Layout by Raion

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Od Heleny - Cd. Asmistusa

Przyjemne otyle o ile nie mówi przez sen. Lub nie śpiewa. Dość często zdarza jej się to pierwsze, drugie rzadziej. Kiedyś była nawet zabawna sytuacja w której leżąc na plecach uniosła do góry wszystkie kończyny licząc czas "do odlotu". Później wypierała się, że nic takiego nie miało miejsca.
Cóż jej się śniło? Nic się nie śniło. Zasnęła szybko, obudziła się z pierwszym promykiem słońca. Spojrzała na zegar: 6.00. To jest dopiero wyczucie. Zaraz przyjdzie służąca, spyta się jak się spało, postawi śniadanie, odsłoni okna, przygotuje suknie i wyjdzie jak zawsze uśmiechnięta.
Helena ziewnęła kilkakrotnie i znów się położyła. Będzie korzystać z tych chwil spokoju puki może.
Puk. Puk. Puk.
Nawet jeżeli nie dostanie odpowiedzi to wejdzie. O, właśnie weszła. Taca ze śniadaniem, promienny uśmiech, ale chwila, czemu ona się zatrzymała?
- P-pani, przepraszam, może przyjdę później... - Zaczęła powoli się wycofywać.
- A czemuż to? Nie pogardzę śniadaniem w swoim własnym domu.
- D-dobrze pani, w takim razie zaraz wrócę z porcją dla dwóch osób.
- Jakich dwóch osób?
Czyżby chodziło jej o Maurycego? Coś jej się musiało chyba pokręcić w tej młodej główce. Helena wychyliła się do przodu żeby przywitać się z pupilem. Całkiem o nim zapomniała.
.../.../...
- O Boże przenajświętszy i wszystkie demony! Asmitus! - To taki szok, że aż ją machnęło do tyłu. Spadła. Znowu. Odezwał się instynkt terytorialny dziecka. Helena wczołgała się pod łóżko i wyszła z drugiej strony (a raczej wyszła jedynie głowa). Spojrzała na niego gniewnie. - Co ty robisz na mojej podłodze?!
- Leżę.
- Leżysz! Ha! Jeszcze czego! A gdybym ja ci powiedziała, że leżę na twojej podłodze do uwierzył byś mi?!
- Raczej tak.
- Pani, może przyjdę później? - spytała zbita z tropu służąca.
- Nie! Zostań, będziesz świadkiem.
- Świadkiem czego pani?
- Jeszcze nie wiem, ale skoro on tu leży to nie może dobrze się to skończyć. Albo nie... Nie ma go tu.
- Chyba jednak jestem.
- Nie ma. - Helena wyczołgała się z drugiej strony, wdrapała na łóżko i czekała na typowy rozwój wydarzeń. - Wyjdź i zacznijmy to normalnie.
Szefowej się słucha. Młoda kobieta wyszła zamykając za sobą drzwi.
Puk. Puk. Puk.
Weszła. Ponad wszystko próbowała ukryć zmieszanie. - Dzień dobry, jak się spało? - dość drętwo.
Helena natomiast nie miała najmniejszego problemu z odgrywaniem tej sceny. - Dobrze, dziękuję.
Dziewczyna oddała tacę ze śniadaniem szefowej, odsłoniła okna (od razu jaśniej się zrobiło), z garderoby przyniosła suknie. Piękną, krwistoczerwoną suknie. - Smacznego pani. Czy przynieść coś jeszcze?
- Nie, dziękuję. Możesz odejść.
I oto kolejny dowód na to, że niezła z niej aktorka. 

<Asmitus? Śniadanko, ale nie dla ciebie :P>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz