy jakiekolwiek zaangażowanie ze strony Asmitusa, jednak cóż - z jakiegoś powodu to jego stronę postanowiła trzymać. "Z jakiegoś powodu" przecież ten chłopak jest przydupasem Agaresa! Ach, chyba ma gorączkę. Właśnie dlatego nie lubi deszczu. Nigdy nie wiesz jakiego wirusa przytaszczysz do domu (tak, to iluzja).
Łubu du. Łubu du. Chrup, klap, bum. Trap. Chlap, chlap. Marmolada.
Chyba coś spadło!
Łoskot i głośny śmiech w przedpokoju. - Widziałaś to?! Kolekcja koronek!
- Ciii! Chcesz żeby nas usłyszeli? - syknął drugi głos.
- A! Dobra, teraz ciii...
- Mistrz skradania w akcji - mruknął ten drugi. I wszystko ucichło.
Helena znieruchomiała zażenowana całą tą sytuacją. Kolejny marny włamywacz tej nocy. Wyszła do przedpokoju zapalając światło. Niczego nie było. Poza śladami ogromnych, tygrysich łap na panelach i listem przyczepionym do kolejnego z bezcennych obrazów. "Byłem tu. AvD."
Pierwsza reakcja. - Jeszcze tego idioty tu brakowało! - Reakcja druga. - O cholera...
Szybki bieg na górę. I widzimy co? Jana z zielskiem wyrwanym wprost z doniczki.
- Wybacz pani. Zaraz przesadzę to do nowego naczynia.
- Janie...
- Tak Pani?
- Co tu się stało?
- Pewien mężczyzna miał spotkanie z doniczką. Czy zostanę zwolniony?
- ... raczej nie.
- Myślałem, że to złodziej, jednak mógł to być kochanek...
- O Jezu, niech ten dzień się w końcu skończy!

<Mordimer? Asmi? Czy kto tam? xD> 

piątek, 12 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Mordimera

Teraz to bardziej przypominało jej rozmowę, a raczej kłótnię dwóch małych chłopców. I co tu zrobić?
Helena pryknęła gniewnie, Jolki nie wywali - chwila. - Asmitus Nevalos - powiedziała patrząc na niego kamiennym wzrokiem. Teraz pamięta, przedwczoraj wieczorem przeglądała jego domukenty. Trzeba chyba wprowadzić obowiązek dodawania zdjęcia inaczej wychodzą takie dziwne sceny. - A ty to kto? Nekromata. Vestripol? A może Panpares? A z resztą, to bez znaczenia.
Najchętniej pozbyła by się ich obu jednak to będzie raczej trudne zadanie. Co tu zrobić... to tu zrobić... Mmm, trzeba podjąć szybką decyzję. Asmitusowi nie ufa, jest pokręconym ignorantem strzelającym do niewinnych kotów i wykorzystujący sprany móżdżek goblina. Ten drugi wydaje się~ Wydaje się! Jest z wrogiej organizacji! Dobrze więc. - Zrób z nim cokolwiek - syknęła uważnie obserwując tego  drugiego. - A ciebie - wskazała na swojego nowego podwładnego. - Jutro nie chcę tu widzieć. Goblina możesz zostawić.
- Pani - zaczął Jan dreptając na swoich chuderlawych nóżkach. - Pani!
- Czego?
- Ktoś zabić strażników przy północnej furtce od strony lasu.
- Jeszcze tego mi brakowało! Porządna służba w tych czasach to rzadkość. - Helena westchnęła ciężko. - Nie obrażę się jeżeli sprawca zamilknie. I zniknie. - Uh, zmieniła się. Teraz to już nie ta lekko stuknięta Lady która wyszła na spacerek z amstafem w środku deszczu, teraz to prawdziwa Mistrzyni Hatofilies. Postawa. Ton. Mówi jakby miała co najmniej kilka setek na karku. - Już.

<Mmm, Mordimer? Jak na pisanie na szybko jest nieźle>

Od Heleny - Cd. Asmitusa

- Mój obraz - wrzasnęła pani domu ignorując całą resztę z tej jakże dziwnej sceny. Przebiegła przez cały pokój w koszuli nocnej do samej ziemi. Jej drogocenny obraz!
- Pani... - zaczął Jan który przydreptał za nią ze świecą trzymaną na spodeczku.
- Cicho Janie, rozpaczam.
- Pani, ale to obraz od niejakiego Jakuba Wortata.
Helena zmarszczyła czoło podnosząc głowę jak surykatka. - To ten z tamtego roku?
- Tak Pani.
Chwila kontemplacji nad arcydziełem. - A więc to ten śmieć którego szukałam od grudnia... Wywalić.
- Już się robi. A co z nimi?
- Z kim? - dopiero teraz młoda kobieta przypomniała sobie o Panu Joli i jego goblinie. I o hałasie. I dymie. Odwróciła się w stronę dwóch mężczyzn i tak jakby trochę znieruchomiała.
- Czy wznieść alarm Pani? - Tia, a ten zawsze niewzruszony. Może mu się walić na głowę i nic.
- N-nie, możesz odejść.
Hela odprowadziła wiernego sługę samym spojrzeniem.
- Wiecie... - zaczęła lekko jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. - Miałam obawy wpuszczając tu obcego faceta z goblinem. Ostatecznie jednak jakoś to przebolałam, jednak błagam, dwóch? Potajemne schadzki sobie tu urządzacie? A może po prostu zamierzacie targnąć się na moje życie? Spokojnie, przeżyję. Kto was tu przysłał? Ageras czy ta szuja, Asmodeusz? Odejdźcie i przekażcie szefom, że takie tanie zagrania nic tu nie wskórają. No już, na co czekacie? Zapomnieliście języków czy umiejętność chodzenia jest wam obca?

<Panowie?>

Od Heleny - Cd. Asmitusa

Nie miała pojęcia jak zareagować na tą dziwną scenę. Ratować Kojo, a może wywalić ich z domu? Nie, nie, nie może ich wywalić. Tego zabrania etykieta. To może... wypadało by chyba spytać się o co chodzi, jednak może skończyć się w bliżej nieokreślony sposób. Tak więc Helena nic nie widziała.
- Mówiłam, że już jej nie ma. Byłeś tak zamyślony, że nie słyszałeś? - mruknęła wstając z fotela. Typ naprawdę ją irytuje. A ona chciała go wcisnąć do swojego nowego romansidła! Chociaż... Chwileczkę, to całkiem niezły pomysł. "Ignorował mnie. Ja wciąż czekałam. Nie patrzył na mnie. Ja wciąż czekałam. Zostawił mnie. Ja wciąż kochałam..." słowa końcowe już mamy. Kto by pomyślał, że w gniewie wymyślanie powieści idzie tak łatwo?
"Czemu tak cierpi istota z sercem na dłoni? Niewolnica miłości nigdy nie wygra." Oh! Czyli wiadomo już, że skończy się to tragicznie. No tak,można się domyślić. To samo będzie jeżeli Pan Jolka nie opuści tego domu w czasie kilku najbliższych godzin. Zabójstwo (morderstwo). Ewentualnie samobójstwo którejś ze stron (Helena obawia się w dużym stopniu o Kojo). A właśnie, Kojo! Przecież go też trzeba jakoś wykorzystać. Może... Przystojny szlachcic zakochany po uszy w pięknej Lady, tytułowej niewolnicy pałającej uczuciem do ignoranta zamkniętego na miłość. Lady uratowała życie młodemu paniczowi gdy tego na brzeg wyrzucił okrutny bóg morza. Nazywać się będzie... (jak przerobić Kojo?) Koszo. Koszan. Kresz. Mmm... Kosesz. Tak, tak, to jest dobre. Trzeba tylko pomyśleć nad reakcją ignoranta. I jego imieniem! Ale to nie teraz. Ten mały szczegół zostawi na później. Może w nocy usiądzie przy lampce i zacznie w końcu pisać? Jeszcze się zastanowi.
- A właśnie! Janie - zawołała idąc w stronę okna. - Janie! Chodź tutaj.
Stary lokaj przytruchtał tak szybko jak tylko się dało. - Tak pani?
- Przygotuj dwie sypialnie. Z dala ode mnie. Obserwowane.
- Tak pani. Coś jeszcze?
- Każ przynieść nową świecę do mojej sypialni. Zamierzam dziś pisać.
- To wspaniale Pani. Czy mogę odejść?
- Oczywiście.
Helena odwróciła się na pięcie do swoich nowych gości. - Coś mi mówi, że szybko się was... ciebie nie pozbędę. Mam nadzieję, że jesteś zmęczony. Nie mam najmniejszej ochoty zabawiać się rozmową.

<Asmitus ty ignorancie? xD>

Od Heleny - Cd. Aeren'a

Helena zmierzyła go lodowatym spojrzeniem. Ech, rekruci, zero szacunku dla ludzi starszych rangą.
Chociaż... ten jeden pomysł jest dość ciekawy. Może będą z niego ludzie.
- Hmmm, nie koniecznie o to mi chodziło gdy mówiłam o wykorzystaniu twojego talentu, jednak jeżeli tak bardzo palisz się do tego pomysłu...
- NIE!
- Akcję "Dobry pupil" zaczniemy za trzy dni. Wiesz że nigdy nie wpadłabym na coś takiego? Dość błahe i idiotyczne, jednak ludzie lubią wszystko co darmowe. Podejmiesz się tego?
Oczywiście, że się nie podejmie. Widać to po jego oczach. A z resztą! Oczach? On to jedna, wielka...
- Upierdliwa kupa kości - dokończyła na głos swoje myśli. - Aerenie, nie ma tu o czym gadać. Postanowione, będziesz naszym zwierzęcym specjalistą.
- Nie chcę, to upierdliwe.
- A co mnie to obchodzi? Masz mnie słuchać - fuknęła biorąc go za ucho. Mistrzyni pociągnęła za nie boleśnie ciągnąc go za sobą.
- Ała! Ała! AŁA! Puść mnie!
Kobieta puściła go przed ławeczką stojącą samotnie nad jeziorem. Jakaś bachornia tam, staruszka tu, para tam. - Siadaj.
- Czemu tu?
- "Dobry pupil", wstęp tylko zwierzęta. Awans i możliwość posiadania zwierzaka, co ty na to?

<Aeren?>

Od Heleny - Cd. Asmitusa

- Więźniem? O nie, nie, nie mój drogi, to ty szedłeś za mną całą drogę od speluny, aż do mojego domu. Gdyby nie roztargnienie Jana, na pewno byś tu nie siedział. Naprawdę nie wiem, jak Kojo może z tobą wytrzymywać - powiedziała mierząc go krytycznym wzrokiem. - Gdzie Maurycy?
- Na górze Pani. Przyprowadzić go?
- Nie trzeba. Jakieś wieści?
- Owszem - lokaj dyskretnie zerknął w stronę Pana Jolki.
- Mów.
- Warrt Marvel potwierdził swoją obecność na jutrzejszym spotkaniu. Lady Mamałyga zapowiedziała się w środę, Stefan Baron chce omówić kwestię dofinansowania swoich badań. Dodatkowo są wieści o nowych posunięciach naszych wrogów.
- O! Dokumenty zostaw w gabinecie. Raporty?
- Są wszystkie.
- Rekruci?
- Położę razem z dokumentami.
- Dobrze, możesz odejść.
Lokaj skłonił się głęboko i wyszedł zostawiając ich samych. Zapadła cisza. Trzask płomieni, dźwięk kropel uderzających o szybę i cykanie zegara było połączeniem wręcz nie do wytrzymania. Helena wpatrywała się w swoich gości z mieszanką zażenowania i zainteresowania. - Wygodnie ci z tymi skrzydłami?
- Różnie.
- A jak to czyścisz? - spytała przyglądając się... czemuś. Nawet spróbowała to rozetrzeć. - Nie moknie ci?
- Moknie.
- Hmmm, mówiłeś coś o magu, który ci to zrobił. W jakich okolicznościach?

<Asmitusie?>

czwartek, 11 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Asmitusa

Helena milczała przez  chwilę mrużąc oczy. Prowadziła wewnętrzny monolog: Droga ja, przywalić mu czy nie przywalić? Skrzyczeć go czy nie skrzyczeć? Wywalić czy pozwolić zostać?
Dość szybko zdecydowała - przywalić, skrzyczeń i wywalić na deszcz. Ale najpierw zje to do końca.
- Czemu miałbyś tracić przytomność? - spytała patrząc na niego spode łba. - To moje popisowe danie. Mięso cielęce w sosie pieczarkowym z dodatkiem pomidora i jagód. Nie lubię jagód, jednak tego wymaga przepis mojej babki.
- Popisowe powiadasz... - mruknął patrząc na tą kupkę węgielków na talerzu.
- Owszem, popisowe. Nic innego nie wychodzi mi tak dobrze - powiedziała z nutką dumy w głosie. - Janie, przynieś koc i coś do jedzenia dla Kojo.
- Koko?
- Nie Janie, Kojo. Goblina.
- Oczywiście pani, już się robi.
Kojo dostał stek wołowy w stanie dużo lepszym niż to coś na talerzu jego pana. Helena spojrzała na niego przepraszająco. - Wybacz mi Kojo, niestety mojej pieczeni już nie ma. Nie gotuję za często, a jeżeli już, to tylko dla siebie. Nie sądziłam, że będę miała gości... No ale nie musisz się martwić! Specjalnie dla ciebie zrobię nową porcję mojego idealnego dania. Dostaniesz je jako wyprawkę do domu. Mam nadzieję, że nie obrazisz się na mnie? A ty co się tak gapisz Jolka? Jedz. Janie, powiedz mu że się nie zatruje.
Jan z wielkim trudem ukrył kwaśny uśmiech. - Nie pani, nie zatruje się. Jedynie dostanie rozwolnienia.
- Czyli zdrowe przeczyszczenie. Moje dania mają też zastosowania lecznicze! Tak więc droga Jolu, jedz. Nie wypuszczę cię puki na talerzu nie będzie pustek.

<Asmitus?>

Od Heleny - Cd. Asmitusa

Helena uśmiechnęła się pokrzepiająco do tego uroczego stworka klepiąc go delikatnie po głowie. - I widzisz? Jest już dobrze.
Pojawiła się Jolka i wszelka radość zniknęła z jej twarzy. Okropny ignorant! Prychnęła gniewnie i wyszła na zewnątrz. Deszcz padał i padał, w całej swojej okazałości. Helena westchnęła ciężko.
- Tylko kilka przecznic.
- Gdzie idziemy? - spytał mężczyzna idąc tuż przy niej. Jak on mógł iść tak spokojnie?
- Ty Jolu? Nigdzie. Ja idę do domu. Do widzenia.
Chyba znów się zamyślił, bo odpowiedzi niedostała. Przywalić! Dźgnąć i poćwiartować!
Krople uderzające o chodnik skutecznie zagłuszyły dźwięk kroków. Helena skupiła się tylko i wyłącznie na drodze do domu. Tego domu, który już już majaczył swą sylwetką na horyzoncie. Duża rezydencja godna Lady Wetherban.
Kobieta sapiąc i zipiąc zapukała do ogromnych drzwi wejściowych. Otworzył jej typowy lokaj. Stary, siwy, pomarszczony. - Pani! - krzyknął wielce zaskoczony. Widząc jej spojrzenie nie mówił już nic więcej.
- Kąpiel, herbata, suknia, koc. Migiem - syknęła wtaczając się do środka. Taka kupka nieszczęścia w pantoflach.
- Pani...
- Bez gadania.
- A co zrobić z gośćmi?
- Jakimi gośćmi? - dopiero teraz przypomniała sobie o Jolce. - Goblina wpuść.
Lokaj sądząc, że chodzi tu o mężczyznę (Helena używa wielu różnych określeń na osobników płci przeciwnej) wpuścił go do środka. - Proszę za mną panie...
- Jolka.
- Panie Jolu.
***
Jola musiała zdjąć ubłocone buty. Jola musiała zdjąć mokry płaszcz. Jola musiała wypić herbatę. Lokaj nie przebacza. Wie o tym nie jedna postać z horrorów.
Panna Wetherban nadal wielce napuszona (naruszona została jej godność) udała się prosto do kuchni. Wygoniła stamtąd całą służbę, do piecyka włożyła pieczeń którą zamarynowała rano i ruszyła do salonu. Prawie wpadła na stolik z wrażenia. - Janie(;D), co on tu robi?
- Ale kto?
- On.
- Pan Jolka?
- Tak, Pan Jolka.
- Kazała mi pani go wpuścić.
- Nie, mówiłam o goblinie.
- Nie o nim?
- Nie, nie o nim.
- Przepraszam...
- Ech, i takbym się go nie pozbyła.
***
- Trzymaj - syknęła stawiając mu przed nosem talerz ze spalonym... czymś. Czarny skwarek, a może raczej węgielek polany sosem w bliżej nieokreślonym, mdłym kolorze. Na to spalony pomidor i kilka jagód. Wielką łaskę mu zrobiła. Jak on mógł tak sponiewierać jej dumę? Jej honor! Teraz przyszedł czas na odwet. Chodź nieświadomy.

<Asmitusie? xD>

Od Heleny - Cd. Asmitusa

Helena podeszła do okna. Nie widziała za wiele, jednak jakieś tam malutkie mróweczki przebijały się przez smugi deszczu. - Widzisz tamtych ludzi? Kobieta z dzieckiem, staruszka i... bezdomny kot jeżeli mnie oczy nie mylą - wymamrotała usilnie próbując dojrzeć tam coś jeszcze. Ech, zadowoli się i tym. - To niewolnicy moich słów.
Była zadowolona z tego, jak dobrze zabrzmiało to zdanie. "Niewolnicy moich słów" - takie... romantyczne. Ona - piękna nieznajoma pokrzywdzona przez los i on - przystojny, tajemniczy nieznajomy. To historia wręcz idealna na pierwszą książkę. Tytuł brzmiałby oczywiście "Niewolnica". Oh tak, to jest piękny plan. Po powrocie do rezydencji od razu zabierze się do pisania.
Odwróciła się do Jolki, aby zobaczyć jak wielkie wrażenie na nim zrobiła.
Nic.
Nic?
Nic.
Nawet na nią nie patrzył.
Zignorował ją!
Helena sapnęła gniewnie. To jest okropne. Pierwsza osoba, która ignoruje ją w takim stopniu! Niewybaczalne. Ta zniewaga, krwi wymaga. Albo nie, nie będzie reagować, ubierze się i wyjdzie. Tak, tak, weźmie Maurycego i przebrnie przez ten deszcz aby znaleźć się w domu. Z dala od Jolki i jej wręcz okrutnej ignorancji.
Kobieta poszła w stronę łazienki, założyła ubłoconą suknię i ruszyła w stronę drzwi. Nadal zirytowana rzuciła za siebie. - Do widzenia pani Jolu.
Wkurzający typ! - Maurycy, chodź tu.
Psies warknął coś i poszedł za pańcią. Ach, tylko kilka przecznic do domu. Tam zajmie się nią służba. Wielka wanna, ciepły koc, czysta suknia, masa papierów... samotność... ale wanna jest! Idziemy.

<Asmitusie?>

Od Heleny - Cd. Asmitusa

Przez otwarte drzwi do pomieszczenia wdreptał młody amstaf. Zjeżył się na widok skrzydlatej Jolki, warknął, szczeknął, warknął i uskoczył na bok spodziewając się ataku ze strony "kobiety".
Helena nie zwróciła na to większej uwagi. Mały stworek był dużo ciekawszym obiektem obserwacji. - Co to, goblin? - Kobieta przeszła przez cały pokój i przykucnęła obok dziwnego stworzenia. - Zimno ci maluchu?
- Nie jestem maly.
- Nie, wcale. Każdy normalny facet ma 50? Może niecałe 60 centymetrów. Wejdź do środka.
- A-ale...
- Mm? Coś mówiłeś? - Uch, i to spojrzenie typu "Wszystko słyszałam, jednak udaję że jestem głucha. Jak ty śmiesz mi odmawiać?". Niedoczekając się żadnej reakcji po prostu wepchnęła go do środka. Od tak, po prostu. - Mmm, łap - rzuciłam mu pierwsze co znalazła w tej brudnej ruderze. - Ogrzej się.
Amstaf zaszedł stwora od tyłu i ugryzł go w ucho. I tak stał. I stał. I stał puki nie poczuł tego okropnego smaku. Jedno jest pewne - psa pozbyli się do rana.
- Powiedz mi, jak się nazywasz?
Brak odpowiedzi. Helena westchnęła jak cierpiętnica. - Mówże!
- Kojo.
- Jak to jest być goblinem? - Pytanie pierwsze. - Czemu służysz tamtemu tam? - Pytanie drugie. I kolejne: Chciałbyś zrobić sobie kiedyś wakacje? Podoba ci się takie życie? Czemu taszczysz tamten kufer? Czemu zgadzasz się na takie traktowanie? Nie jesteś zirytowany?
I znów ton kobiety, która musi dostać odpowiedź. Innej opcji nie ma.
I właśnie takim oto sposobem, Jolka została zepchnięta na drugi tor. Teraz w centrum uwagi jest ten uroczy goblinek.

<Asmitusie?>

środa, 10 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Asmitusa



Helena nie wydawała się zaskoczona widokiem skrzydeł. Wręcz przeciwnie – uśmiechnęła się lekko.
- Obecnie? Zgrywam idiotkę przed obcym facetem. A w życiu... - oparła się plecami o twardą ścianę - zarządzam. Pracuje. Przemawiam. Występuję. "Głoszę pokój" lub jak kto woli "Wykorzystuję naiwność dobrych ludzi". Obie wersje są jak najbardziej trafne. Nadzoruje badania nad, heh, nie musisz wiedzieć czym, i zgrywam wielką damę. Takie tam, życie normalnej kobiety - powiedziała puszczając mu oczko.
- Tak po za tym, rozpieszczam moją jedyną miłość - psa. Wykorzystuję podwładnych i "snuję plany jakby tu jednak zagrać na uczuciach tych biedaków". 
Rozgadała się nieco. Tak to już jest gdy uświadomi sobie jak bardzo puste jest jej życie. Ech, takie wybrała, w takim wytrwała. 
- Powiedz mi teraz, jak się nazywasz nieznajomy? Nie będę mówiła ci Jolka.
Jej brak strachu i choćby cienia skrępowania był dość dziwny, ale czego spodziewać się po kobiecie tego pokroju? Eee, z resztą, nie zależy jej. Niech się dzieje co chce, może ją nawet zabić. W końcu pojawi się jakiś powiew świeżości. Adrenalina.

<Asmitus? xD>

Od Heleny - Cd. Asmitusa

Kobieta skrzywiła się niemiłosiernie. Gospoda! Miejsca, których unikała jak ogień. Brudne - bo od miesięcy niesprzątane. Śmierdzące - bo od miesięcy niesprzątane. Okropne - bo siedzą tu ludzie od miesięcy niesprz... niemyci! Przeszedł ją dreszcz obrzydzenia na widok mężczyzn tak okropnie mlaskających przy jedzeniu... rękoma. Maurycy warknął na damę lekkich obyczajów, kłapną zębiskami i skulił się pod nogami pańci. 
- Okropność - syknęła próbując zignorować narastające mdłości. Nie oglądając się na Jolkę ruszyła w stronę barmana. - Najlepszy pokój?
Barman wyszczerzył do niej przegniłe zębiska. - Wszystkie są takie same. - Och, ten odór zepsutych jajek.
Helena starając się zachować fason, rzuciła mu kilka złotych monet. - Dwuosobowy z łazienką.
- Pies nie wchodzi.
- Wchodzi. - Rzuciła mu jedną monetę więcej.
Wzięła głęboki wdech i poszła schodami na górę. - Wybrałaś okropny lokal - stęknęła zaglądając do łazienki. W miarę czysta, tyle szczęścia. 
- Przepraszam cię kochaniutka.
Helena uniosła lekko brew stając przed Jolką w całej swej okazałości. Nie była niska, bez tej błotnej skorupy pewnie też całkiem ładna. - No Jolu, przepraszam że to powiem, ale wyglądasz jak 100% mężczyzna.
- Nic nie szkodzi, idź się umyj kochana, a ja tu nieco... ogarnę.
- Dobry pomysł. Zaraz powspominamy.
***
Helena miała poważny problem. W co się ubrać gdy nie ma się nic? Suknia brudna, ręcznika jako takiego brak. O Jezu, nie wyjdzie przecież naga! To nieetyczne i wbrew manierom. Mmm...
Wyszła w halce. Tej starej halce, które kobiety noszą pod sukniami. Dobre na piżamę, nie jest zbyt odważne, czyli - w sam raz.
- Nie mogę się na ciebie napatrzeć - westchnęła przyglądając się towarzyszce. Jolka mogła by stać się postacią jej nocnych marzeń romantycznych gdyby nie to, że jest kobietą. Ech, nie ma się wszystkiego. Helena usiadła na łóżku zakładając nogę na nogę. - A teraz opowiadaj, co porabiasz w świecie.

<Asmitusie? xD>